Kiedy to mówił wielu uwierzyło w Niego. Uwierzyli właśnie wtedy, kiedy Pan Jezus mówi w sposób najbardziej tajemniczy i niezrozumiały dla słuchaczy. Co mogli rozumieć pod słowem „wywyższenie”? Może niektórzy skojarzyli to z ukrzyżowaniem, skoro sam Pan Jezus mówił, żeby wziąć krzyż i Go naśladować. W czasie poprzedniej pielgrzymki do Jerozolimy nawiązał również do historii Mojżesza i miedzianego węża. A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne (J 3, 14-15). Tylko że proroctwo to rozumiemy teraz, znając całą historię, a i tak pozostaje dla nas tajemnicą. Czy naprawdę mogę w pełni pojąć co to znaczy, że Jezus będąc bez grzechu, jak pisze św. Paweł „stał się grzechem” (2 Kor 5, 21), czyli wziął na siebie wszystkie konsekwencje naszych grzechów, zło całego świata? Co mogli zrozumieć słuchacze Pana Jezusa i to świadomi, że większość autorytetów ich religii uznaje Go za niebezpiecznego zwodziciela?
To, co było dla słuchaczy najbardziej tajemnicze, a równocześnie szokujące i gorszące, to nie nawiązanie do ukrzyżowania, lecz słowa poznacie, że Ja Jestem. „Ja jestem” to imię Boga, gdyby wypowiedział je po hebrajsku, według prawa mojżeszowego byłoby to samo w sobie bluźnierstwem. Pan Jezus prawdopodobnie mówił po aramejsku, ale nie trzeba było wielkiej inteligencji aby pojąć, że Boże imię odnosi do siebie. A atakujący Go uczeni w Piśmie, choć ostatecznie okazali się głupcami, byli bardzo inteligentni. Dalsze słowa Nauczyciela zdają się trochę łagodzić tę szokującą deklarację: Ja nic sam z siebie nie czynię, ale że mówię to, czego Mnie Ojciec nauczył. Skoro uczy się od Ojca, to chyba nie jest Mu równy. Tutaj raczej my, wierzący w boską naturę Jezusa, możemy mieć wątpliwości. Zniknął one, jeśli uświadomimy sobie, że Chrystus jest równocześnie prawdziwym człowiekiem i jako człowiek „uczy się” od Ojca. Tym niemniej, słuchacze zrozumieli, że Pan Jezus mówi o więzi z Bogiem Ojcem tak mocnej, że wykracza ona poza jakąkolwiek relację, jaką człowiek może mieć z Bogiem. I może właśnie dlatego uwierzyli. Zrozumieli, a może lepiej powiedzieć, chwycili nie tylko umysłem, ale sercem, że On jestem tym, który łączy Niebo i ziemię, Boga i ludzi. Może nieświadomie, ale właśnie na takiego Mesjasza czekali.
Bez naszej zasługi, wiemy więcej niż oni o tym kim jest Jezus Chrystus. Tym niemniej, nieraz czytając Pismo Święte czy słuchając nauczania Kościoła, wiele rzeczy wydaje nam się niezrozumiałych lub tajemniczych. Byłoby dziwne i podejrzane, gdybyśmy wszystko od razu rozumieli, a Bóg nie wydawał nam się tajemniczy. Bóg przekracza nieskończenie naszą ludzką naturę, a tym samym nasz rozum. Faryzeusze i uczeni w Piśmie żądali od Jezusa, aby „wytłumaczył się” przed nimi, dostosowując się do ich sposobu myślenia. Ten brak pokory wiele ich kosztował, nie zrozumieli Chrystusa i Go odrzucili. Jeśli jednak przyjmiemy jako pierwszą, najważniejszą prawdę to, że Jezus Chrystus jest Bogiem-człowiekiem, który do nas przychodzi, aby połączyć nas z Ojcem, uwierzymy. A wtedy będziemy mogli pojąć, również ludzkim rozumem, wszystko to co pojąć trzeba, aby z Jezusem iść drogą do Ojca. Bo tylko Chrystus jest drogą, prawdą i życiem.