Bądźmy dobrzy jak chleb

List na 150-lecie urodzin św. Brata Alberta 3.09.1995. Wy jesteście moim listem... Listy pasterskie 1994-2009

Bądźmy dobrzy jak chleb

Bp Pacyfik Antoni Dydycz

Wy jesteście moim listem... Listy pasterskie 1994-2009

Drohiczyn 2010
Wydawcy: Drohiczyńskie Towarzystwo Naukowe,
Kuria Diecezjalna w Drohiczynie
Druk: Wydawnictwo Sióstr Loretanek 2010
ISBN: 978-83-7257-412-1


Wybrane listy:
Z wielką radością
Nieśmy ze sobą Chrystusowe światło i dzielmy się Jego miłością
Bądźmy dobrzy jak chleb
Przypatrzcie się bracia, powołaniu waszemu
Nauczycielu, słusznieś powiedział...
Kapłaństwo jest darem i tajemnicą


Bądźmy dobrzy jak chleb

150-lecie urodzin św. Brata Alberta , Drohiczyn, dn. 3 września 1995 r.

Drodzy Bracia i Siostry!

 

1. Początek września kojarzy się nam zawsze z widokiem dzieci i młodzieży, jakby zagubionych jeszcze po wakacyjnym odpoczynku, z zaciekawieniem i pewnym pośpiechem podążających do szkół. Poszukiwanie podręczników i przyborów szkolnych spycha na dalszy plan nawet letnie przygody. Jest coś miłego w tym ogólnym zatroskaniu o szkołę, o dziewczęta i chłopców, o nauczycieli i wychowawców. Świadczy ono bowiem, jak bardzo w naszej Ojczyźnie wychowanie i kształcenie młodego pokolenia angażuje całe społeczeństwo!

Należałoby jedynie życzyć, aby to zainteresowanie towarzyszyło nauczaniu i wychowaniu przez cały rok, na wszystkich etapach szkolnego systemu, zwłaszcza, że tak przed rodzicami, wychowawcami i nauczycielami, jak i przed uczniami oraz uczennicami staje jeszcze inny problem, niesłychanie ważny, a odnosi się on do motywacji samego nauczania.

Jesteśmy przecież świadkami różnych niepokojących zdarzeń, które mówią o zagubieniu i ludzkiej dezorientacji młodego pokolenia, dla którego przyjęcie prawdy i dobra nastręcza poważne trudności. Z pewnością większość starszego pokolenia, jeśli nawet nie wie dokładnie, to przynajmniej intuicyjnie odczuwa, skąd się biorą te poważne przeszkody. Jedną z przyczyn, które prowadzą do takich sytuacji, jest osłabienie, a nawet systematyczne ośmieszanie sensu uczciwego życia i postępowania.

Nie możemy zrażać się takimi zachowaniami. Co więcej, nie wolno nam pozostawić młodego pokolenia bez ukazania mu takich wzorów postępowania, które ułatwiałyby dokonywanie uczciwych wyborów i podejmowanie roztropnych decyzji w odniesieniu do całokształtu swego życia. Postawa Jezusa Chrystusa nie nastręcza w tym względzie żadnych wątpliwości. Widzimy to wyraźnie w Wielki Czwartek, kiedy gorąco modli się za nas, za wszystkich wierzących: „Ja za nimi proszę, za tymi, których mi dałeś... byś ich ustrzegł od złego” (por. J 17, 9.15).

Ojciec Święty w liście do Rodzin (147) kieruje ku nam wezwanie: „Prośmy Jezusa Chrystusa, ażeby On sam nam to powtórzył mocą i mądrością swojego Krzyża (por. 1 Kor 1, 17-24), aby ludzkość nie dała się zwieść pokusie ojca kłamstwa (por. J 8, 44), który otwiera przed nią stale szerokie i przestronne drogi, pozornie łatwe i przyjemne, pełne jednak zasadzek i niebezpieczeństw. Obyśmy szli zawsze za Tym, który jest drogą i prawdą i życiem” (J 14, 6).

2. Nie jesteśmy pierwszymi, którzy pragną iść za Chrystusem i w takim duchu wychowywać nowe pokolenia. Przed nami tą drogą podążały miliony ludzi, którzy także nie dali się oszukać złu. W tym roku pragnę zwrócić uwagę na jednego z nich, naszego rodaka, którego 150-lecie urodzin obchodzimy. Jest nim św. Albert Adam Chmielowski, znany powszechnie pod swoim zakonnym imieniem brata Alberta.

Urodził się 20 sierpnia 1845 roku w Igołomii pod Krakowem. Jako maleńkie dziecko został przyobleczony w tercjarski habit św. Franciszka. W tamtych czasach powszechnie stosowano tę praktykę, na wypadek zagrożenia zdrowia i życia dzieci. Mały Adam utracił wcześnie rodziców, a krewni skierowali go na naukę do Instytutu Rolniczo-Leśnego w Puławach. W trakcie studiów wybuchło powstanie styczniowe. Młody Chmielowski nie namyślał się wiele i wraz z paroma kolegami zaciągnął się do oddziałów powstańczych. Walczył pod Kurowem, Kazimierzem Dolnym i na Kielecczyźnie. W jednej z potyczek został ranny w nogę. Rana okazała się na tyle groźna, iż trzeba było amputować mu lewą nogę aż do kolana. Wskutek tego do końca życia korzystał z protezy.

Cierpienie i kalectwo nie załamały w osiemnastoletnim młodzieńcu mocy ducha i odwagi życia. Postanowił studiować dalej, ale w Puławach było to dla niego niemożliwe. Przeniósł się najpierw do Belgii, gdzie na uniwersytecie w Gandawie zapisał się na Wydział Inżynierii, a następnie wyruszył do Niemiec i tam, w Monachium, rozpoczął naukę w Akademii Sztuk Pięknych.

Był to szczególny okres w historii tej uczelni, gdyż przygarnęła ona wielu utalentowanych polskich twórców, a byli nimi: Maksymilian Gierymski, Józef Brandt, Józef Chełmoński, Leon Wyczółkowski i Jacek Malczewski. Wszyscy oni zasłynęli jako wybitni malarze, wywierając znaczący wpływ na polską kulturę. Niektórzy z nich byli zdania, że Adam Chmielowski posiadał największe zdolności malarskie. Świadczą o tym do dzisiaj jego nielicznie zachowane obrazy, a zwłaszcza Ecce Homo.

Jednakże nie świat artystyczny miał być przyszłością Chmielowskiego. Zamiast drogi artysty malarza wybrał drogę sługi, nie rezygnując jednak całkiem ze swoich talentów. Wiele zastanawiał się nad tym. Myślał o drodze św. Ignacego Loyoli, wstąpił nawet do nowicjatu księży jezuitów w Starej Wsi. Ale to nie było jeszcze jego powołanie. W roku 1887 po wyjściu z karnawałowego balu w krakowskiej restauracji „Pod Baranami”, w towarzystwie dwóch arystokratów zawędrował do słynnej ogrzewalni na Kazimierzu w Krakowie. Widok straszliwej nędzy przeraził ich wszystkich. Do ogrzewalni chronili się bezrobotni, kalecy i ludzie z marginesu. W ogrzewalni pozostał sam Adam Chmielowski. Jego koledzy powrócili na bal.

Tego samego roku, w dzień św. Ludwika — Patrona tercjarzy — w loretańskiej kaplicy Ojców Kapucynów w Krakowie, Adam Chmielowski przywdział zgrzebny habit Trzeciego Zakonu św. Franciszka z Asyżu, przyjmując zarazem imię brata Alberta. W ten sposób, sądząc po ludzku, zrezygnował z siebie samego, utożsamił się z biednymi i potrzebującymi, będąc oddanym całkowicie do ich dyspozycji. Nie pozostał wszakże sam. Poszło za nim wielu i tak powstały dwa zgromadzenia zakonne: braci albertynów i sióstr albertynek.

Nasza diecezja jest szczęśliwa, gdyż cieszy się obecnością sióstr albertynek w Jabłonnej Lackiej, gdzie to zgromadzenie prowadzi dom opieki społecznej, dając świadectwo miłości bliźniego. To dlatego nasze jubileuszowe uroczystości, związane ze 150-leciem urodzin św. Brata Alberta odbędą się w Jabłonnej Lackiej dnia 10 września tego roku.

Umarł Adam Chmielowski, a narodził się brat Albert. To są jego słowa, taki zapis znajdujemy w jego notatkach. Nie trzeba specjalnie przypominać o tym, z jaką reakcją spotkał się w swoim najbliższym otoczeniu. Nie była ona różna od tej, z jaką spotkałby się i dzisiaj ktoś, kto w podobny sposób podszedłby do swojego powołania. W naszych czasach często się mówi o prawie do wolności, do autonomii, do możliwości bycia kimś innym. Niepokój wszakże budzi fakt, że te postulaty wykorzystywane są przede wszystkim do bycia kimś „spoza”, nawet za cenę przestępczej działalności, dlatego tak często mamy do czynienia z wykroczeniami i nadużyciami. Dziwi nas, że ludzie odpowiedzialni za kształcenie postaw dzieci i młodzieży tak lekkomyślnie podchodzą do tego zjawiska...

Św. Brat Albert pragnął także być wolnym i pozostać sobą. Spełniły się jego zamiary, ale pozostał „wśród”, „pomiędzy”, a przede wszystkim „z” biednymi i potrzebującymi. Jest to świadectwo, które powinien poznać każdy młody człowiek, które nie może być obce wychowawcom i nauczycielom. Nasza Ojczyzna potrzebuje ludzi, którzy chcą być w środku jej problemów; zresztą, tego potrzebuje każdy człowiek.

Inność św. Brata Alberta nie budzi niepokoju, nie zagraża tożsamości ludzi, nie sieje niezgody, ani nienawiści. Wprost przeciwnie — jest ona twórcza, swoim zasięgiem obejmuje całego człowieka: jego duszę i ciało; jego umysł, wolę i serce.

Adam Chmielowski umarł 25 grudnia 1916 r., w Boże Narodzenie. Jego beatyfikacja miała miejsce 22 czerwca 1983 r. na Błoniach Krakowskich, a kanonizacja odbyła się 12 listopada 1989 r. Beatyfikacji i kanonizacji dokonał Ojciec Święty Jan Paweł II, dla którego Brat Albert stał się już wcześniej wzorem i pomocą, a potem bohaterem jednego z jego dramatów.

3. Dzisiaj, u progu nowego roku szkolnego, przypominamy osobę św. Brata Alberta, aby podzielić się jego świadectwem z dziećmi, młodzieżą, wychowawcami, rodzicami, katechetkami i kapłanami oraz ze wszystkimi, którzy nie zatracili jeszcze wrażliwości na potrzeby i oczekiwania młodego pokolenia. Brat Albert jest bowiem uosobieniem tych cech, których znaczenia przecenić się nie da. Odkrywamy w nim przecież umiłowanie Boga, Ojczyzny i Człowieka. Zdanie to może brzmieć jak slogan, przynajmniej niektórzy mogliby tak powiedzieć. Ale w rzeczywistości jest ono krzykiem i wezwaniem do służby, zwłaszcza do służby dzieciom i młodzieży. Te nowe pokolenia czekają na normalny, zdrowy chleb — chleb wiary w Boga, chleb miłości do Ojczyzny i życzliwości dla człowieka.

Św. Albert zwykł mawiać: „Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole, z którego każdy może kęs ukroić, nakarmić się, jeżeli jest głodny”. Głód ma różne imiona, a najbardziej niebezpieczny jest ten głód, który bywa oszukiwany. Człowiek, który nie odczuwa głodu, może łatwo zatracić siebie samego. Patrząc na to, co nas otacza, wydaje się, że taki niebezpieczny głód opanował polską kulturę, systemy wychowania i komunikacji, gdyż niemal bezboleśnie zatracamy własną tożsamość kulturową i ludzką godność...

4. Drogie Dzieci, kochana Młodzieży! To przede wszystkim do was pragnę zwrócić się z serdecznym apelem. Pierwsze dni września, to głównie Wasze święto. Miejcie odwagę wołać i domagać się zdrowego chleba: chleba wiary i nauki, chleba obyczajów i kultury. Sięgajcie do Ewangelii, poznawajcie świadków Chrystusa, odczytujcie na nowo przesłanie naszych bohaterów narodowych. Nie przejmujcie się tym, że to wygląda niezbyt modnie. O wielkości człowieka jednak nie decyduje moda, ale charakter. Patrzcie na św. Brata Alberta, gdzież są jego modni koledzy? Któż o nich pamięta? Brat Albert natomiast jest wciąż żywy, dzięki swojej wierze w Boga, miłości do Polski i do każdego człowieka.

Ufam, że będziecie chętnie korzystać z tych pomocy, jakie ofiaruje Wam Jezus Chrystus w Kościele, że będziecie sumiennie korzystali z lekcji religii, że nie zabraknie Was na Mszy świętej i przy Komunii. Jestem głęboko przekonany, że zwłaszcza młodzież z entuzjazmem włączy się w prace naszego Synodu Diecezjalnego oraz nie zapomni o zobowiązaniu, jakie podjęła w Hajnówce na Kongresie Młodzieży, aby ubogacać siebie i otoczenie poprzez udział w Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży. Nie zapominajcie też, że wszystkie organizacje młodzieżowe, jeśli mają być młodzieżowe i dla młodzieży pomocne, winny być przepojone duchem Ewangelii.

Niech Was, Dziewczęta i Chłopcy, nie przerażają trudne czasy. Św. Albert jest patronem trudnych przemian, tak go nazwał Jan Paweł II w dniu kanonizacji, kiedy pytał: „Czy ten, który idąc za Chrystusem pomagał ludziom dźwigać się, odzyskiwać ludzką godność i podmiotowość, stawać się współtwórcami wspólnego dobra społeczeństwa, nie jest nam dany jako znak i jako Patron trudnego przełomu?”. Niech te słowa Ojca Świętego, niech przykład św. Brata Alberta, umocnią nas wszystkich nie tylko na najbliższy rok szkolny, ale na całe nasze życie, abyśmy zawsze potrafili, korzystając z Bożych pomocy, z opieki Matki Najświętszej i jak najlepiej odczytywać nasze miejsce na ziemi i znajdować dość sił do życia pełnią wiary i miłości. Na całoroczny trud uczenia się i nauczania, wychowywania się i kształcenia, z głębi serca błogosławię: w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.

 

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama