O pewnej niepewności

Nikodem ze zdumieniem oglądał odbicie swojego oblicza na ruchomej tafli wody, którą nalewał kroplę po kropli do miski. Poranna toaleta szła z jeszcze większym wysiłkiem niż sen tej nocy. A jednak, mimo dostrzegalnych śladów bezsenności, szarej skóry i podkrążonych oczu, twarz nauczyciela tchnęła młodością jak nigdy przedtem. Uchodził dotąd w Sanhedrynie za głównego reprezentanta postępowej frakcji, za inteligenta. Nie tylko, że nie bał się uczonych dysput, a nawet otwartego dialogu z Rzymianami oraz Grekami, co namiętnie szukał kontaktu z pogańską filozofią od lat. Nikodem znał dobrze swój potencjał i zasięg wiedzy, tworzył salonowe znajomości, pewien zwycięstwa w pojedynku na idee. Czekał tej chwili, kiedy udowodni siebie przed światem i zdobędzie sławę, przechodząc do historii. Był przekonany, że to uczeni powinni decydować o religii. Opowiadał się za tłumaczeniem biblijnych zwojów na pogańskie języki, wszak postęp, nauka i nowoczesność to dobro bez podejrzeń. Nie należało lękać się nowych technologii, bo to kierunkowskazy do przyszłości – głosił zuchwale na zebraniach Sanhedrynu. Za co jeden raz i drugi, Kajfasz w zmowie z Annaszem nieomal nie skazali Nikodema na rzymski zgon przez ukrzyżowanie. A przecież greckie biblioteki mogłyby zdobić jerozolimskie ołtarze. Między innymi dla tych powodów kilkakrotnie usiłował wedrzeć się do otoczenia Jezusa z Nazaretu, który słynął z ekscentryczności. Tym samym musiał być postępowy, a wyobraźni Nikodema z miejsca jawił się jako Żyd nowoczesny i otwarty na rozwój hebrajskiej kultury w nieznane. Spotkali się wreszcie tej nocy i właśnie wtedy Jezus poprzestawiał wszystko w głowie modernisty z Sanhedrynu. Mistrz z Nazaretu wyjaśnił Nikodemowi systematyczną wiedzę i logikę życia duchowego (por. J 3, 6-8). A ten pierwszy raz spostrzegł w swoim wnętrzu nie chaotycznie splątane bezdroże religijnego sentymentu lecz precyzyjnie przemyślaną konstrukcję. Choć nie wyobrażał sobie tego nigdy wcześniej, to właśnie tej nocy Nikodem uznał, że duchowość jest czymś bardziej rozumnym i zaplanowanym niż bezbłędnie wyliczony projekt budowy rzymskiego akweduktu.                   

Apostołowie Chrystusa zmartwychwstałego to wypróbowani specjaliści od spraw życia wewnętrznego. Ich więź z Jezusem nie jest egzaltacją, bardziej ulotną od religijnego afektu. Autor Dziejów z satysfakcją potwierdza odwagę, z jaką uczniowie przekazywali Słowo Boże (por. Dz 4, 31). Męstwo świadków to efekt duchowej pewności, czyli doświadczenia Boga oczyszczonego z tendencji do wahania. Współczesny, szalony postęp technologii doprowadził nauki ścisłe do zaskakującego wszystkich paradoksu. Wyniki badań laboratoryjnych podlegają teraz nieustannej poprawce i to co wyliczono kilka lat temu, dziś nie jest aktualne. Tymczasem prawa życia duchowego – od reguł rozeznawania, przez zasady przyjmowania sakramentów oraz czytania Bożych natchnień – nie podlegają żadnej zmianie z kontekstu. Zresztą, przewidział to sam Albert Einstein, dowodząc w teorii względności, że pomiary czasu, przestrzeni lub prędkości nie są absolutne lecz zależą od punktu odniesienia obserwatora. Natomiast w duchowości obserwator duszy, czyli Bóg, nigdy nie przenosi punktu położenia z miejsca na miejsce. Być może z tego powodu kawiarenki Paryża, Londynu czy Wiednia oklejono barwnymi zdjęciami Einsteina, który z wyciągniętym językiem pokrzykuje: tout est relatif. Podczas gdy wiara powtarza od wieków, że stat Crux dum volvitur orbis.  

Przed ludzkością rozpościera się noc intelektu. Podczas jej długich godzin, okrzyknięte niegdyś za absolutne wzory matematyków wydłużają się jak cienie danych względnych. To mroki przewartościowanego pozytywizmu. Północ oddziela człowieka od rozumnego świtu, gdy odrodzi się kultura w jasnym blasku duchowości. 

« 1 »