22
listopada
niedziela
Chrystusa Króla
Rok liturgiczny: A/II
Pierwsze czytanie:
Ez 34, 11-12. 15-17
Psalm responsoryjny:
Ps 23 (22), 1b-2a. 2b-3. 5. 6 (R.: por. 1b)
Drugie czytanie:
1 Kor 15, 20-26. 28
Werset przed Ewangelią:
Mk 11, 9c. 10a
Ewangelia:
Mt 25, 31-46

Patroni:

  • św. Cecylia,
  • św. Filemon z Kolosów,
  • św. Ananiasz,
  • św. Benignus,
  • św. Pragmatius,
  • bł. Salwator Lilli, Jan Baldji i VI towarz. ,
  • bł. Tomasz Reggio,
  • bł. Eliasz {Julian} Torrijo Sánchez i Bertrand {Franciszek} Lahoz Moliner

Liturgia na dzień 2020-11-22:

Pierwsze czytanie

Ez 34, 11-12. 15-17
Czytanie z Księgi proroka Ezechiela

Tak mówi Pan Bóg: «Oto Ja sam będę szukał moich owiec i będę sprawował nad nimi pieczę. Jak pasterz dokonuje przeglądu swojej trzody, gdy znajdzie się wśród rozproszonych owiec, tak Ja dokonam przeglądu moich owiec i uwolnię je ze wszystkich miejsc, dokąd się rozproszyły w dni ciemne i mroczne.

Ja sam będę pasł moje owce i Ja sam będę je układał na legowisku» – mówi Pan Bóg. «Zagubioną odszukam, zabłąkaną sprowadzę z powrotem, skaleczoną opatrzę, chorą umocnię, a tłustą i mocną będę ochraniał. Będę pasł sprawiedliwie».

Do was zaś, owce moje, tak mówi Pan Bóg: «Oto Ja osądzę poszczególne owce, barany i kozły».

Psalm responsoryjny

Ps 23 (22), 1b-2a. 2b-3. 5. 6 (R.: por. 1b)
Pan mym pasterzem, nie brak mi niczego

Pan jest moim pasterzem, *
niczego mi nie braknie,
pozwala mi leżeć *
na zielonych pastwiskach.

Pan mym pasterzem, nie brak mi niczego

Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć, *
orzeźwia moją duszę.
Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach *
przez wzgląd na swoją chwałę.

Pan mym pasterzem, nie brak mi niczego

Stół dla mnie zastawiasz *
na oczach mych wrogów.
Namaszczasz mi głowę olejkiem, *
kielich mój pełny po brzegi.

Pan mym pasterzem, nie brak mi niczego

Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną *
przez wszystkie dni życia
i zamieszkam w domu Pana *
po najdłuższe czasy.

Pan mym pasterzem, nie brak mi niczego

Drugie czytanie

1 Kor 15, 20-26. 28
Czytanie z Pierwszego Listu Świętego Pawła Apostoła do Koryntian

Bracia:

Chrystus zmartwychwstał jako pierwociny spośród tych, co pomarli. Ponieważ bowiem przez człowieka przyszła śmierć, przez Człowieka też dokona się zmartwychwstanie. I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni, lecz każdy według własnej kolejności: Chrystus jako pierwociny, potem ci, co należą do Chrystusa, w czasie Jego przyjścia. Wreszcie nastąpi koniec, gdy przekaże królowanie Bogu i Ojcu i gdy pokona wszelką Zwierzchność, Władzę i Moc.

Trzeba bowiem, ażeby królował, «aż położy wszystkich nieprzyjaciół pod swoje stopy». Jako ostatni wróg zostanie pokonana śmierć. A gdy już wszystko zostanie Mu poddane, wtedy i sam Syn zostanie poddany Temu, który Synowi poddał wszystko, aby Bóg był wszystkim we wszystkich.

Werset przed Ewangelią (Alleluja)

Mk 11, 9c. 10a
Alleluja, alleluja, alleluja

Błogosławiony, który przybywa w imię Pańskie.
Błogosławione Jego królestwo, które nadchodzi.

Alleluja, alleluja, alleluja

Ewangelia

Mt 25, 31-46
Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale, a z Nim wszyscy aniołowie, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych ludzi od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie.

Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: „Pójdźcie, błogosławieni u Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane dla was od założenia świata!

Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść;
byłem spragniony, a daliście Mi pić;
byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie;
byłem nagi, a przyodzialiście Mnie;
byłem chory, a odwiedziliście Mnie;
byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie”.

Wówczas zapytają sprawiedliwi: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? Albo spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię, lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?”

A Król im odpowie: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnie uczyniliście”.

Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom!

Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść;
byłem spragniony, a nie daliście Mi pić;
byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie;
byłem nagi, a nie przyodzialiście Mnie;
byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie”.

Wówczas zapytają i ci: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie?”

Wtedy odpowie im: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tego i Mnie nie uczyniliście”.

I pójdą ci na wieczną karę, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego».

Jeżeli chcesz, aby codzienne czytania były dostępne na Twojej stronie, umieść w niej następujący kod:

Wybierz dzień:

CZY WYSTARCZY BYĆ DOBRYM CZLOWIEKIEM, BY OSIĄGNĄĆ ZBAWIENIE?

Antoni Bartoszek Antoni Bartoszek

CZY WYSTARCZY BYĆ DOBRYM CZLOWIEKIEM, BY OSIĄGNĄĆ ZBAWIENIE?
Na pytanie postawione na lekcji religii: co trzeba czynić, by pójść do nieba? – katecheta często słyszy odpowiedź: trzeba robić dobre uczynki. Przedstawiony dzisiaj obraz sądu zdaje się potwierdzać taką właśnie odpowiedź. Niektórzy może powiedzą, że w życiu liczy się przede wszystkim humanizm, czyli szacunek wobec drugiego człowieka, że cenne są akcje charytatywne i dobroczynne, że to wszystko wystarczy, by czuć się spełnionym. Może nawet dodadzą, że w tak rozumianym humanizmie nie jest istotne, jaką religię się wyznaje i w jakiego Boga się wierzy, bo najważniejsze jest, by wierzyć w człowieka. Dzisiejsza Ewangelia może w takim przekonaniu utrwalać. Czytamy w niej bowiem o wielkim zdumieniu zarówno tych, którzy usłużyli potrzebującym, jak i tych, którzy nie usłużyli, że to, co zrobili lub czego nie zrobili, odnosiło się do Jezusa. Innymi słowy, można nie znać Jezusa, a jednak, pomagając drugiemu „pójść do nieba”, niezależnie czy jest się muzułmaninem, hindusem czy też ateistą. Ważne, że jest się humanistą. Taki trend myślowy jest dziś mocno rozpowszechniony.
Wczytajmy się jednak głębiej w Ewangelię. Opowiada ona o Jezusie Chrystusie Królu, który na końcu czasów będzie sądził ludzi. Ten sąd rzeczywiście będzie uniwersalny. Zgromadzą się przed Królem „wszystkie narody”, a zatem: chrześcijanie, żydzi, wyznawcy islamu, niewierzący, agnostycy, ateiści, i wszyscy inni. Sąd będzie przeprowadzony w oparciu o życie i czyny poszczególnych osób, a podstawowym kryterium osądu będzie kryterium miłości. Wymienionych zostało w Ewangelii sześć uczynków miłości, a mianowicie służba głodnym, spragnionym, przybyszom, nagim, chorym, uwięzionym. To oczywiście nie jest lista zamknięta. Zresztą sam Król uogólnia swoją wypowiedź i mówi: „wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych…”. „Bracia moi najmniejsi” – to każdy człowiek, który jest bratem Jezusa przez fakt człowieczeństwa, a szczególnie „brat najmniejszy”, czyli ktoś bezradny i bezbronny, potrzebujący pomocy.
I w tym miejscu rozpoczyna się trudność. Służba drugiemu człowiekowi jest niestety podatna na różnego rodzaju ograniczenia, a nawet ideologie. Społeczności starożytnej Grecji i Rzymu były bardzo humanistycznie nastawione, a jednak wykluczały określone grupy ludzi, na przykład nieuleczalnie chorych, dzieci upośledzone, które po urodzeniu zrzucano ze skał. To właśnie chrześcijanie zakładali pierwsze w świecie zakłady dobroczynne dla ludzi najciężej chorych i najbardziej potrzebujących, tzw. (z języka greckiego) ksenodochia. Czynili to w oparciu o dzisiejszą Ewangelię, w której polskie słowo przybysz jest tłumaczeniem greckiego słowa ksenos. W zachodnim chrześcijaństwie ksenodochia przyjęły nazwę hospicjów, od łacińskiego słowa hospes, czyli przybysz, gość. Zresztą twórcy nowoczesnego ruchu hospicyjnego, posługującego terminalnie chorym, do tamtych doświadczeń pierwszych chrześcijan świadomie nawiązywali. Starożytni chrześcijanie stanęli też w obronie zabijanych zaraz po urodzeniu dzieci, a także – od samego początku sprzeciwiali się aborcji. W pierwszej poł. II w. po Chr. powstał chrześcijański dokument Didache, w którym czytamy: „nie zabijaj płodu, nie odbieraj życia niemowlęciu”.
Troska o każdego człowieka, w tym o człowieka ciężko chorego, dziecka upośledzonego, czy też dziecka nienarodzonego, jest oczywiście sprawą ogólnoludzką, powiemy ogólno-humanistyczną. Wystarczy tylko odnieść się do człowieczeństwa „brata naszego najmniejszego”. Nie jest to troska wyłącznie chrześcijańska. Czy zatem chrześcijaństwo jako religia jest zbędne? Właśnie w tym miejscu jest ono bardzo potrzebne. Nauka Jezusa jest konieczna, aby od Niego usłyszeć: „wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnie uczyniliście”. Potrzebowała tych słów humanistyczna – wydawać by się mogło – starożytność, potrzebuje tych słów współczesność, która owszem jest humanistyczna i walczy z różnego rodzaju wykluczeniami (nawiasem mówiąc: u najgłębszych podstaw tej walki leży właśnie myśl chrześcijańska), ale jest też skrajnie antyhumanistyczna, popierając w wielu miejscach eutanazję oraz tak szeroko promując i wykonując aborcję, w tym aborcję dzieci niepełnosprawnych. Bardzo potrzebujemy Jezusa, wiary w Niego, bo Jego łaska uzdalnia nas do miłości wobec „braci najmniejszych”, na podstawie której to miłości będziemy sądzeni.
Komu zatem będzie łatwiej na sądzie ostatecznym: chrześcijanom czy nie-chrześcijanom? Chrześcijanom będzie – z jednej strony łatwiej, bo otrzymali łaskę Jezusa, która uzdalnia ich do miłości; to oni otrzymali naukę: „wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnie uczyniliście”, uwrażliwiającą na drugiego człowieka. I to jest poważny argument za tym, że bycie chrześcijaninem nie jest czymś drugorzędnym w stosunku do bycia humanistą. Chrześcijaństwo uzdalnia do bycia pogłębionym humanistą i uwalnia od różnych groźnych ideologii, umniejszających, a nawet negujących człowieczeństwo niektórych ludzi. Z drugiej jednak strony – chrześcijanom niekoniecznie będzie łatwiej na sądzie, zważywszy na inne słowa Pana Jezusa: „komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie” (Łk 12,48). Jeśli bowiem chrześcijanie otrzymali i łaską i wiarę i naukę Jezusa, to właśnie z przyniesienia owoców tych darów będą rozliczeni. A owocami są czyny miłości względem bliźniego.
To może zatem łatwiej będzie na sądzie ostatecznym nie-chrześcijanom? Będą oni sądzeni na podstawie prawa naturalnego, obecnego z ich sumieniu, jak nauczał św. Paweł (por. Rz 2, 14n). Sumienie rzeczywiście powinno człowiekowi wystarczyć, by wybierać dobro i służbę bliźniemu, jednak często jest ono zniekształcone poprzez obecne w nas skutki grzechu pierworodnego. Dlatego, nie będąc chrześcijaninem, tak łatwo jest zbłądzić i znaleźć się na sądzie po stronie lewej, czyli tych, którzy nie usłużyli właściwie człowiekowi. Potrzebna jest zatem misja ewangelizacyjna ze strony chrześcijan, by iść i nauczać „wszystkie narody” (Mt 28,19), by pomóc im znaleźć się w czasie sądu ostatecznego po stronie prawej, czyli zbawionych.
A nawiązując do tytułowego pytania: aby osiągnąć zbawienie, potrzebne są czyny miłości, będące owocem wiary oraz dobrze uformowanego sumienia.