Liban nie ma syren ani schronów. Jedyną informacją o tym, czy w ciągu kilkunastu minut nadchodzi nalot, są doniesienia izraelskich wojskowych… w mediach społecznościowych. „Wojskowi to najpopularniejsi influencerzy. Tak dziś wygląda zarządzanie kryzysowe. Swoje domy opuściło już ponad 800 tys. osób" – mówi Dominik Derlicki, szef misji Caritas Polska w Libanie.
Podczas konferencji prasowej dotyczącej sytuacji na Bliskim Wschodzie, którą zorganizowało Caritas Polska, Derlicki podkreślił, że od momentu wciągnięcia Libanu w amerykańsko-irańską wojnę, kryzys humanitarny w kraju pogłębia się.
„Najbardziej cierpią regiony zamieszkane przez szyitów, które są regularnie bombardowane przez siły izraelskie. To południe Libanu i południowe przedmieścia Bejrutu” – podkreślił, dodając, że skala kryzysu humanitarnego jest ogromna.
800 tys. osób musiało opuścić domy - mówi Dominik Derlicki, szef misji Caritas Polska w Libanie
Blisko tysiąc ofiar
„Mamy prawie tysiąc ofiar śmiertelnych, w tym kobiety i dzieci, grubo ponad dwa tysiące rannych i ponad 800 tysięcy osób wewnętrznie przesiedlonych” – wskazuje rozmówca. Wielu ludzi „śpi w samochodach, na ulicy lub w prowizorycznych schroniskach”, często pozbawionych podstawowych warunków do życia.
„Takich schronisk jest obecnie ponad 600, z czego połowa zorganizowana jest w szkołach. Ludzie często śpią na betonie, bez warunków do przygotowania sobie posiłku. Ludziom, którzy uciekają przed rakietami, trzeba wszystkiego dostarczyć" – mówi. I dodaje: „Ludzie cierpią tylko dlatego, że Hezbollah – jedna z partii reprezentujących ich kraj – jest w konflikcie z Izraelem. To właśnie szyici musieli porzucić swoje domy".
Doraźna pomoc
Na te potrzeby odpowiadają organizacje humanitarne, w tym Caritas Polska, która ze swoim partnerem Caritas Liban zapewnia doraźną pomoc w 96 schroniskach.
„Dostarczamy pomoc żywnościową, medyczną, wsparcie psychologiczne oraz artykuły pierwszej potrzeby, paczki higieniczne, koce, materace” – wylicza przedstawiciel organizacji.
Jednocześnie podkreśla, że skala pomocy jest niewystarczająca wobec ogromu potrzeb: „to jest mniej niż jeden dolar na osobę”. „Jako Caritas Polska przekazaliśmy na ten cel 100 tys. dol. USA. Obecnie mamy do czynienia z pełnoskalowym kryzysem humanitarnym" – mówił.
Derlicki podkreślił także, że od 2021 roku – od wybuchu w porcie w Bejrucie, działa tam Biuro Caritas Polska, które także świadczy pomoc Libańczykom. „Naszym flagowym programem, który narodził się w 2016 roku w syryjskim Aleppo jest program Rodzina - Rodzinie, który obecnie został także rozszerzony na Liban i Palestynę. W ramach programu ubogie libańskie rodziny otrzymują pomoc finansową" – wyjaśnił.
Chrześcijanie i muzułmanie
Szef misji Caritas Polska w Libanie opowiedział Opoce o pomocy, której udzielają także kościoły chrześcijańskie w Libanie.
„Jeśli tylko dysponują odpowiednią przestrzenią, organizują schronienie dla uchodźców. W infrastrukturze przykościelnej przebywa przynajmniej 200–300 osób wewnętrznie przesiedlonych, głównie kobiety z dziećmi” – mówi Dominik Derlicki.
Zwraca uwagę, że znaczenie ma także geografia konfliktu. „Kościoły zazwyczaj znajdują się w tych bezpieczniejszych rejonach, przede wszystkim na północy kraju, która praktycznie w chwili obecnej nie jest bombardowana. To właśnie tam trafiają osoby uciekające z południa” – wyjaśnia.
Jednocześnie podkreśla uniwersalny charakter humanitarnej pomocy. „W tych kościołach są przyjmowani zarówno chrześcijanie, jak i muzułmanie” – mówi, dodając, że wsparcie udzielane jest „niezależnie od podziałów religijnych”.
Derlicki przypomina jednak, że sytuacja na południu Libanu pozostaje dramatyczna. „Te kościoły są czasami bombardowane i giną księża” – zaznacza. Przywołuje też historię kapelana Caritas Liban, o. Pierre El Raii, maronickiego proboszcza Qlaya, który nie zdecydował się na ewakuację. „Odmówił opuszczenia tej miejscowości chrześcijańskiej” – mówi. Kapłan zginął w wyniku ataku.
Jak dodaje, była to dla środowiska Caritas bardzo bolesna wiadomość, wskazując, że postawa duchownego stała się symbolem wierności i odwagi w obliczu wojny.
Pakt narodowy
Ekspert wyjaśnia, że Liban stanowi szczególny przypadek państwa o niezwykle złożonej strukturze religijnej i politycznej.
„Mamy tam przegląd niemalże wszystkich religii i denominacji regionu” – podkreśla Derlicki. Żyją tam obok siebie szyici, sunnici, druzowie, alawici oraz liczne wspólnoty chrześcijańskie. System polityczny oparty na tzw. pakcie narodowym zakłada podział władzy między grupy religijne – „prezydentem zawsze będzie chrześcijanin maronita, premierem sunnita, a marszałkiem parlamentu szyita”. Jednak, jak zauważa ekspert, system ten prowadzi do osłabienia państwa: „nie ma jednej dominującej grupy, która mogłaby narzucić swoją wolę”.
W efekcie poszczególne ugrupowania prowadzą własną politykę. Hezbollah, będący zarówno partią polityczną, jak i zbrojną organizacją, „prowadzi trochę własną politykę” i jako sojusznik Iranu przyczynił się do wciągnięcia Libanu w konflikt. Najbardziej cierpią regiony zamieszkane przez szyitów, które są „regularnie bombardowane przez siły izraelskie”.