Komu trudno wierzyć w zmartwychwstanie ciał?

Z cyklu "Poszukiwania w wierze"

Proszę mi wytłumaczyć rzecz następującą. Wielu ludzi spontanicznie i z łatwością wierzy w to, że w chwili śmierci nie cały człowiek umiera, bo w swoich duszach żyć będziemy dalej i nigdy nie umrzemy. Dlaczego Kościołowi taka wiara nie wystarczy, ale domaga się jeszcze tego, w co tak trudno uwierzyć: że również ciała nasze kiedyś zmartwychwstaną? Co jest powodem tej postawy Kościoła? Przecież w ten sposób Kościół utrudnia nam tylko wiarę w życie wieczne!

Zacznę może od przypomnienia, że czym innym jest wiara, czym innym są wierzenia. Przede wszystkim zupełnie inne są źródła wiary i wierzeń. Wierzenia biorą się stąd, że ktoś czuje, iż jest właśnie tak, a nie inaczej. Na pojawienie się tego odczucia mogą mieć wpływ różne czynniki, na przykład to, że dane wierzenie jest podzielane przez wielu innych ludzi. Ale jeden warunek jest prawdopodobnie konieczny, aby w kimś mogło się pojawić dane wierzenie: nie może ono kłócić się w sposób subiektywnie dostrzegalny z obrazem świata, jaki człowiek sobie ukształtował. Dotyczy to również tych wierzeń, które osobom postronnym wydają się czystym zabobonem lub absurdem.

Natomiast źródłem wiary jest rzucenie się w ramiona Jezusa Chrystusa. Toteż wiara kształtuje się nie przez werbalizowanie swoich odczuć i harmonizowanie ich z innymi swoimi poglądami, ale przez wsłuchiwanie się w to, czego nas uczy Jezus i Jego Apostołowie. Jeśli jestem człowiekiem naprawdę wierzącym, to przyjmuję naukę Jezusa nie dlatego, że zgadza się ona z moimi odczuciami, ale dlatego, że jest to Jego nauka. Po prostu ja Jemu wierzę i pragnę Mu zawierzyć samego siebie.

Wierzę Mu również wówczas, kiedy jakaś Jego nauka idzie w poprzek moich odczuć. Przykład takiej wiary przedstawia Ewangelia, kiedy opisuje obietnicę Jezusa, że da nam własne Ciało do spożywania. Obietnica ta uraziła wielu słuchaczy. Ktoś, komu zależy przede wszystkim na zdobyciu sobie zwolenników, wprowadziłby w takiej sytuacji korektę do swojej nauki i bardziej by ją dopasował do oczekiwań słuchaczy. Jednak Pan Jezus przyszedł przecież do nas, aby nas obdarzyć zbawieniem. Jakżeż więc mógł cofnąć albo zmniejszyć swoje obietnice i dary — i to tylko dlatego, że przekraczają one nasze wyobrażenia? Toteż na odejście wielu zrażonych słuchaczy zareagował z największą prostotą. Mianowicie zapytał swoich Dwunastu: „«Może i wy chcecie odejść?» Odpowiedział Mu Szymon Piotr: «Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego!»” (J 6,67n)

Otóż obietnica wskrzeszenia ciał jest większym jeszcze wyzwaniem dla naszego zdrowego rozsądku niż prawda sakramentu Eucharystii. Dlatego niektórzy ludzie, nie mogąc w nią uwierzyć, degradują ją do poziomu takich lub innych wierzeń, bardziej zgodnych z ich subiektywnymi odczuciami. Panią na przykład kusi perspektywa wiekuistego trwania samej tylko duszy, ktoś inny skłoni się ku wierzeniom w reinkarnację, jeszcze ktoś inny obietnicę życia wiecznego weźmie za czysty symbol, któremu nie odpowiada żadna pozagrobowa rzeczywistość.

W tym liście chciałbym powiedzieć tylko dwie rzeczy. Po pierwsze, chciałbym Panią przekonać, że to Pan Jezus zostawił nam obietnicę zmartwychwstania ciał. Po wtóre, chciałbym zwrócić uwagę na to, jak bardzo obietnica ta może nas duchowo wzbogacać już w życiu obecnym.

Proszę sobie przypomnieć rozmowę Pana Jezusa z saduceuszami, którzy — w celu ośmieszenia prawdy o przyszłym zmartwychwstaniu — wymyślili historyjkę o kobiecie, która poślubiła kolejno siedmiu braci i przeżyła nawet tego siódmego. Pan Jezus odpowiedział im na to krótko: „Nie znacie Pisma ani mocy Bożej” (Mt 22,29). Inaczej mówiąc: Jeśli przyszłe zmartwychwstanie jest obietnicą, poświadczoną w Piśmie Świętym i jeśli u Boga naprawdę nie ma nic niemożliwego, to jakżeż możecie podejrzewać Boga o to, że was okłamał albo że wypełnienie obietnicy będzie ponad Jego siły?

Ta wzmianka o mocy Bożej zasługuje na uwagę szczególną. Bo radziłbym Pani sprawdzić samą siebie. Niektórzy ludzie, którzy mają spontaniczne odczucie, że — pozwolę sobie Panią zacytować — „w swoich duszach żyć będziemy dalej i nigdy nie pomrzemy”, zupełnie nie pamiętają o tym, że życie wieczne jest darem Bożym. A przecież gdyby nie Chrystus, nasz los pośmiertny byłby równie żałosny, jak to przedstawia Stary Testament w obrazie szeolu. Niech Pani spróbuje spojrzeć na przyszłe zmartwychwstanie jako na obietnicę Bożą, że w Chrystusie Bóg napełni nas swoim życiem w sposób dla nas niewyobrażalny.

Nowy Testament mówi o szczęściu wiecznym jeszcze przed zmartwychwstaniem. Ale proszę zauważyć, że również to przebywanie z Chrystusem zaraz po śmierci przedstawia jako dar Boży. Szczególną uwagę warto tu zwrócić na wypowiedzi Apostoła Pawła w Flp 1,21—24 oraz 2 Kor 5,1—8. Pisałem o tym w liście pt. „Czy dusza umiera?” (por. ss. 108—114)

Krótko mówiąc, być może Pani trudności z uwierzeniem w przyszłe zmartwychwstanie biorą się stąd, że nie skojarzyła sobie Pani dostatecznie tej prawdy ze swoją wiarą w Chrystusa i Jego moc zbawczą. A przecież Ewangelie głoszą obietnicę zmartwychwstania w tej właśnie perspektywie. „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam — to są słowa samego Chrystusa — że nadchodzi godzina, a nawet już jest, kiedy to umarli usłyszą głos Syna Bożego, a ci, którzy usłyszą, żyć będą” (J 5,25). Zaś do Marty, w cztery dni po śmierci jej brata, Pan Jezus wypowiedział pamiętne słowa: „Ja jestem zmartwychwstanie i życie; kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie” (J 11,25).

Spróbuję powiedzieć jeszcze wyraźniej, w czym radziłbym Pani sprawdzić samą siebie: Może po prostu Pani za mało się otwiera na tę moc miłości, jaką Bóg chce nam okazywać już obecnie? (Boże Święty, a któż z nas dostatecznie na moc Twojej miłości się otwiera?) Wczytajmy się w cytowane przed chwilą słowa J 5,25: godzina, w której umarli usłyszą głos Syna Bożego, nadchodzi, ale zarazem już nadeszła. Bo owszem, zmartwychwstanie umarłych dokona się w dniu ostatecznym, ale zarazem już teraz dokonuje się nasze zmartwychwstanie ze śmierci duchowej!

Wnioski z tego spostrzeżenia wydają się oczywiste. O ileż łatwiej uwierzyć w przyszłe zmartwychwstanie komuś, kto namacalnie dostrzega w swoim życiu moc Bożą, pomagającą mu podźwignąć się z grzechów! Komuś, kto nie tylko z nauki Kościoła, ale z własnego doświadczenia wie o tym, że ciała nasze są świątyniami Ducha Świętego! Komuś, kogo nie trzeba przekonywać, że Bóg swoją świętą opatrznością ogarnia każdy dzień naszego życia!

Z drugiej zaś strony: Trudno się dziwić, że trudno uwierzyć w przyszłe zmartwychwstanie komuś, kto swoim życiem zamyka się na działanie tej mocy, którą Bóg chce nas ogarniać już obecnie.

Na koniec zauważmy, że obietnicę wskrzeszenia nas w dniu ostatecznym Pan Jezus wiąże z darem Eucharystii: „Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym” (J 6,54). Nie należy więc wykluczać, że doświadczane przez Panią pokusy przeciwko wierze w zmartwychwstanie ciał są darem Bożym. To dość prawdopodobne, że Bóg chce w ten sposób zwrócić Panią głębiej ku sakramentowi Eucharystii. Może Pani zbyt rzadko przystępuje do tego sakramentu? A jeśli Komunię świętą przyjmuje Pani często, może należałoby przezwyciężać rutynę i jeszcze więcej starać się o to, żeby sakrament ten był dla mnie naprawdę źródłem życia Bożego i darem coraz większej jedności z Chrystusem.

opr. aw/aw

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama