Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao



Krzysztof Zanussi

Lekcja dialektologii

Zdjęcia do filmu już poza mną. Trwały krótko, bo nie było za co rozwinąć opowiadania. Powstał szkic, na przekór niemożności i na przekór zdrowemu rozsądkowi. Zmęczony i trochę sfrustrowany mogę uciec myślami w piękną aurę moich wcześniejszych podróży. Na początku lata wyjechałem na obcas włoskiego buta, zwany z łaciny Apulią, a po włosku podobnie, bez pierwszego A. (Duch języka włoskiego nakazuje wytracać zbędne samogłoski, podczas kiedy hiszpański często je dodaje po to, by ułatwić wymowę).

Apulia była kiedyś wielką Grecją i do dziś dnia są w niej wioski, gdzie mówi się dialektem, który pochodzi od starożytnej greki. Językoznawcy z Salonik (Tessalonik) przyjeżdżają studiować te resztki starożytności, a miejscowy poeta tłumaczy na dialekt wioskowy tragedie Eurypidesa po to, by wystawiać je na placu w czasie letniego festiwalu. Europa małych ojczyzn znajduje tutaj żywą ilustrację, broni swej rozmaitości i nie wpuszcza ani McDonalds'a, ani kultury masowej, ale ta pod rękę z coca-colą przenika konsekwentnie przesączając się przez szczeliny, które w murze tradycji żłobi nowoczesna technologia. Grecki dialekt powoli zanika, młodzi ledwie go rozumieją, a miejsce bajek, które wyrastały prosto z mitologii Greków, zajmują komiksy, gry komputerowe i kreskówki Walta Disneya. Antyglobaliści z Genui powinni manifestować pod studiami wszystkich telewizji i pod fabrykami coca-coli.

Konflikt tradycji z nowoczesnością znalazł w Apulii materialny wyraz przy okazji hodowli oliwek. Te są chlubą całego regionu. Dziewicza oliwa z południa uchodzi za najlepszą w całych Włoszech (tak przynajmniej twierdzą wszyscy miejscowi rolnicy). Tajemnicą jej dobrego smaku jest ponoć to, że z drzew, zazwyczaj starych, owoce opadają w powolnym rytmie dojrzewania — grubych pni nie sposób potrząsać i pozostaje tylko czekanie, aż dojrzałe oliwki same spadną, lądując na białym płótnie rozpostartym u podnóża drzewa. Nowoczesność wkroczyła wraz z maszyną, która stwarzała wibracje, a te powodowały, że oliwki musiały spadać na żądanie, ułatwiając w ten sposób zbiory. Odpadało w tym kryterium dojrzałości. Wstrząsy spalinowych wibratorów powodowały spadanie oliwek mniej dojrzałych; jakość oliwy spadła, ale podniosły się zyski. W tym momencie przyroda zastosowała protest. Drgania maszyny przyłożonej do pnia oliwnego drzewa zaczęły uszkadzać podziemną tkankę korzeni. W suchej Apulii i wszędzie na południu ziemia cierpi na chroniczną suszę, więc nawet najmniejszy deficyt zasilania w wodę powoduje, że drzewa usychają. W rezultacie administracyjnie zakazano używania maszyn do otrząsania oliwek. Zyski spadły, podniosła się jakość i myślę, że ta cała niewinna historia może służyć za metaforę walki między doraźnym zyskiem a materią czy raczej przyrodą, która broni się (chociaż zazwyczaj na końcu walki przegrywa).

Do osobliwych historii związanych z oliwkami dodam jeszcze opowieść o złodziejach, którzy podobno są plagą i wykopują na polach stare, dorodne drzewa, aby sprzedawać je z zyskiem w zakładach ogrodniczych, które oferują taki towar amatorom nowiutkich ogrodów. Mój włoski producent ma starą oliwkę umieszczoną w ogromnej betonowej donicy na dachu swej willi na przedmieściach Rzymu. W ogródku wokół willi, gdzie dawniej było klepisko, rosną przywiezione z gór olbrzymie świerki; automatyczny system podlewania zapewnia im komfort, o którym nie mogły marzyć w swoim naturalnym habitacie.

Żeby skończyć o oliwkach, opowiem państwu jeszcze o tłoczniach, w których kamienne koła, napędzane siłą zaprzężonego muła, wyciskały najpierw na zimno drogą oliwę dziewiczą, a potem przy zastosowaniu podgrzewania zlewano oliwę przydatną do smażenia, wreszcie na końcu ta najgorsza, przydatna tylko do lampek. W muzeum wytłoków w Otranto zachowano pamięć o tym, że jeszcze w zeszłym stuleciu pracujący pod ziemią bezrolni odurzali się opium po pracy i spali w tłoczniach, w podziemnych pieczarach, nie wychodząc na powierzchnię ziemi. A potem w trakcie odpustów i innych świąt wioskowych kobiety odurzały się po to, by popaść w taneczną ekstazę. Walka z narkomanią wśród młodzieży ma historię niebywale starą, a nam się ciągle wydaje, że plagi naszego wieku były w przeszłości nieznane.


opr. JU/PO

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: tradycja polityka felieton obyczaje nowoczesność złodziej Zanussi
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W