Sąd po stronie katolickiej właścicielki przedszkola. Czy cała sprawa była prowokacją?

Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że przedszkole miało prawo odmówić przyjęcia dziecka wychowywanego przez dwie kobiety. Sprawa dotyczy placówki prywatnej, ale znanej w lokalnym środowisku z tego, że jego właścicielka jest wierzącą katoliczką. Rodzice polecają sobie tę placówkę m.in. dlatego że wiedzą, iż mogą do niego bezpiecznie posyłać dzieci oraz że np. nie będą w nim organizowane „tęczowe piątki” lub zajęcia z seksedukatorami.

Matka wychowująca dziecko w związku homoseksualnym zarzucała właścicielce przedszkola dyskryminację ze względu na płeć oraz naruszenie jej dóbr osobistych – godności i prawa do życia rodzinnego, ze względu na to, że jej syn nie został przyjęty do przedszkola. Domagała się blisko 50 tys. zł jako odszkodowanie i zadośćuczynienie, a także publicznych przeprosin w Internecie oraz zobowiązania właścicielki i pracowników przedszkola do odbycia szkolenia z zakresu równego traktowania.

Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił powództwo kobiety. W ustnym uzasadnieniu sąd powiedział, że nie można tu mówić o dyskryminacji ze względu na płeć, bowiem kryterium odmowy przyjęcia do przedszkola było wychowywanie dziecka przez osoby o tej samej płci – mężczyzna w podobnej sytuacji spotkałby się z taką samą decyzją. Sąd stwierdził też, że sformułowane w pozwie roszczenia oraz treść przeprosin są nieproporcjonalne i nieadekwatne do stanu faktycznego sprawy

Jednak z argumentacji sądu (na razie ustnej) wynika, że nieprzyjęcie do przedszkola dziecka wychowanego przez parę homoseksualną może stanowić naruszenie dóbr osobistych (nawet jeśli nie narusza to „ustawy antydyskryminacyjnej).

Właścicielkę przedszkola reprezentowali prawnicy z Instytutu Ordo Iuris. Instytut w swojej argumentacji odwołał się do wolności sumienia i religii, która jest zagwarantowana każdej osobie przez Konstytucję RP i przez prawo międzynarodowe. Obejmuje to także prawo do prowadzenia placówki zgodnie z własnymi przekonaniami.

Prawnicy tłumaczyli też, że wymagana przez Unię Europejską „ustawa antydyskryminacyjna”, zgodnie z jej przepisami, nie ma zastosowania do swobody wyboru strony umowy, o ile tylko nie jest on oparty na płci, rasie, pochodzeniu etnicznym lub narodowości. Zatem wybór strony umowy o świadczenie usług przedszkolnych, może być dokonywany w oparciu o inne kryteria, w tym orientację seksualną.

Właścicielka oraz dyrektor przedszkola wyjaśniały przed sądem, że tak naprawdę proces rekrutacji nie został rozpoczęty, że powódka ograniczyła się do korespondencji mailowej i rozmów telefonicznych. Tymczasem zawsze przed decyzją o rozpoczęciu rekrutacji rodzice odwiedzają to przedszkole i mają możliwość poznać jego charakter i osoby je prowadzące. Mogą wówczas np. zobaczyć krzyże na ścianach i dowiedzieć się, że dzieci uczestniczą w religijnych wydarzeniach związanych z rokiem liturgicznym.

Powódka wykorzystała w procesie nagraną przez siebie rozmowę telefoniczną z właścicielką przedszkola. Nie spytała wcześniej pozwanej o zgodę na to, a jak się okazało w toku przesłuchaniu przed sądem, rozmowie tej przysłuchiwał się jej adwokat. Przypuszczalnie powódka z jego pomocą sterowała rozmową tak, żeby była użyteczna przed sądem.

Rodzi to poważne podejrzenie, że cała sprawa nie wynika nawet z subiektywnego poczucia krzywdy (co samo w sobie nie oznacza naruszenia dóbr osobistych), ale że jest prowokacją. Miałaby ona na celu zastraszenie właścicieli placówek edukacyjnych, dbających o to, aby osoby wierzące czuły się w nich komfortowo, a ich dzieci nie stykały przedwcześnie z wzorcami życia niezgodnymi z ich światopoglądem i wiarą.

Źródło: Ordo Iuris

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama

reklama