Współpraca Sanah z marką piwa. Eksperci nie mają wątpliwości: to zły sygnał dla młodych

Współpraca Sanah z marką piwa Lech wywołała falę oburzenia. Eksperci alarmują, że promowanie producenta alkoholu przez jedną z najpopularniejszych artystek wśród nastolatków może oswajać młodych ludzi z alkoholem i budować jego pozytywny wizerunek.

Singiel „Itepe itede" powstał z myślą o drugiej edycji „Enklawy" – muzycznego projektu marki Lech, w którym zaproszeni artyści tworzą autorskie kompozycje albo nowe interpretacje znanych utworów. Fragmenty piosenki krążyły wcześniej w mediach społecznościowych po koncertach Sanah, zanim doczekała się oficjalnej premiery z teledyskiem w reżyserii Arkadiusza Nowakowskiego. Współpracę skomentowała Martyna Czajkowska, brand managerka marki Lech: „Enklawa daje artystom przestrzeń do tworzenia bez pośpiechu i na własnych zasadach. To właśnie w takich okolicznościach powstają utwory, które zostają z nami na dłużej. Sanah od lat przypomina, jak wiele znaczą drobne momenty i emocje, które łatwo przeoczyć w codziennym pędzie. To sprawia, że jej wrażliwość doskonale wpisuje się w ideę «Łap chwilę»".

Jako pierwsza do dyskusji włączyła się psychiatrka Maja Herman, która na LinkedInie opisała mechanizm psychologiczny stojący za takimi kampaniami. „Wiecie, to jest takie przykre. Człowiek się stara, edukuje, odczarowuje to romantyzowanie picia alkoholu, uczy, że to wcale żaden relaks nie jest dla układu nerwowego, a potem wjeżdża taka artystka jak Sanah, której sponsorem nowego singla jest Lech i człowiekowi się słabo robi" – napisała. Wyjaśniła też, na czym polega tak zwany efekt transferu afektu:

„Psychologia od lat pokazuje, że gdy marka pojawia się obok osoby, którą lubimy, podziwiamy i z którą się identyfikujemy, część tych pozytywnych emocji przenosi się na sam produkt (…) U dzieci i nastolatków, których mózg dopiero dojrzewa, wpływ autorytetów i idoli jest szczególnie silny“. Herman przełożyła ten mechanizm wprost na sytuację fanek Sanah: „Znaczna część najbardziej zaangażowanych fanów Sanah to niepełnoletnie dziewczynki i nastolatki. Jaki to przekaz dla nich, kiedy widzą markę piwa obok swojej ukochanej idolki? Podpowiem wam jaki. Taki, że będą tego pragnąć. Tak właśnie buduje się pozytywne skojarzenia z alkoholem”.

Głośno zareagował też Robert Rutkowski, psychoterapeuta uzależnień i autor książki „Alkoiluzja“. W opublikowanym w sieci wpisie zwrócił się bezpośrednio do celebrytów rozważających podobne kontrakty: „Kolejna gwiazda reklamuje alkohol. Zamiast się oburzać – pomogę. Oto krótka instrukcja dla każdego celebryty, który waha się, czy wziąć te pieniądze”. Jego zdaniem taka decyzja to przede wszystkim kwestia priorytetów: „Ogłaszasz swoją chciwość. Mówisz wprost: zdrowie moich fanów jest warte mniej niż moje honorarium“. Przypomniał też twarde dane medyczne: „Bronisz piesków i kotków, ale nie widzisz ludzi. Wzruszające story o schronisku, a w drugiej dłoni produkt, który zabija ok. 2,6 mln osób rocznie (WHO)”. Powołał się również na klasyfikację alkoholu jako czynnika rakotwórczego: „Firmujesz kancerogen. Alkohol jest w Grupie 1 IARC — obok azbestu i dymu tytoniowego. Nie »firmujesz smaku«. Firmujesz substancję rakotwórczą". Obie te liczby potwierdzają niezależnie od jego wpisu przywołane niżej źródła medyczne: Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że alkohol odpowiada za 2,6 miliona zgonów rocznie, a alkohol etylowy figuruje w Grupie 1 klasyfikacji Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem jako substancja rakotwórcza dla ludzi od 1988 roku.

Rutkowski zwrócił też uwagę, że skoro gwiazdy cieszą się sympatią najmłodszych, powinny czuć się odpowiedzialne za ich bezpieczeństwo: „A jeśli kochają cię dzieci, wypadałoby chociaż udawać, że ich los odrobinę cię obchodzi“. Według jego własnych szacunków około trzech milionów dzieci w Polsce dorasta w domach, w których rodzice są obecni jedynie fizycznie, bo psychicznie i emocjonalnie zastąpił ich nałóg – „zamiast nich snują się po domu butelka browaru lub bąbelek Prosecco”, jak to ujął. Dla ścisłości warto dodać, że oficjalne dane Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom mówią o około dwóch milionach dzieci wychowujących się w rodzinach z problemem alkoholowym w Polsce – to nieco inna liczba niż podana przez terapeutę, choć skala problemu w obu przypadkach pozostaje ogromna. Rutkowski nadał tym statystykom konkretne imiona: Marek, lat 8. Asia, lat 11. Karolina, lat 6.

„Reklamując alkohol, dokładasz cegiełkę do zamordowania dzieciństwa kolejnego z nich. Następnym razem, patrząc na kontrakt z ładną liczbą – policz, ile z tych imion jest w twoim honorarium" – zakończył swój wpis Rutkowski.

Głos zabrał również aktywista Jan Śpiewak, który w rozmowie z Plotkiem zwrócił uwagę na szerszy trend: w Polsce w ciągu ostatnich dekad wiek inicjacji alkoholowej obniżył się nawet o pięć lat, a po alkohol sięgają już nawet dwunastolatki. „Takie kampanie reklamowe tylko przyspieszają ten trend” – ocenił.

Za kilka dni rozpoczyna się sierpień – w Kościele katolickim w Polsce obchodzony od 1984 roku jako miesiąc dobrowolnej abstynencji z inicjatywy Zespołu Konferencji Episkopatu Polski do spraw Apostolstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych. Trudno o bardziej wymowny kontrast: z jednej strony apel biskupów o dar wyrzeczenia w intencji rodzin zmagających się z nałogiem, z drugiej kampania reklamowa docierająca prosto do dziewczynek i nastolatek, dla których słowo idolki znaczy więcej niż niejeden autorytet dorosłego. Odpowiedzialność za to, co młodzi ludzie uznają za normalne, nie kończy się na ustawodawcy. Zaczyna się od tego, komu artyści i marki pozwalają mówić w swoim imieniu – i jakim kosztem.

Źródło: wp.pl. enklawa 


« 1 »