Niedźwiedź brunatny biegający na środku dużego miasta powinien być jasnym sygnałem ostrzegawczym, że coś poszło nie tak, jeśli chodzi o ochronę przyrody. Eko-ideologowie idą jednak w zaparte i nadal nie dostrzegają problemu.
Film nagrany wczoraj w samym centrum Przemyśla, ukazujący niedźwiedzia brunatnego biegającego po rynku, robi dziś furorę w sieci. Niedźwiedź to prawdopodobnie młody osobnik, zdezorientowany miejskim środowiskiem. To jednak, że trafił do centrum dużego miasta, nie jest przypadkiem. Dzikie zwierzęta, takie jak wilki, niedźwiedzie, dziki coraz częściej podchodzą do siedzib ludzkich w różnych częściach Polski. Powodów jest wiele. Jednym z nich jest kurczenie się ich naturalnych siedlisk, ale nie jest to bynajmniej powód jedyny. Innym jest nieodpowiedzialność ze strony ludzi, którzy pozostawiają poza zamkniętymi kontenerami resztki żywności mogące się stać atrakcyjnym pokarmem dla zwierząt. Można by zapewne wymienić jeszcze kilka przyczyn, dla których dzikie zwierzęta wychodzą ze swego naturalnego habitatu i stwarzają zagrożenie dla ludzi, jest jednak jedna, która wydaje się kluczowa: fałszywe przesłanki, którymi kierują się władze pod presją aktywizmu ekologicznego.
„Niedźwiedzie były pierwsze”
W ubiegłym roku część wakacji spędziłem w Bieszczadach. Słuchając jednej z lokalnych stacji radiowych natknąłem się na audycję, w której mieszkańcy wielu miejscowości skarżyli się na problemy z niedźwiedziami, które zupełnie zatraciły naturalny lęk przed człowiekiem i wchodzą praktycznie wszędzie – powodując bezpośrednie zagrożenie i olbrzymie straty materialne. Proponowane przez władze środki odstraszania są całkowicie nieskuteczne – zwierzęta praktycznie nic sobie z tego nie robią. Wchodzą na posesje, atakują ludzi, psy i owce, niszczą barcie. W drugiej części audycji wypowiadali się samozwańczy „eksperci”, czyli ekologowie, którzy nie żyją na miejscu, ale z bezpiecznej odległości pouczają miejscową ludność, że musi się nauczyć żyć z niedźwiedziami, wilkami i innymi drapieżnikami. Ze strony ekologów padło znamienne zdanie: „niedźwiedzie były tam pierwsze, ludzie muszą się dostosować”.
Logika pseudo-ekologów jest porażająca. Gdyby kierować się ich sugestiami, można by powiedzieć, że bakterie były przed ludźmi, więc nie należy leczyć chorób, a już za żadne skarby – nie wolno stosować antybiotyków. Przecież bakterie też mają prawo żyć. Takie jest prawo przyrody. Ponad prawem przyrody powinno jednak być prawo rozumu – to on sprawia, że jesteśmy ludźmi, a nie tylko prymitywnymi organizmami. Jeśli nie chcemy pozwolić aktywistom, aby sprowadzili nas do buszu, niszcząc wszystko, co przez tysiąclecia wypracowała cywilizacja, trzeba mówić głośno i wyraźnie „stop” eko-oszołomstwu. Nie ma ono wiele wspólnego z dobrze rozumianą troską o środowisko; jest raczej wyrazem ideologicznego zacietrzewienia i całkowitej odporności na racjonalne argumenty.
Koniec z bambinizmem
Bambinizm, czyli wyidealizowany obraz dzikiej przyrody, nie jest rozsądną troską o środowisko, ale zagrożeniem i dla człowieka, i dla samej przyrody. Czas skończyć z dyktatem ekologicznych pseudo-ekspertów, kierujących się ideologią ekologizmu, a zacząć uważnie słuchać tych, którzy przyrodę znają z pierwszej ręki: leśników, rolników, pszczelarzy, hodowców zwierząt. Nie chodzi o to, aby niszczyć przyrodę, ale o to, by uszanować pracę i życie tych, którzy z przyrodą mają do czynienia na co dzień, w odróżnieniu od mieszkających w miastach ekologów, którzy zapewne w warunkach, które usiłują narzucić innych, nie przetrwaliby miesiąca.
Ta banda imbecyli u władzy doprowadza do kolejnych tragedii w każdej dziedzinie życia społeczeństwa. Niedawno niedźwiedź zagryzł kobietę. A te barany dyskutują od miesięcy jak odstraszać te zwierzęta. Czy pistoletami gumowymi można?!
— Dariusz Matecki (@DariuszMatecki) 18 czerwca 2026
Niedźwiedź sobie biega po Przemyślu, po rynku! pic.twitter.com/Zkiaednwpj