reklama

Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie

Czy osoba ze znaczną niepełnosprawnością intelektualną ma prawo do sakramentu bierzmowania? Rozmowa z dyrektorem Siedleckiego Hospicjum Domowego dla Dzieci

Czy osoba ze znaczną niepełnosprawnością intelektualną ma prawo do sakramentu bierzmowania? Dlaczego zdarza się, że rodzice chorych dzieci słyszą odpowiedź odmowną w kancelarii parafialnej? Co na to Kościół? - na te i inne pytania odpowiada ks. Paweł Siedlanowski - dyrektor Siedleckiego Hospicjum Domowego dla Dzieci.

Zacznę od pytania podstawowego: czy dzieci niepełnosprawne, nieuleczalnie chore są gorsze od dzieci zdrowych?

Nie są gorsze. Jezus wielokrotnie podkreślał, że królestwo Boże jest przeznaczone dla wszystkich ludzi, nigdzie nie znajdujemy wzmianki o jakichkolwiek wyłączeniach. Więcej: wedle kategorii ewangelicznych chorzy są swego rodzaju niebiańską elitą. Zresztą, kiedy Jezus posyłał apostołów, mówił: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię WSZELKIEMU (podkr. red.) stworzeniu” (Mk 16,15) - zwrócił na to uwagę papież Paweł VI w adhortacji „Evangelii nuntiandi”, podkreślając, iż słowa Chrystusa nie są zacieśnione żadnymi granicami (pkt. 49-50). Także intelektualnymi. „Dyrektorium ogólne o katechizacji” przypomina, że miłość Ojca do najsłabszych prowadzi do ufności, iż każda osoba, niezależnie od jej ograniczeń, jest zdolna do wzrostu w świętości (pkt 189).

Dlaczego zatem zdarza się, że rodzice chorych dzieci spotykają się z argumentem typu: „Wasze dziecko nie może przystąpić do sakramentu bierzmowania, ponieważ i tak się nie ożeni, najpewniej umrze przed osiągnięciem pełnoletności - nie jest mu do niczego potrzebny” itp.?

Znam takie przypadki, niestety. Podobne słowa przed laty usłyszała rodzina, której syn aktualnie jest podopiecznym naszego hospicjum - bez większego problemu otrzymał bierzmowanie w jednej z warszawskich parafii. Nie rozumiem takiej argumentacji. Zdarza mi się rozmawiać o tym z księżmi. Niektórzy (na szczęście są to bardzo nieliczne przypadki) podają argument, iż chore nieuleczalnie czy intelektualnie niesprawne dziecko nie ma teologicznego rozeznania, nie zrozumie, co sakrament wniesie w jego życie. To jest spojrzenie czysto ludzkie. Zapominamy, że to Pan Bóg daje łaskę i trudno Go w tym w jakikolwiek sposób ograniczać. Z mojej praktyki pracy w hospicjum mógłbym podać wiele przykładów takiego Boskiego działania.

Proszę o nie...

Zosia choruje na rzadką nieuleczalną chorobę, która błyskawicznie odbiera jej siły, wysysa życie. Kontakt jest znacznie utrudniony. Zdecydowaliśmy się na Pierwszą Komunię św. - przyjęła ją jesienią ubiegłego roku w kościele parafialnym rodziców, czyli w sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Sokołowie Podlaskim. Kiedy przyjeżdżam do niej z Komunią św., zazwyczaj siadamy na dywanie razem z mamą, młodszym rodzeństwem. Rozmawiamy o Panu Bogu, modlimy się wspólnie. Zosieńka natychmiast kieruje oczy na patenę z Najświętszym Sakramentem - nie potrafię opisać radości i pokoju, jakie w nich się zapalają! Pozwalam jej głaskać cyborium (małe, pozłacane naczynko służące do przechowywania, transportu kilku komunikantów). Potrafi w takiej postawie, mimo ograniczeń choroby, trwać wiele minut! Tak pięknej, wyjątkowej adoracji nigdy wcześniej nie widziałem... Niesamowite doświadczenie! Dominik (skończy niedługo 18 lat), gdy wchodzę do domu z Komunią - nawet jeśli mnie jeszcze nie widzi - z radości śmieje się w głos! On WIE, kogo za chwilę spotka! Chore dzieci rozumieją, wiedzą i widzą więcej, niż nam się może wydawać. Bartek (podpięty od trzech lat do respiratora) potrafi długi czas patrzeć na płaskorzeźbę Jezusa Miłosiernego (bardziej kolorowych, ciągnących oczy obrazów na ścianie w jego pokoju jest co niemiara) - coś po swojemu mówi, uśmiecha się, wodzi oczami. Z kim rozmawia? A może lepiej napisać: z Kim rozmawia? Ja nie mam wątpliwości...

A jeśli dziecko, z racji posiadanych deficytów intelektualnych, ma rzeczywiście utrudnione poznanie, czym jest sakrament?

Może tak być. Choroby nieuleczalne, z jakimi mamy do czynienia w naszym hospicjum, sprawiają, że część dzieci w minimalnym stopniu ma intelektualną świadomość swojej egzystencji. Z tym, że jest jeszcze inteligencja emocjonalna - niesamowicie subtelna, trudno uchwytna, a jednak empirycznie weryfikowalna. One bardziej czują, niż wiedzą. I to jest dla nas punkt wyjścia do katechezy, rozmów, kontaktu. „Każda osoba, niezależnie od jej ograniczeń, jest zdolna do relacji z Bogiem” - czytamy we wspomnianym wyżej dyrektorium katechetycznym (pkt 189). Jezus również nie pozostawia wątpliwości: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże” (Mk 10,14). Pozwalamy. Co z tego wyniknie? To już nie zależy od nas.

A co z wiarą, która jest fundamentem dla przyjęcia np. Eucharystii?

Bardzo ciekawie na ten temat pisał papież Benedykt XVI w posynodalnej adhortacji apostolskiej „Sacramentum Caritatis” - chodzi o rozdział zatytułowany „«Actuosa participatio» chorych” (pkt 58). Ojciec Święty zwrócił uwagę na „konieczność zapewnienia duchowego wsparcia chorym, którzy pozostają we własnych domach lub znajdują się w szpitalach” - rzecz oczywistą dla Kościoła, niepodlegającą dyskusji. Dodał też na końcu ważne dla tematu naszej rozmowy słowa: „należy również zapewnić Komunię eucharystyczną, na tyle, na ile to jest możliwe, osobom upośledzonym umysłowo, ochrzczonym i bierzmowanym: otrzymują one Eucharystię w wierze, również w wierze ich rodziny lub wspólnoty, która im towarzyszy”. Istotne jest dopowiedzenie zawarte w końcówce zdania. Wiara rodziców - jeśli ich dziecko samo, z różnych powodów, nie jest jej w stanie rozwinąć w sobie - otwiera mu drogę do nieba!

Wystarczy samo pragnienie rodziców?

W starożytnym Kościele istniało pojęcie „chrztu pragnienia” (baptismus flaminis) lub „chrztu krwi” (baptismus sanguinis) - katechumenów, którzy przygotowywali się do jego przyjęcia, a wcześniej ponieśli śmierć męczeńską za Chrystusa, uważano za ochrzczonych. Analogicznie: zakładamy w naszej pracy hospicyjnej, że wiara rodziców chorego, niepełnosprawnego dziecka, ich wola, aby przyjęło któryś z sakramentów inicjacji chrześcijańskiej (chrzest, Eucharystia, bierzmowanie), jest wyrazem pragnienia dziecka, któremu przekazali życie, chcą dla niego wszystkiego, co najlepsze - przede wszystkim nieba! Mamy do czynienia ze szczególnym rodzajem zastępczości uzasadnionym prawem naturalnym. Warto dodać, że Benedykt XVI pisze też o „wierze wspólnoty” - pragnieniu przynajmniej jakiejś małej cząstki Kościoła, aby dziecko, osoba niepełnosprawna miała możność doświadczenia mocy sakramentu. Nie wiemy, jak to „działa”, ale intuicja, wiara podpowiadają, że dla Pana Boga nie istnieją granice, których nie chciałby przekroczyć w swojej miłości do nas.

Dziękuję za rozmowę.

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Tu możesz nas wesprzeć

Darowizna

reklama

Pekao