„Historycy i dziennikarze, którzy chcą poznać świadectwa ocalałych, znają fakty. Inaczej wygląda to wśród mieszkańców Ukrainy. Im dalej na wschód kraju, tym wiedza o tych wydarzeniach jest mniejsza” – mówi ks. Tomasz Trzaska z IPN.
Krwawa niedziela 11 lipca 1943 r. stanowiłą kulminację ludobójstwa, jakiego na Polakach dopuścili się ukraińscy nacjonaliści. Eksterminacja trwała w latach 1943-1945 i nadal stanowi bolesną kartę w relacjach polsko-ukraińskich. Do tej pory nie przeprowadzono ekshumacji ani nie zapewniono godnego pochówku wszystkim ofiarom, mordowanym z wyjątkowym okrucieństwem i wyrachowaniem.
Kropla w morzu
Niedawno zakończono prace poszukiwawcze w Hucie Pieniackiej. Była to kolejna odsłona prac prowadzonych na Wołyniu i w Galicji. „To był ten etap, podczas którego szukaliśmy zarysów jam grobowych i potwierdzaliśmy, czy znajdują się w nich szczątki” – tłumaczy w rozmowie z „Echem Katolickim” ks. Tomasz Trzaska z Biura Poszukiwań i Identyfikacji Instytutu Pamięci Narodowej, dodając, że zarówno w jednym, jak i drugim przypadku odnaleziono i jamy, i szczątki. „W połowie lipca wyruszamy do Ostrówek i Woli Ostrowieckiej, aby tam przeprowadzić ekshumacje” – dodaje.
To jednak zaledwie kropla w morzu, ponieważ Rzeź Wołyńska pochłonęła ponad 100 tys. ofiar.
„Przeprowadziliśmy ekshumacje dosłownie w kilku miejscowościach, choć prace trwają właściwie od początku lat 90. XX w.”
– mówi duchowny. Zwraca uwagę, że mimo upływu ponad trzech dekad nadal jesteśmy na bardzo wczesnym etapie. „To zaledwie kilka wiosek spośród kilku tysięcy. Szacujemy, że zniszczono i spalono od 1,5 do 2 tys. miejscowości, a ich mieszkańców wymordowano” – tłumaczy.
Pytany, dlaczego przez tyle lat Ukraina nie wyrażała zgody na ekshumacje, mimo wielokrotnych polskich wniosków, ks. Trzaska przyznaje, że przeszkody leżały po stronie naszych sąsiadów. „Te blokady są nakładane przez stronę ukraińską, szczególnie po 2018 r. i później, kiedy stały się odpowiedzią na akty wandalizmu wobec upamiętnień członków UPA w Polsce” – tłumaczy.
„Nie bez znaczenia była również wojna” – dodaje, wskazując, że zmiana nastąpiła w 2024 r., kiedy wznowiono ekshumacje na Wołyniu.
„W tej chwili zauważamy pewien trend – strona ukraińska wydaje te zgody dużo szybciej i chętniej”
– przyznaje ks. Trzaska.
Interpretacja, nie fakty
Wiele osób zadaje sobie pytanie, dlaczego dla Ukraińców członkowie UPA – organizacji odpowiedzialnej za ludobójstwo na Wołyniu i mającej w swojej działalności bardzo mroczne karty – wciąż pozostają bohaterami.
Zdaniem ks. Tomasza Trzaski przyczyn jest kilka, a jedną z najważniejszych pozostaje poziom wiedzy historycznej.
„Historycy i dziennikarze, którzy zapoznają się z relacjami zgromadzonymi przez stronę polską i chcą poznać świadectwa ocalałych, znają fakty. Inaczej wygląda to wśród mieszkańców Ukrainy. Sądzę, że im dalej na wschód kraju, tym wiedza o tych wydarzeniach jest mniejsza lub wręcz zerowa. Trzeba przyznać, że jest to trudny moment w ich historii, więc temat ten nie funkcjonował w ukraińskiej edukacji. Jeśli już o nim mówiono, przedstawiano go jako konflikt polsko-ukraiński. Nie używano określeń «ludobójstwo», «rzeź» czy «czystka etniczna», nie wskazywano też na motywację sprawców” – wyjaśnia duchowny.
Jak podkreśla, celem było nie tylko wymordowanie Polaków zamieszkujących te ziemie, ale również zastraszenie tych, którzy mogliby kiedykolwiek chcieć tam powrócić.
Źródło: „Echo Katolickie” 27/2026
Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.