Świętość dla każdego!

Wszyscy jesteśmy powołani do świętości

Przed wielu laty wybrałem się ze znajomymi w Tatry. Był listopad, a nam pierwszą noc wypadło spędzić w Murowańcu na Hali Gąsienicowej. Pokój w schronisku dzieliliśmy z dwoma studentami Akademii Rolniczej i, jak to zwykle bywa w takich wypadkach, wywiązała się między nami rozmowa. Zahaczyliśmy też o problem świętości...

— Chyba każdy człowiek chce zostać święty − powiedziałem − i dlatego szuka różnych sposobów, aby ten cel zrealizować... Reakcja na te słowa była piorunująca. Jeden ze studentów był wyraźnie poruszony. Wyglądało na to, że pierwszy raz w życiu spotkał kogoś, kto poważnie potraktował dążenie do świętości. Nie mogło się mu to pomieścić w głowie.

Świętość nieobecna?

Tamta rozmowa ciągle jest we mnie żywa. Uświadomiła mi bowiem, że jedną z największych współczesnych herezji jest przekonanie o tym, że świętość jest praktycznie na świecie nieobecna. Owszem można żywić podziw dla wielkich postaci z zamierzchłej przeszłości, ale dziś jej realizowanie wydaje się zupełnie niemożliwe. Na tym polega nasza duchowa schizofrenia. Z jednej strony wykonujemy różne praktyki religijne, chodzimy do kościoła, modlimy się, a z drugiej odrzucamy podstawowy cel tych wszystkich zabiegów. „Świętość?! To zupełnie nie dla mnie!” — zdajemy się mówić i w dodatku wydaje się nam, że jest to wyraz wielkiej pokory.

Taka postawa spowodowana jest dość powszechnym niezrozumieniem pojęcia świętości. Niejednokrotnie kojarzy się nam ona z doskonałością moralną, a ponieważ ta wydaje się nam rzeczywistością odległą i niedostępną (zbyt dobrze znamy wszystkie nasze grzechy, słabości i ograniczenia), świętość też wydaje się być poza naszym zasięgiem. Kiedy jednak sięgniemy po Pismo Święte, od razu natrafimy na teksty, które przeczą tej intuicji.

W Księdze Kapłańskiej znajdujemy słowa Jahwe skierowane do Izraelitów: Bądźcie świętymi, bo ja jestem święty, Pan, Bóg wasz! (19, 2b). Nie ma tu słowa o tym, że wezwanie to dotyczy jakichś szczególnie wybranych osób, ale wszystkich. W przypadku żydów odpowiedź na to wezwanie miała być realizowana przez respektowanie i przestrzeganie Bożego Prawa, rozpisanego na setki szczegółowych przepisów i rytuałów. Coś z takiego pojmowania świętości istnieje niestety wśród tych chrześcijan, którzy uważają, że świętość osiąga się niejako własną pracą: przez wyzbycie się każdego grzechu i wyplenienie każdej swojej niedoskonałości. Nowy Testament jednak zupełnie odrzuca takie podejście.

Wiara czy uczynki?

Święty Paweł, który doskonale znał Prawo żydowskie, bo sam był przez wiele lat faryzeuszem, stwierdza: Izrael, który zabiegał o Prawo usprawiedliwiające, do celu Prawa nie doszedł (Rz 9, 31 a). Według niego podstawowy błąd Izraelitów polegał właśnie na tym, że nadzieję na zbawienie pokładali oni w swoich uczynkach, a nie w Bogu. Apostoł Narodów pisze: Bracia, z całego serca pragnę ich zbawienia i modlę się za nimi do Boga. Bo muszę im wydać świadectwo, że pałają żarliwością ku Bogu, nie opartą jednak na pełnym zrozumieniu. Albowiem nie chcąc uznać, że usprawiedliwienie pochodzi od Boga, i uporczywie trzymając się własnej drogi usprawiedliwienia, nie poddali się usprawiedliwieniu pochodzącemu od Boga (Rz 10, 1-3).

Myślę, że te same słowa święty Paweł mógłby skierować do tych chrześcijan, którzy i dziś próbują szukać świętości przez wykonywanie pobożnych uczynków. Takiej postawie autor Listu do Rzymian przeciwstawia usprawiedliwienie z wiary, które polega na darmowym przyjęciu świętości oferowanej człowiekowi przez Boga Ojca dzięki ofierze Chrystusa, który wykupił nas spod władzy Prawa. Święty Paweł pisze: Sprawiedliwość zaś osiągana przez wiarę tak powiada: Nie mów w sercu swoim: Któż wstąpi do nieba? (Rz 10, 6 a). A zatem pierwszy krok ku niebu i świętości to wiara, że ich osiągnięcie jest dla nas możliwe. Co więcej − według autora Listu do Rzymian − słowo zbawiające jest blisko ciebie, na twoich ustach i w sercu twoim (Rz 10, 8). I dalej dodaje on: A jest to słowo wiary, którą głosimy. Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że JEZUS JEST PANEM, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych − osiągniesz zbawienie (Rz 10, 8b-9). Słowo „zbawienie” można tu potraktować jako synonim świętości, bo człowiek zbawiony jest człowiekiem świętym. Parafrazując przytoczone słowa, można powiedzieć, że świętość jest blisko ciebie, na twoich ustach i w sercu twoim, jeżeli uznasz fakt jej oferowania w każdej chwili twojego życia przez Tego, który za ciebie cierpiał, został zabity i zmartwychwstał.

Przyjęcie daru świętości jest równoznaczne z pragnieniem życia pod panowaniem Jezusa. Tylko wtedy oferowana przez Niego moc zbawcza może zadziałać. Natomiast chęć przyjęcia Jego łask bez uznania Go jako Pana jest sprowadzeniem religii do wymiarów czysto konsumpcyjnych. To tak, jakby chcieć przyjmować lekarstwo bez uznania autorytetu lekarza i odrzucić jego pozostałe zalecenia. Można oczywiście tak postępować: jednocześnie leczyć wątrobę i nadużywać alkoholu, ale nie trzeba być znawcą medycyny, aby wiedzieć, że taka terapia nie może być skuteczna.

Do świętych w Krakowie, Poznaniu, Pcimiu

Skoro świętość jest dostępna wszystkim chrześcijanom, każdego, kto tę prawdę przyjmuje, można nazywać świętym. Święty Paweł jest tu bardzo konsekwentny, swoje Listy adresuje w następujący sposób: Do wszystkich przez Boga umiłowanych, powołanych świętych, którzy mieszkają w Rzymie (Rz 1, 7a), albo: Do tych, którzy zostali uświęceni w Jezusie Chrystusie i powołani do świętości wespół ze wszystkimi, którzy na każdym miejscu wzywają imienia Pana naszego Jezusa Chrystusa, ich i naszego [Pana] (1 Kor 1, 2b). Nie przeszkadza mu to jednak w wytykaniu licznych grzechów jego świętych adresatów. Podobnie rzecz się ma z listami do Efezjan (por. Ef 1, 1), Filipian (Flp 1, 1) i Kolosan (Kol 1, 2). Może i nam czasem przydałoby się podobnie adresować korespondencję: do świętych w Krakowie, Poznaniu czy Pcimiu... Może utrwalenie takiego zwyczaju byłoby dobrym sposobem uświadamiania sobie, że świętość jest wprost na wyciągnięcie ręki, a dokładniej na odległość do kratek konfesjonału, jeśli obecnie nie jesteśmy w stanie łaski uświęcającej.

Pozostaje pytanie, czy w takim razie każdy z nas może liczyć na wyniesienie do chwały ołtarzy, albo czy zamiast literek przed nazwiskiem, które miałyby oznaczać poziom naszego wykształcenia, możemy pisać: św.?

Sprawa nie jest taka prosta. Człowiek, który za życia posługiwałby się takim tytułem w przekonaniu o własnej doskonałości, budziłby wiele uzasadnionych wątpliwości. To prawda, że świętość jest bezinteresownym darem Boga. Nasza nań odpowiedź jest jednak zadaniem na całe życie. Nie można zatem, będąc w pół drogi, uzurpować sobie prawa do laurów zwycięzcy. Święci kanonizowani to ludzie, którzy potrafili dzięki Bożej łasce w pełni odpowiedzieć na dar świętości. A ich droga powinna być dla nas nieustannym przypomnieniem o tym, że i w naszym przypadku jest to możliwe.

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama