Nie godzimy się na takie traktowanie

Treść i sposób publikacji raportu MAK w sprawie katastrofy smoleńskiej musi wzbudzać oburzenie - orzeczenie o domniemanej "presji psychicznej" nijak ma się do ciągu zdarzeń ani nie wyjaśnia materialnych przyczyn katastrofy

Nikt w Polsce nie spodziewał się, że Rosjanie tak szybko opublikują końcowy i ostateczny raport z prowadzonego przez Międzypaństwową Komisję Lotniczą (MAK) śledztwa nad przyczynami katastrofy smoleńskiej. Zaskoczony był cały polski rząd, tak mocno podkreślający wcześniej znakomitą współpracę polsko-rosyjską w tej sprawie. Zaskoczeni i zdziwieni byli polscy eksperci, a najbardziej akredytowany przy MAK i biorący udział w jej pracach Edmund Klich, który w dodatku nie został nawet zaproszony na uroczystą konferencję prasową, zapowiedzianą na 12 stycznia br. zaledwie kilkadziesiąt godzin wcześniej. Zaskoczenie było podszyte niepokojem o treść raportu końcowego; czy w tak krótkim czasie Rosjanie zdążyli go uzupełnić stosownie do polskich próśb? Niespełna miesiąc wcześniej (16 grudnia 2010 r.) poproszona o uwagi do wstępnej wersji tego raportu strona polska wysłała do Moskwy swe zastrzeżenia na 150 stronach maszynopisu, postulując dodatkowe czynności śledcze (np. ponowne przesłuchania pracowników wieży na smoleńskim lotnisku Siewiernyj). Niepokój okazał się uzasadniony: polskie postulaty zostały zignorowane, uwzględniono tylko te mniej istotne. Rosjanie nie przejęli się więc grudniowym oświadczeniem polskiego premiera, że raport MAK bez poprawek zaproponowanych przez polskich ekspertów jest „absolutnie nie do przyjęcia”. Premier był chyba do końca pewien swego sukcesu i życzliwości strony rosyjskiej, skoro dowiedziawszy się o konferencji MAK, nie zdecydował się na przerwanie urlopu w Dolomitach i postanowił to zrobić dopiero po pewnym namyśle, być może — pada zarzut ze strony opozycji — tylko dlatego, że jego nieobecność byłaby źle odebrana przez opinię publiczną.

Polska to mały kraj

Ostateczny raport MAK jest potwierdzeniem opinii wyrażanych przez stronę rosyjską już niemal w pierwszych minutach po katastrofie: wyłączną odpowiedzialność ponoszą polscy piloci, którzy nie podjęli w porę decyzji o odejściu na lotnisko zapasowe „mimo przekazania im niejednokrotnie i we właściwym czasie informacji o faktycznych warunkach meteorologicznych na lotnisku Smoleńsk-Siewiernyj, które były znacznie gorsze od minimów określonych dla tego portu lotniczego”. Raport nie zawiera żadnej dokumentacji i krytycznej analizy technicznych mankamentów, zaniechań i zaniedbań po stronie rosyjskiej, bo — jak przekonywano podczas konferencji w Moskwie — nie miało to wpływu na przebieg wydarzeń.

Przewodnicząca MAK Tatiana Anodina, prezentując raport, wielokrotnie powtarzała i podkreślała główną jego tezę, że złe decyzje polskich pilotów były spowodowane psychiczną presją ze strony obecnych na pokładzie ważnych osób. — Według psychologów lotniczych — przekonywała — obecność dowódcy Sił Powietrznych RP w kabinie pilotów wywierała psychiczny nacisk przy podejmowaniu przez kapitana statku powietrznego decyzji o kontynuowaniu zniżania w warunkach nieuzasadnionego ryzyka z dominującym celem wykonania lądowania „za wszelką cenę”. Mimo że śledztwo skupiało się wyłącznie na kwestiach technicznych — co podkreślał przewodniczący komisji technicznej MAK Aleksiej Morozow — to podczas moskiewskiej konferencji można było odnieść wrażenie, że przedmiotem badań były głównie aspekty psychologiczne odniesione wyłącznie do załogi i pasażerów polskiego samolotu. Nie zajęto się natomiast analogiczną sytuacją na wieży kontrolnej, gdzie sytuacja — jak wynika z zapisów rozmów — była być może nawet bardziej stresująca; rosyjski kontroler był instruowany przez jakiegoś bliżej nieokreślonego generała... Być może właśnie te instrukcje doprowadziły do katastrofy...

Z ubolewaniem mówi dziś o tym akredytowany przy MAK Edmund Klich, że główne jego uwagi dotyczące oceny działania kontrolerów i ewentualnych nacisków na nich nie zostały uwzględnione przez rosyjski Komitet, że wprost zostały zignorowane. Klich chętnie teraz dzieli się swymi gorzkimi odczuciami na temat swej współpracy z MAK i panią Anodiną, która przy okazji jednej z wielu kontrowersji miała mu powiedzieć: Rosja jest wielka, a Polska to taki mały kraj...

Tatiana Anodina z satysfakcją — takie można było odnieść wrażenie — podkreślała nie tylko „dowody” na psychiczne naciski na pilotów, ale także to, że w krwi generała Błasika wykryto niewielką zawartość alkoholu. Przewodniczący polskiej rządowej komisji do badania katastrofy, szef MSWiA Jerzy Miller komentuje: Nie podano, jakimi metodami ustalono tę zawartość alkoholu. Wiadomo, że procesy biochemiczne zachodzące w ludzkim ciele po śmierci mogą sprawić, iż przeprowadzona odpowiednimi technikami analiza może wykazać zawartość alkoholu, co jednak wcale nie znaczy, że ta osoba przed śmiercią piła alkohol. A ponadto mówimy o takim poziomie alkoholu, który w wielu krajach Europy pozwala prowadzić samochód.

Współpraca bezprecedensowo bezprecedensowa

Pani Anodina z dumą używała słowa „bezprecedensowa” na określenie współpracy ze stroną polską. Z kontekstu wynikało, że miała na myśli ogromną wspaniałomyślność i łaskawość strony rosyjskiej wobec Polaków. Bezprecedensowe było więc przekazanie zapisu czarnych skrzynek, bezprecedensowe umożliwienie polskim prokuratorom prowadzenia ich własnego śledztwa poprzez przekazywanie dokumentów, bezprecedensowa w końcu była też prezentacja ostatnich chwil lotu podczas konferencji... — Bezprecedensowa liczba polskich ekspertów uczestniczyła w badaniu katastrofy smoleńskiej przez Międzypaństwowy Komitet Lotniczy — oświadczyła przewodnicząca MAK.

Tymczasem wiadomo, że tak nie było. I nie jest to zdanie polskiej opozycji, ale od miesiąca także polskiego rządu, który wcześniej zanadto zawierzył Rosjanom. Wiele konkretnych technicznych pytań ze strony polskiej, dotyczących bezpieczeństwa lotu, pozostało bez odpowiedzi.

Z dokumentu zawierającego polskie uwagi do projektu raportu MAK wynika, że Rosjanie nie przekazali stronie polskiej istotnych danych o pracy kontrolerów na lotnisku w Smoleńsku, nie podali też szczegółów technicznych dotyczących lotniska. Polakom nie pozwolono m.in. na wysłuchanie wszystkich osób, które 10 kwietnia ub.r. były na stanowisku dowodzenia na smoleńskim lotnisku, w tym szczególnie pomocnika kierownika lotów, kontrolera lotniska i osoby określanej jako „głównodowodzący”. Nie wiadomo więc, kto znajdował się na wieży tuż przed katastrofą, ani w jakim celu tak wiele osób tam przebywało. Tym bardziej nie ujawniono, jaki wpływ miały decyzje osób odpowiedzialnych w Moskwie na decyzję nieskierowania Tu-154 M na lotnisko zapasowe i udzielenia zgody na próbne podejście do lądowania w „warunkach meteorologicznych, w których lądowanie samolotu było praktycznie niemożliwe do wykonania”. Pani Anodina wszelkie tego typu okoliczności kwituje: nie miały one żadnego wpływu na katastrofę, która i tak by się wydarzyła...

