Sytuacja uczniów Jezusa po wydarzeniu Golgoty była dramatyczna. Ich życiem i zachowaniem zaczął rządzić lęk. I nie chodziło jedynie o – skądinąd realne – niebezpieczeństwo, płynące stąd, że rozzuchwalony śmiercią Przywódcy wrogi tłum zabierze się teraz za Jego zwolenników. To był zapewne dogłębny, egzystencjalny lęk, którego najbardziej doskwierającym elementem było poczucie winy. Nie sprostali wyzwaniu. W obliczu niebezpieczeństwa ich płomienne zapewnienia okazały się niewarte nawet złamanego szeląga. Dezorientacja i poczucie klęski sprawiły, że zbili się w ciasną gromadkę schowaną w jakiejś mysiej dziurze i żyjącą obawą, że za chwilę wydarzy się coś przerażającego.
Jezus wkracza w tę gmatwaninę złych emocji, przerażającego strachu i załamania. I Jego pierwszym słowem jest „Pokój”. To doprawdy niezwykły gest, że Jezus wraz z tym słowem pokazuje uczniom ręce i bok. Z jednej strony jest to niewątpliwie znak potwierdzajacy, że to, czego doświadczają, nie jest halucynacją. Tak też rozumie dotknięcie Jezusowych ran niepoprawny realista – Apostoł Tomasz. Ale jest w tym geście także zaproszenie do uzdrawiającej konfrontacji z ich fatalną postawą. Nic z tego, co się wydarzyło, nie może już być cofnięte lub uznane za niebyłe. Faktów nie da się zmienić. Ale nie jest to równoznaczne z wyrokiem odrzucenia i surową zapłatą za tę formę zdrady, jaką jest tchórzostwo i pozostawienie Mistrza w rękach oprawców. Jezus przynosi przebaczenie i pokój. Bolesne wydarzenia Wielkiego Piątku, chociaż po ludzku sądząc nie do naprawienia, mogą stać się początkiem czegoś zupełnie nowego. W lęku uczniów ostatecznie rozpadają się piaskowe zamki próżnej chwały, pychy i egocentryzmu. Nie mają już nic własnego, na czym mogą budować swoje życie. Mają jedynie Jego przebaczenie i dar Jego pokoju. Bezwarunkowe przebaczenie i głęboki pokój, który przepędza z serca każdy lęk.
Teraz uczniowie są rzeczywiście tymi, którzy mogą się oprzeć jedynie na wierze w Boże miłosierdzie. Ono, a nie ich własne sny o potędze, daje dostęp do nowego życia. Nie dzięki nim, ale dzięki Niemu.