reklama

Nowa religia „miłosierdzia” rozmywa naukę Kościoła. Ks. Kowalczyk o sytuacji na granicy

Nie ma żadnego międzynarodowego ani boskiego prawa, które mówiłoby, że ktokolwiek może, bez spełniania wstępnych warunków, wejść do innego kraju, przekraczając jego granicę gdziekolwiek i kiedykolwiek, i że nikt nie może mu w tym przeszkodzić, co więcej – wszyscy mają mu w tym pomagać – powiedział ks. Dariusz Kowalczyk.

W rozmowie z Goranem Andrijanicem przeprowadzonej dla tygodnika „Sieci” odniósł się do sytuacji na granicy polsko-białoruskiej. Ks. Kowalczyk podkreślił, że nie ma takiego prawa człowieka, które mówiłoby, że każdy może przekraczać granice państw, kiedy chce i gdzie chce.

„Nie ma żadnego międzynarodowego ani boskiego prawa, które mówiłoby, że ktokolwiek może, bez spełniania wstępnych warunków, wejść do innego kraju, przekraczając jego granicę gdziekolwiek i kiedykolwiek, i że nikt nie może mu w tym przeszkodzić, co więcej – wszyscy mają mu w tym pomagać. Niemniej jednak wielu takie wymyślone ostatnio «prawo człowieka» głosi. Ale to nie jest etyka katolicka. To jest nowa świecka religia, która używa chrześcijaństwa”. 

Jak tłumaczy, ta nowa religia rozmywa i relatywizuje naukę Kościoła w imię wolności i tolerancji. Ponadto zamyka ludziom oczy naprawdę dotyczącą ludzi, którzy są na granicy.

„Wyznawcy tej religii nie chcą widzieć różnicy między kimś, komu zbombardowano dom i kto z niewielkim dobytkiem albo z niczym ucieka, aby przeżyć, a kimś, kto ma dom, pracę, jego życiu nie zagraża żadne niebezpieczeństwo, ale kuzyn mu powiedział, że w Niemczech żyje się lepiej. A zatem bierze udział w zorganizowanej przez Łukaszenkę wojnie hybrydowej, aby z Białorusi przez Polskę dostać się do niemieckiego raju. Ludzie mają prawo marzyć o lepszym życiu, ale nie mają prawa realizować swoich marzeń w każdy możliwy z ich punktu widzenia sposób. Nie mogą negować i łamać prawa państw do samostanowienia i przyjmowania tych, których uważają za stosowane przyjąć”.

W tym kontekście przypomniał słowa z adhortacji Jana Pawła II „Ecclesia in Europa” (n. 101):

„W obliczu zjawiska migracji pojawia się problem zdolności Europy do wypracowania form roztropnego przyjmowania i gościnności (…) Do władz publicznych należy sprawowanie kontroli nad ruchami migracyjnymi, z uwzględnieniem wymogów dobra wspólnego. Przyjmowani migrantów winno zawsze odbywać się w poszanowaniu prawa, a zatem, gdy to konieczne, towarzyszyć mu musi stanowcze tłumienie nadużyć” – pisał papież.

„Brakuje nam dziś tego rodzaju wyważonego spojrzenia. Jest za to dużo ideologii i histerii” – ocenia ks. Kowalczyk.

Zauważa, że w Kościele od początku są konflikty i schizmy. W tym wypadku mamy do czynienia z próbą „zastąpienia Kościoła Chrystusowego jakimś Kościołem wymyślonym przez ludzi”.

„Jednym z narzędzi służących operacji podmienienia Kościoła jest swoiście rozumiane «miłosierdzie». W imię takiej karykatury miłosierdzia postuluje się zmianę istotnych elementów dotychczasowej nauki Kościoła, żeby nikomu nie było przykro, żeby nikt nie czuł się odrzucony. Oczywiście «nikomu» jest dość umowne, bo to «starsi i mądrzejsi» decydują, komu nie może być przykro, a komu może, a nawet powinno”.

Na czym to polega? Jak tłumaczy ks. Kowalczyk: 

„Tworzy się nowe prawdy, przykazania i biada tym, którzy się do nich nie dostosują. Powiesz, że tylko kobieta może mieć miesiączkę, to zostaniesz oskarżony o nienawiść wobec osób transseksualnych. Bronisz jako żołnierz polskich granic przed ludźmi rzucającymi w ciebie kamieniami, to nazwą cię mordercą i śmieciem. I proszę zauważyć – to wszystko w imię miłosierdzia i niewykluczania. Czuć w tym przebiegłość antycznego węża, szatana, który przekręca znaczenia i sensy”. 

Odniósł się także do wypowiedzi duchownych i biskupów.

„Powiedziałbym, że ich główny nurt sprowadza się do próby połączenia dwóch rzeczy, które nie zawsze dają się połączyć. Z jednej strony wezwania do solidarności z migrantami koczującymi na granicy i niesienia im różnorakiej pomocy, a z drugiej potępienie wykorzystywania przez stronę białoruską migrantów do działań przeciwko suwerenności Polski”. 

Zwraca uwagę, że „wychodzi tu pewna słabość doktryny społecznej Kościoła w ogóle, która – chcąc dogodzić wszystkim – sprowadza się niekiedy do stwierdzenia, «aby było dobrze z każdego punktu widzenia»”.

„Tyle że to nie zawsze jest możliwe. Trzeba się zdecydować, czy stoimy za polską Strażą Graniczną, za polskimi żołnierzami, czy też de facto pośrednio ich oskarżamy o to, że nie wpuszczają głodnych i zmarzniętych ludzi do Polski. W tym konkretnym przypadku mamy do czynienia z migrantami, którzy zapłacili sporo pieniędzy, by dostać się samolotami ze swoich krajów do Mińska. Ci ludzie zostali przez służby białoruskie podprowadzeni na granicę z Polską. Co więcej, są instruowani, co robić, jak niszczyć ogrodzenie, jak prowokować polskie służby” – tłumaczył ks. Kowalczyk.

Dodał, że nie można zwalniać migrantów z odpowiedzialności za ich czyny. 

„Ci młodzi mężczyźni są odpowiedzialni za przestępstwa, których się dopuszczają. Nie da się tego usprawiedliwić retoryką, że to biedni, wykorzystywani migranci. Wszak musieli podjąć wiele decyzji, by znaleźć się na granicy. I wcale nie byli do tego zmuszeni. Nieliczne kobiety i dzieci są zaś wykorzystywane do różnych ustawek, z których robi się filmiki” – mówił.

Źródło: „Sieci”
 

« 1 »

Tu możesz nas wesprzeć

Darowizna

reklama

Pekao