Marie, poślij baranki...

Czym jest Wspólnota Baranka? Radykalnie ubodzy, szczęśliwi, głoszący życiem Ewangelię ubogim

- Nazywam się Jean Claude i od zawsze jestem franciszkaninem. - A co robisz w Saint Pierre, we Wspólnocie Baranka? - Nawracam się.

Czym jest Wspólnota Baranka? Radykalnie ubodzy, szczęśliwi, głoszący życiem Ewangelię ubogim. „Posłani przez Kościół, by iść w ślad za Barankiem «jak owce» do serca świata. «Zraniony, nigdy nie przestanę kochać»” - przecież to istota chrześcijaństwa. W życiu słowem wspólnota kontempluje misterium Baranka, który gładzi grzechy świata. „Idą za Jezusem ubogim i ukrzyżowanym, który w swojej Bożej miłości ofiarowuje się ludziom, żebrząc o miłość. Idą jak ubodzy, żebrzący i modlący się pielgrzymi - na spotkanie z najuboższymi, aby każdy człowiek, bogaty i ubogi, otrzymał Światło Ewangelii”. Ich żebracze „misje” są w swej istocie spotkaniem z człowiekiem, bezbronnością na wzór Chrystusa. Otwarciem na prowadzenie, na miłość, słowo, które zaskakuje. W ich życiu spełnia się Ewangelia - tak, jak mogłaby się wypełnić w życiu każdego człowieka, który daje przestrzeń Bogu.

Wezwanie do odnowy

Rok 1968 to rewolucja obyczajowa, która zapoczątkowała kryzys duchowy. „Bóg umarł” - krzyczała Europa. Co w miejsce Boga? Pustka, narkotyki, seks... W tym czasie pięć francuskich dominikanek, stojąc w obliczu wezwania Soboru Watykańskiego II do odnowy Kościoła, dostało od zakonu zadanie powrotu do korzeni, aby znaleźć lekarstwo na duchowe spustoszenie. Jedna z nich, siostra Marie tłumaczyła teksty z czasów św. Dominika. Zakon dominikanów powstał jako lek na kryzys w Kościele.

Pierwotne reguły żebraczego zakonu kaznodziejskiego już raz okazały się być antidotum na zbiorową gorączkę. Na przełomie XII i XIII w. trwał kryzys w Kościele. Poszukująca prawdy ludność przechodziła masowo do sekty Katarów - szczególnie na południu Francji i we Włoszech. Pociągał ich radykalizm życia, czego zewnętrznym znakiem była asceza. Kościół wymagał oczyszczenia. Wtedy św. Dominik i św. Franciszek, wzajemnie o sobie nie wiedząc, z głębi serca zapragnęli stworzyć zakony żebracze. Ich ubóstwo miało być świadectwem życia apostolskiego. Bóg w środku chaosu miał wielki plan. Legenda głosi, że Dominik ujrzał Franciszka we śnie, jako tego, który razem z nim nawróci świat do Zbawiciela. Nazajutrz dostrzegł go na Lateranie i rzucił mu się na szyję, mówiąc: „Ty jesteś moim towarzyszem, razem trzymać się będziemy i nikt nam się nie oprze”. Było to w 1215 r., podczas soboru laterańskiego. Papież Innocenty III zatwierdził reguły zakonów oraz pobłogosławił ich dzieła. Początkowo był niechętny, jednak także i on miał sen. Przyśnili mu się Franciszek i Dominik podtrzymujący pękającą i zawalającą się bazylikę laterańską. Tak też się stało. Powstały potężne wiarą zakony: dominikański i franciszkański, dwa filary odnowy Kościoła, które odnotowały jeszcze za życia założycieli ogromną ilość powołań.

Ponad siedem wieków później, w odpowiedzi na potrzebę czasu, w Kościele zaczęła powstawać nowa wspólnota. W paryskie noce pięć sióstr wychodziło do pogubionych, ubogich, wątpiących i potrzebujących, aby rozmawiać z nimi, być z nimi, dawać nadzieję. Dzieło rosło. Dominikanka s. Marie wraz ze swoim przewodnikiem duchowym, Jean Claude'm, utworzyli zgromadzenie żebracze - spotkanie św. Dominika ze św. Franciszkiem. Marie stała się Małą Siostrą Baranka, Jean Claude jest ojcem duchownym i współzałożycielem wspólnoty, jednak pozostał franciszkaninem. Wspólnotę Baranka erygowano 6 lutego 1983 r. O. Vincent de Couesnongle OP, ówczesny generał dominikanów, nazwał ją „gałęzią wyrastającą z pnia zakonu kaznodziejskiego”. Od 1996 r. biskupem odpowiedzialnym za wspólnotę jest kardynał Christoph Schönborn, dominikanin, arcybiskup Wiednia.

Życie we wspólnocie

Pierwsze małe siostry otrzymały rozeznanie - słowo, w którym prorok Eliasz idzie do ubogiej wdowy i prosi o jedzenie. Ona mówi, że mają już resztki pożywienia, szykują się na śmierć. On na to: „Nie bój się! (...) zrób z tego mały podpłomyk dla mnie i przynieś mi. A sobie i twemu synowi zrobisz potem. Bo Pan, Bóg Izraela rzekł tak: «Dzban mąki nie wyczerpie się i baryłka oliwy nie opróżni się aż do dnia, w którym Pan spuści deszcz na ziemię»”. (1 Krl 17, 8-17) I tak się dzieje. Bóg hojnie obdarza tych, którzy oddadzą się w jego ręce i tych, którzy pomagają Jego ubogim.

Podstawą życia wspólnoty jest sprawowana liturgia. Msze są przepiękne - niebiański śpiew na cztery głosy. Kto słyszał, ten zawsze będzie za tym tęsknił. „Uczymy się nieustannej modlitwy w rytmie słowa, jakie Kościół daje na każdy dzień, i świątecznych, długich liturgii”- piszą o sobie. Liturgie wigilii świąt trwają od 21.00 do późna w nocy. Są przygotowywane na bazie tekstów Pisma św. i Ojców Kościoła. Przeżywa się w nich i przyswaja sens każdego święta, jego najgłębszą istotę.

Zgromadzenie rozrasta się. Główna siedziba mieści się we Francji, w Saint Pierre pod Tuluzą. Małe siostry obecne są też w Hiszpanii, we Włoszech, Austrii, Argentynie, w Chile, a od 2001 r. w Polsce - najpierw w Częstochowie, a od kilku lat w Choroniu pod Częstochową. Z czasem pojawili się także mężczyźni, którzy chcieli żyć tym charyzmatem, stając się małymi braćmi. Bóg dał dwóm małym braciom silne pragnienie przyjazdu do Polski. Teraz pomaga w poszukiwaniu w Choroniu miejsca na mały klasztor dla braci.

Obrazek z katechezy. Mała siostra Marie mówi o Bożej miłości. Słowami doktorów Kościoła kołysze duszę: „Jesteś utkany ze światłości i miłości Bożej, Bóg Cię ukochał od zawsze odwieczną miłością”. Na koniec oczy jej wilgotnieją: „Jezus mówi do mnie: Marie, poślij Baranki! Potrzeba Mi dużo Baranków! Potrzeba Młodych Baranka.

Echo Katolickie 11/2013

Moim zdaniem

Aneta Czarnocka

Wyjeżdżając w sierpniu na rekolekcje dla młodych do Saint Pierre, o wspólnocie wiedzieliśmy tyle, że jeżdżą stopem i maja charyzmat żebraczy. Była to myśl na tyle niezwykła, że nie byliśmy w stanie sobie tego wyobrazić. Rzeczywistość zaskoczyła nas wszystkich. Saint Pierre okazało się być zieloną krainą lasów i łąk, wśród których jak grzybki zasadzono małe drewniane domki. Ubóstwo? Dla człowieka gór to znaczy „prostota”. Dobrowolne pozbycie się wygód w imię solidarności z ubogimi. W tej prostocie otrzymaliśmy ciche cuda, w których Bóg spełniał nasze najskrytsze potrzeby, obdarowując daleko bardziej niż można sobie to wyobrazić. Niczego nam nie brakowało. W swoim zauroczeniu i rozszyfrowywaniu znaczeń symboli, które napotyka się tu co krok, nazwałam to miejsce nieustającą ucztą Baranka.

Nadszedł dzień pielgrzymki do Fanjeaux, gdzie przez kilkanaście lat przebywał św. Dominik. Idziemy w ciszy, spożywając i przyswajając słowo. Każdy podróżuje własnym tempem. Plantacje słoneczników kłaniają się słońcu. Widzimy też plantację... ślimaków rosnących na źdźbłach trawy. Chodzimy śladami Dominika, prosząc o to, by umieć przebaczać.

Wracamy z Fanjeaux autostopem. Sytuacja wygląda niecodziennie: kilkadziesiąt trójek łapiących okazję. W każdej jeden lub dwóch zakonników. Musi to wyglądać jak niebieski flash mob! Złapaliśmy. Oczywiście modlimy się za kierowcę. Słyszymy, że mieszkaniec miasteczka wysłał syna z pola, żeby odwiózł siostry do domu. Chłopak zrobił kilka rundek z Fanjeaux do Saint Pierre... Ojciec czuwa.

Rekolekcje spędzamy w grupie hiszpańsko-polskiej. Przez niemal całą dobę trwa tłumaczenie symultaniczne: hiszpański - francuski - polski. Spotkania odbywają się w języku francuskim. Codzienną liturgię i modlitwy mamy wydrukowane, homilie i katechezy tłumaczy nam jedna z sióstr na bieżąco.

Na zakończenie rekolekcji - dzielenie. My, Polacy wylewnością nie grzeszymy. Przeżywamy w sercu, ale w mowie... są lepsi. Niemcy - jak w zegarku: dwie minuty i następny. Opowiadają o swoich pomysłach, jak świadczą o Chrystusie w pracy, jak organizują się w firmie na modlitwie. Ejże, te stereotypy... Czy to na pewno Niemcy? Hiszpanka, Clara, mówi: - Dzięki rekolekcjom we Wspólnocie Baranka przebaczyłam moim rozwiedzionym rodzicom. Trafiłam tu z raną w sercu. Dziś potrafię z tym żyć, a relacje zaczynają się nam układać.

Bywa też zabawnie. - Nie wiedziałem, czego się tu spodziewać. Wziąłem ze sobą klapki i strój na basen. I jak zobaczyłem łóżko, zaniemówiłem... - zaczyna Javier. - W tym miejscu jest największe, jakie kiedykolwiek widziałem nagromadzenie dziwaków na metrze kwadratowym! I... wyjeżdżam stąd szczęśliwy! Tu spotkałem żyjących świętych! Znalazłem dom - kończy.

opr. ab/ab

Echo Katolickie
Copyright © by Echo Katolickie

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama