Ręka rektora wyższego seminarium duchownego drżała za każdym razem, gdy decydował o wykreśleniu z listy alumnów nazwiska kolejnego kleryka. Od dawna, wśród milicjantów oraz funkcjonariuszy komunistycznej służby bezpieczeństwa, znał ludzi, którzy po cichu szanowali Kościół. W ukryciu udzielał im ślubów, chrzcił dzieci albo spowiadał przed pogrzebem ojca. W zamian oni dyskretnie informowali rektora, że tego a tego seminarzystę podsyłają do diecezji tajne służby. To nie człowiek Boga – szeptali – ale zepsuty szpieg i donosiciel, jak zgniłe jabłko w koszu. Wówczas z bólem serca, zwykle nocą, podczas gdy klerycy spali, rektor zbliżał twarz do wywieszonej na korytarzu listy seminarzystów. Wykreślał z uwagą, w skupieniu, zdecydowanie, po czym modlił się w kaplicy do rana i rozważał: a ilu udało się przemknąć w nieuchwytny sposób? Czy mieli szansę nawrócić się w czasie formacji? Jaka jest różnica między powołanym a wybranym? Judasz również zdołał skutecznie, na kilka lat wmieszać się w szeregi apostolskie, mimo, że faktycznie ani ostatecznie nie został wybrany przez Chrystusa. Nauczył się pozorować dobro do tego stopnia, że manipulował zbawieniem pod pretekstem troski o ubogich (por. J 12, 4 – 6). Ludzie ogarnięci skrajną niechęcią wobec chrześcijaństwa mają świadomość, że mury Kościoła są twardsze od murów starożytnej Troi. Każdy, kto oblegałby je zewnętrznie, wcześniej czy później odstąpi z połamanym mieczem. Od kilku lat podmieniono więc taktykę, którą bez znieczulenia podsumował Bronisław Wildstein w eseju „Oczyścić czy zniszczyć Kościół?”. Znamienity publicysta twierdzi: „Trudno oprzeć się wrażeniu, że ci sami ludzie, którzy służyli rozsadzaniu Kościoła od wewnątrz, teraz wykorzystani zostali do jego kompromitacji”.
Wszelkie przejawy karierowiczostwa stoją w drastycznej sprzeczności z powołaniem do życia chrzcielnego, a szczególnie z powołaniem kandydatów do kapłaństwa służebnego czy zakonu. Sutanny lub habitu nie zakłada się nigdy dla kariery, mamony, ani władzy - to absurd. W pierwszej pieśni Sługi Jahwe prorok Izajasz precyzyjnie określa kryteria Bożego wybraństwa (por. Iz 42, 7). Dlatego Kościół w najlepszych epokach formacji skutecznie, długo próbował chętnych do chrztu lub na księdza. Jeśli ktoś bardziej przywiązany jest do profesorskiej katedry niż do otwierania oczu ślepcom w ciemnościach. Albo skłania się jedynie do filmowania siebie w internecie, a nie wyprowadza więźniów z zamknięcia, ten nie może być kimś przysłanym Kościołowi przez Chrystusa.
Obowiązek katolika to intensywne rozeznanie duchów. Nie jest ono aż tak konieczne co do życia sakramentalnego. W każdym ważnie sprawowanym sakramencie dana jest gwarancja skutecznej łaski Chrystusa, nawet jeśli celebrowałby go niegodziwy szafarz. Lepsza jednak noc wewnętrznej samotności od poddania życia duchowego kierownictwu zepsutego człowieka.