Szef komisji technicznej MAK Aleksiej Morozow poinformował, że uwzględniono tylko ok. 20-25 proc. polskich uwag do rosyjskiego raportu (polscy eksperci twierdzą, że znacznie mniej), dlatego że pozostałe nie odnosiły się do aspektów technicznych, lecz do kwestii odpowiedzialności za katastrofę, czym MAK się nie zajmuje. Zapewnił, że te nietechniczne uwagi będą przekazane do zbadania innym organom.

Skoro MAK zajmował się wyłącznie faktami technicznymi, to dlaczego w raporcie znalazły się uzasadnienia, a nawet ekspertyzy psychologiczne (o tym, że kapitan Protasiuk jest podatny na wpływy innych osób), dlaczego były w nim publicystyczne nawiązania do „gruzińskiego lotu” prezydenta Lecha Kaczyńskiego? — pytają polscy komentatorzy.

Polscy komentatorzy przewidują ponadto, że rosyjska prokuratura na podstawie takiego a nie innego raportu MAK zyskuje podstawę do umorzenia śledztwa w sprawie jakiejkolwiek winy po stronie rosyjskiej.

Donald Tusk: Dla dobrych stosunków między Polską a Rosją nie ma alternatywy

Premier Donald Tusk przyznał na konferencji prasowej, że strona rosyjska uwzględniła tylko niektóre polskie uwagi do raportu. Zapewnił, że Polska zwróci się do Rosji o podjęcie rozmowy w celu uzgodnienia wspólnego stanowiska. Wyraził nadzieję, że możliwe jest wspólne dojście do prawdy, a nie tylko zwykły kompromis. Nie wykluczył jednak konieczności zwrócenia się — gdyby nie doszło do porozumienia z Rosjanami — do instytucji międzynarodowych. Przyznał, że w czasie prac nad rosyjskim raportem doszło do znacznych naruszeń konwencji chicagowskiej, a Polska może to udowodnić. Premier chwalił tę konwencję jako podstawę prawną przyjętą do wyjaśniania katastrofy smoleńskiej, choć ta właśnie decyzja polskiego rządu została już bardzo skrytykowana. Tusk jest przekonany, że tylko dzięki tej konwencji możliwe są dalsze rozmowy z Rosjanami i jednak wspólne ustalenie prawdy. Rosjanie, ogłaszając raport, stwierdzili, że możliwości konwencji zostały już wyczerpane. Możliwy jest już tylko arbitraż, czyli postępowanie niemające nic wspólnego z dogadywaniem się — twierdzi Jarosław Kaczyński.

Sporo miejsca w swym wystąpieniu na temat raportu MAK polski premier poświęcił nadrzędnej sprawie dobrych stosunków polsko-rosyjskich. I nie omieszkał dodać, że katastrofa smoleńska w pewnej mierze paradoksalnie przyczyniła się do ich poprawy. Wyraził zaniepokojenie przesadnie politycznym aspektem całej sprawy. Podkreślał, że nie można dopuścić do sytuacji, w której jakiekolwiek zaniechanie mogłoby doprowadzić do zakłócenia budowy dobrych stosunków dwustronnych. Dla dobrych relacji między Polską a Rosją nie ma alternatywy — powiedział premier, uzupełniając, że relacje te muszą być oparte na prawdzie.

Premier zadeklarował, że Polska weźmie na siebie swoją część odpowiedzialności za katastrofę, ale uważa, że także strona rosyjska powinna mieć odwagę do pokazania całego obrazu.

Donald Tusk zapowiedział także, że już niedługo zostanie opublikowany polski raport na temat przyczyn katastrofy, który — co podkreślał wcześniej przewodniczący polskiej komisji Jerzy Miller — może być jeszcze bardziej przykry od rosyjskiego.

Jarosław Kaczyński: To kpina z Polski

Komentując moskiewską konferencję, Jarosław Kaczyński powiedział: „To jest radio Erewań!”. Prezes PiS ocenia raport MAK jako efekt spolegliwości polskiego rządu wobec Rosjan. Jego zdaniem, dokument ten jest „zakpieniem sobie z Polski, ale jest także wykorzystaniem postawy Donalda Tuska i polskiego rządu. Postawy, której w żadnym wypadku nie da się obronić”.

— Każdy, kto ma choćby troszkę wiedzy na temat Rosji i zdrowego rozsądku, mógł przewidywać, że tak będzie. Stąd tak skandaliczną decyzją było powierzenie tej sprawy Rosjanom i niepodjęcie żadnych starań, żadnej walki o to, by ta sprawa była z polskim udziałem czy z udziałem międzynarodowym — mówił Jarosław Kaczyński 12 stycznia. Jego zdaniem jest to obwinianie „polskich pilotów i Polski za tę katastrofę całkowicie jednostronnie, i w gruncie rzeczy bez żadnych dowodów. (...) Mamy tu do czynienia z zespołem spekulacji na niczym nieopartych. Spekulacji tego typu, że były naciski, iż jacyś psychologowie mają twierdzić, że były naciski, choć żadnych dowodów na to (...) nie ma”.

Jarosław Kaczyński odpowiedział na zawartą w raporcie MAK-u kuriozalną adnotację na temat bojaźni polskich pilotów, pamiętających jakoby niezadowolenie prezydenta Kaczyńskiego podczas lotu do Gruzji: nie ma najmniejszego nawet dowodu na to, że Lech Kaczyński wywierał presję na załogę samolotu. Pilot, który kiedyś odmówił Lechowi Kaczyńskiemu lotu do Tbilisi (podczas konfliktu z Rosją w 2008 r.), „otrzymał za to odznaczenie”.

Kaczyński poddał krytyce także sam MAK: — MAK nie spełnia żadnych standardów instytucji, która by mogła oceniać katastrofy lotnicze w sposób obiektywny. Takie standardy są określone choćby w rozporządzeniu UE — Parlamentu i Komisji Europejskiej — z jesieni zeszłego roku. Tam jest bardzo wyraźnie napisane, że nie może być tak, żeby ta sama komisja przeprowadzała różnego rodzaju procedury dopuszczające samoloty do lotu, oceniała lotniska i jednocześnie oceniała przyczyny katastrof. MAK robi te obydwie rzeczy naraz.

Nie godzimy się na takie traktowanie

— Polityka Donalda Tuska w sprawie katastrofy poniosła bardzo dotkliwą porażkę — mówił prezes PiS podczas drugiej konferencji prasowej, 13 stycznia. — To jest bardzo łagodne określenie, można by to określić słowami jeszcze ostrzejszymi... Po publikacji raportu Donald Tusk miał szanse, żeby coś jeszcze w swojej postawie zmienić i oddać Polsce przysługę — mówi Kaczyński. — Gdyby wczoraj od razu zareagował w sposób zdecydowany, to ta zniesławiająca Polskę kampania, która się dzisiaj odbyła w prasie światowej, byłaby co najmniej zrównoważona jego wypowiedziami. A być może wiele artykułów o „pijanym generale” by się wcale nie ukazało... Sądzę, że wielu premierów różnych państw świata byłoby na taką reakcję stać. Jednak premier Tusk nie skorzystał z tej szansy, co można było przewidzieć... Nie skorzystał z niej także prezydent Komorowski. A któż, jak nie on, powinien w tej sprawie wypowiedzieć się na tyle donośnie, aby odnotowały to światowe media? ...

Aby ta zniesławiająca Polskę kampania mogła być powstrzymana, zdaniem Jarosława Kaczyńskiego, niezbędna jest uchwała polskiego parlamentu podjęta na nadzwyczajnym posiedzeniu, odrzucająca raport MAK. Tym bardziej jest to ważne dziś — mówi Kaczyński — gdy rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow „podyktował, co ma być mówione w Polsce”.

Ławrow, chwaląc dokonania MAK-u, wyraził nadzieję, że „kurs, który został uzgodniony w czasie wizyty prezydenta Miedwiediewa w Warszawie, będzie kontynuowany i osiągnięte uzgodnienia będą realizowane”. — Dzisiaj minister spraw zagranicznych pan Ławrow złożył zdumiewające oświadczenie, które jeszcze raz pokazuje, że MAK nie jest żadnym obiektywnym ciałem, które ocenia katastrofy lotnicze, tylko po prostu instrumentem rosyjskiej polityki — stwierdził prezes PiS.

Kaczyński, przedstawiając obszernie (na dwu konferencjach) istotę stanowiska PiS, oświadczył:

— Odrzucamy to sprawozdanie jako całkowicie niewiarygodne, począwszy od niewiarygodnoś-
ci organu, który przeprowadził postępowanie, a skończywszy na poszczególnych faktach, które są w oczywisty sposób niewiarygodne i nieprawdziwe.

Co dalej?

— Najpierw trzeba uzyskać to, co jest fundamentem, czyli wypowiedź polskiego parlamentu, mam nadzieję, że jednomyślną — odpowiada Jarosław Kaczyński. — Ale jeżeli jednomyślności nie da się osiągnąć, to przynajmniej wyraźną większość, która w sposób jasny postawi sprawę, że nie godzimy się na takie traktowanie.

Rodziny smoleńskie ponownie łączą się w bólu

Rodziny smoleńskie są teraz w swych ocenach niezwykle zgodne i jak nikt inny w Polsce wyczulone na przyjętą już tuż po katastrofie, a powtórzoną z taką mocą przez MAK, tezę o winie pilotów.

Rodziny ofiar są w szoku, że podczas konferencji MAK zaprezentowano nagrania z kokpitu, zwłaszcza ich końcowy fragment, moment samej katastrofy. Trudno się dziwić, że żony pilotów nie chcą dziś rozmawiać z dziennikarzami. — Trzeba być człowiekiem bez serca, żeby tego rodzaju słowa udostępnić nie tylko rodzinom — ta opinia o pani Tatianie Anodinie powtarzana jest często.

Beata Gosiewska: — To perfidne, ale robione w sposób niezmiernie profesjonalny, według KGB-owskiej dezinformacji.

Andrzej Melak: — Jestem całkowicie przybity i zdruzgotany, chociaż spodziewałem się tego, co Rosjanie powiedzieli. Na tę ich ocenę straszliwie ciężko zapracował polski rząd z premierem Tuskiem i z pełniącym wówczas obowiązki prezydenta panem Komorowskim. Oddając śledztwo w ręce Rosjan, nie można się było niczego innego spodziewać!

Ewa Kochanowska: — Raport jest powtórzeniem wszystkich sugestii, które zostały poczynione już w kilka minut po katastrofie. A ja wciąż mam nadzieję, że po 9 miesiącach dowiem się wreszcie dokładnie, o której wydarzyła się ta katastrofa, bo nawet tego nie można się było dowiedzieć...

Magdalena Merta: — Od dawna pojawiały się sygnały, że winą za to, co się stało, będą chcieli obarczać polskich pilotów (...) Myśmy wielokrotnie już podkreślali, że obrona ich dobrego imienia jest naszym celem i traktujemy to jako swoją powinność. Tym, co uderzyło mnie w tym raporcie, był zupełny brak odniesień do roli rosyjskich kontrolerów.

Ewa Błasik, żona gen. Andrzeja Błasika, poczuła się chyba najbardziej osobiście dotknięta i zdruzgotana. Czuła się w obowiązku wygłosić oświadczenie w obronie swego męża, jako że nie uczynił tego nikt z polskiego rządu. Ogromnie zdenerwowana mówiła: — ...Dlatego chcę stanowczo zaprotestować przeciwko bierności rządu pana premiera Donalda Tuska. W sprawie tragedii smoleńskiej zawiodły władze państwa polskiego. Liczę jednak, że nie zawiodą Polacy i będą do końca upominać się, by prawda o katastrofie smoleńskiej została ujawniona.

Wiesława Lewandowska

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama