„Decyzja prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego o otwarciu archiwów dot. wydarzeń na Wołyniu to krok naprzód; polscy badacze mieli utrudniony dostęp do dokumentów” – powiedział historyk lubelskiego IPN, dr Leon Popek. Badacz zwrócił uwagę na potrzebę odnowienia umowy między Polską i Ukrainą z 1994 r.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zapowiedział w piątek, że „zostaną otwarte wszystkie archiwa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy oraz Służby Wywiadu Zagranicznego Ukrainy dotyczące tragicznych wydarzeń XX wieku na Wołyniu”. Poinformował też, że „zostaną podjęte decyzje w sprawie wydania dodatkowej, znaczącej liczby zezwoleń na prace poszukiwawcze i ekshumacyjne”.
„Wspólnie ze stroną polską musimy zapewnić większe możliwości prowadzenia takich działań” – dodał we wpisie na portalu społecznościowym.
Szef ukraińskiego IPN Ołeksandr Ałfiorow podkreślił w rozmowie z Polskim Radiem, że ukraińskie archiwa sowieckiego NKWD z lat 1917-91, będące w gestii Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, są otwarte dla badaczy od lipca 2016 r., jednak obecnie korzystanie z nich jest skomplikowane.
Dlatego – jak tłumaczył – zapowiedź Zełenskiego dotyczy utworzenia bazy specjalnych indeksów, które pozwolą badaczom na samodzielne poszukania bez konieczności zwracania się do specjalistów archiwalnych, którzy dysponują zamkniętymi indeksami.
Dr Leon Popek, historyk lubelskiego IPN badający zbrodnię wołyńską, przyznał, że polscy badacze faktycznie mieli utrudniony dostęp do ukraińskich archiwów i utworzenie takiej bazy byłoby krokiem naprzód.
„W większości one były mało dostępne albo prawie niedostępne” – podkreślił. „Mam nadzieję, że nie jest to jakieś jednorazowe ułatwienie oraz, że polscy historycy będą mogli mieć większy dostęp do tych archiwów” – dodał badacz.
Dr Popek zauważył też, że polski IPN od lat współpracuje ze stroną ukraińską w zakresie prac archiwalno-historycznych, czego efektem jest seria wydawnicza dotycząca losów obu krajów w latach 30. i 40. XX wieku. Jak wskazał, w jednym z tomów opublikowane zostały dokumenty związane z działalnością UPA na Wołyniu oraz na terenach Stanisławowa i Tarnopola.
„Myślę, że mogą się pojawić nowe dokumenty, bo w Polsce też mamy takie sytuacje, np. kilka lat temu odnaleźliśmy zeszyty w Tarnobrzegu” – przypomniał historyk.
Badacz dopytywany, jak deklaracja Zełenskiego wpłynie na relacje polsko-ukraińskie, które w ostatnim czasie uległy pogorszeniu, ocenił, że w debacie o pamięci historycznej zapomina się o rodzinach ofiar.
„Odnajdujemy przedmioty, krzyżyki, medaliki, obrączki należące do pomordowanych. Dla nas, rodzin, są to świętości, dosłownie relikwie. One wylądują w magazynie jakiegoś muzeum i będą tam leżeć, a rodziny nie mają prawa do tych przedmiotów” – podkreślił.
Historyk zwrócił uwagę na potrzebę zaktualizowania treści umowy między rządami RP i Ukrainy o ochronie miejsc pamięci i spoczynku ofiar wojny i represji politycznych. Umowa ta została podpisana w Warszawie 21 marca 1994 r. i zobowiązuje obie strony m.in. do wzajemnej ochrony grobów. Umowa nie gwarantuje jednak polskim rodzinom czy instytucjom prawa do odnalezionych w Ukrainie pamiątek historycznych.
„Na Białorusi dostawaliśmy zgodę od wojskowych oficerów na przedmioty, które były znajdowane przy KOP-istach z 1939 r. Przedmioty osobiste oddawano rodzinom: obrączki, różańce, lusterka, książeczki do nabożeństwa. Natomiast amunicję, bagnety czy inne rzeczy związane z wojskowością zabierali do muzeum. W Ukrainie niestety tego nie mamy i apeluję, żebyśmy o tym mówili, ponieważ rodziny nie mają żadnych szans na zwrot pamiątek po zamordowanych” – dodał dr Popek.
W ostatnich miesiącach doszło do napięć w relacjach polsko-ukraińskich w związku ze sporem o upamiętnianie UPA i związanych z nią postaci. Spór wywołała podjęta pod koniec maja decyzja prezydenta Ukrainy o nadaniu ukraińskiej jednostce wojskowej imienia Bohaterów UPA.
Spotkało się to z krytyką w Polsce. Negatywnie ocenili ją m.in. premier Donald Tusk, szef MON, wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz, resort dyplomacji, a prezydent Karol Nawrocki 19 czerwca poinformował, że zdecydował o odebraniu Zełenskiemu Orderu Orła Białego. Dzień później Zełenski odesłał order do Warszawy za pośrednictwem firmy kurierskiej.
Według polskich historyków w lipcu 1943 r. oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii przeprowadziły skoordynowane ataki na około 150 miejscowości zamieszkanych przez Polaków na Wołyniu, co stało się kulminacją zbrodni określanej w Polsce jako ludobójstwo wołyńskie. Łącznie od lutego 1943 r. do wiosny 1945 r. na Wołyniu i w Galicji Wschodniej zginęło, według badaczy, ponad 100 tys. Polaków. Za sprawców uznawani są członkowie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów frakcji Stepana Bandery oraz podporządkowanej jej UPA.
Źródło: 