Wychowali czworo dzieci, doczekali się siedmiorga wnuków, byli małżeństwem przez 44 lata. Elżbieta Kilarska będzie trzecią wdową pobłogosławioną w diecezji bielsko-żywieckiej. „Kiedy dowiedziałam się, że w Kościele istnieje taki stan, poczułam ogromny ścisk serca. Od razu przyszła myśl: to miejsce, do którego Bóg mnie zaprasza” – wspomina.
Będzie trzecią wdową pobłogosławioną w diecezji bielsko-żywieckiej. „Kiedy dowiedziałam się, że w Kościele istnieje stan wdów pobłogosławionych, poczułam ogromny ścisk serca. To był grom z jasnego nieba. Od razu przyszła myśl: „To jest miejsce, do którego Bóg mnie zaprasza” – wspomina.
O istnieniu Ordo Viduarum usłyszała podczas dnia skupienia Franciszkańskiego Zakonu Świeckich w Górkach Wielkich na Śląsku Cieszyńskim. Od prawie czterech dekad jest bowiem duchową córką św. Franciszka. To właśnie tam, po kazaniu, o. Innocenty Kiełbasiewicz OFM wspomniał o dziewicach konsekrowanych i błogosławionych wdowach. Ta krótka informacja rozpoczęła kilkuletni proces rozeznawania.
Czterdzieści cztery lata wspólnej drogi
Elżbieta i Władysław pobrali się bardzo młodo. Ona miała 22 lata, on 24. Razem przeżyli 44 lata małżeństwa. Ich życie koncentrowało się wokół rodziny i Kościoła. W Domowym Kościele uczyli się dialogu małżeńskiego, wspólnej modlitwy, regularnego czytania Pisma Świętego, comiesięcznych spotkań małżeńskich i zawierzania wszystkich spraw Chrystusowi.
„Powtarzano nam, że małżeństwo to nie dwoje ludzi patrzących na siebie, ale dwoje patrzących razem na Boga. To bardzo ułatwia życie” – wspomina.
Wychowali razem czworo dzieci – dwie córki i dwóch synów. Dziś Elżbieta cieszy się także z siedmiorga wnuków.
Śmierć męża przyszła niespodziewanie. Wyjechał na kilkudniowy wyjazd. Pomachał jej z samochodu. Już nie wrócił. „Był to bardzo trudny czas. Ale jednocześnie odkryłam, że lata formacji przygotowały mnie na ten moment. Chrystus dał mi siłę, by się nie załamać” – opowiada w rozmowie.
Dziś z perspektywy czasu widzi jeszcze jeden ważny znak. Rok przed śmiercią męża uczestniczyli w rekolekcjach przygotowujących do spowiedzi z całego życia. „Wtedy nie wiedzieliśmy, po co tam jedziemy. Dzisiaj widzę, że Pan Bóg prowadził nas znacznie wcześniej” – stwierdza.
Miłość, która nie kończy się wraz ze śmiercią
Wdowieństwo nie oznaczało dla niej zapomnienia o mężu. Przeciwnie. „Odkryłam, że moja miłość do Władysława i moja wierność wobec niego mogą zostać przeniesione z poziomu ziemskiego na poziom nadprzyrodzony” – wyjaśnia.
To właśnie ta myśl stała się jednym z fundamentów jej decyzji o wejściu do stanu wdów pobłogosławionych. „Nie szukam już ziemskiej miłości. Moje serce zostaje całkowicie zaślubione Chrystusowi” – tłumaczy i zaznacza, że, ślub czystości, który złoży wobec Kościoła, nie oznacza jedynie rezygnacji z ponownego małżeństwa.
„Chodzi o czystość serca, myśli, spojrzenia, języka, wrażliwości na drugiego człowieka. To zobowiązanie do życia Ewangelią i Kazaniem na Górze” – dodaje.
Wdowa uboga i Maryja
Spośród wszystkich biblijnych wdów najbardziej porusza ją uboga wdowa z Ewangelii, która wrzuciła do świątynnej skarbony dwa pieniążki. „Ona oddała Bogu wszystko. Taki ma być także dar mojego życia” – zauważa.
Równie ważnym wzorem pozostaje dla niej Maryja. „Maryja również została wdową. Straciła św. Józefa, a później patrzyła na śmierć swojego Syna. Wytrwała do końca. Dlatego jest dla mnie najpiękniejszym przykładem zawierzenia” – podkreśla.
Szczególnie bliskie są jej słowa proroka Izajasza: „Bo małżonkiem twoim jest twój Stwórca” (Iz 54,5). Często wraca także do Psalmu 32: „Pouczę cię i wskażę drogę, którą pójdziesz”.
Życie modlitwą
Po błogosławieństwie zewnętrznie niewiele się zmieni. Już dziś codziennie uczestniczy we Mszy św., odmawia Liturgię Godzin, różaniec, Koronkę do Miłosierdzia Bożego i trwa na adoracji Najświętszego Sakramentu. Od lat nie ma w domu telewizora. „Chcę dobrze zagospodarować czas. Wolę ciszę i rozmowę z Bogiem” – mówi.
Za swoją jałmużnę uważa między innymi zamawianie Mszy św. za osoby oddalające się od Boga oraz zwykłą gotowość pomocy ludziom spotykanym każdego dnia. „Mam być dla Boga poprzez ludzi, których stawia na mojej drodze” – akcentuje.
„Sama, ale nie samotna”
Przygotowując się do obrzędu błogosławieństwa, uczestniczyła w rekolekcjach dla wdów w Częstochowie, Kalwarii Zebrzydowskiej i Niepokalanowie.
Najbardziej ujęły ją spotykane tam kobiety. „Zobaczyłam osoby pełne pokoju, radości i dyskretnej dobroci. Kobiety z misją” – wyznaje.
Początkowo jej dzieci nie rozumiały decyzji matki. „Pytały: „Przecież i tak codziennie chodzisz do kościoła. Po co ci jeszcze takie błogosławieństwo?” – relacjonuje Elżbieta. Z czasem jednak zobaczyły rodzący się w niej pokój. Dzisiaj wspierają ją i pomagają przygotować uroczystość.
„Nie zamykajcie serca przed Bogiem”
Zapytana, co powiedziałaby kobietom, które właśnie przeżywają śmierć męża, odpowiada bez wahania: – Dajcie sobie czas na ból i żałobę. Nie uciekajcie od nich. Ale nie zamykajcie drzwi swojego serca przed Bogiem. Pustkę po współmałżonku tylko On potrafi naprawdę wypełnić.
Dodaje, że wdowa nie przestaje być matką, babcią czy teściową. „To nie jest ucieczka od świata. To przeniesienie owoców naszego małżeństwa na poziom życia z Bogiem” – podkreśla.
Jej ulubione słowa z Ewangelii św. Jana brzmią: „Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem” (J 15,16). „To nie ja wymyśliłam sobie tę drogę. To Bóg mnie wybrał. A moją odpowiedzią może być tylko wdzięczność” – uśmiecha się.
Dlatego o swoim powołaniu mówi najprościej: – Jestem sama, ale nie jestem samotna. Otrzymałam od Boga piękny dar. I za ten dar każdego dnia Mu dziękuję.
Kapłani z rodzinnego Borzęcina
Ważny wpływ na duchową drogę Elżbiety Kilarskiej mieli kapłani związani z jej rodzinnym Borzęcinem. Szczególnie wspomina ks. prał. Stefana Motykę, wieloletniego proboszcza i budowniczego parafii w Borzęcinie Dolnym, którego nazywa „świętym kapłanem”. Jak opowiada, już jako młoda mężatka była przez niego zapraszana na rozmowy duchowe.
„On uwrażliwiał mnie na życie duchowe. Dziś wiem, że to wszystko wymodlił” – mówi.
W rozmowie wspomina także ks. Jerzego Czuja, który również uczestniczył w spotkaniach formacyjnych prowadzonych przez ks. Motykę. Sam ks. Motyka pozostaje jedną z najbardziej zasłużonych postaci w historii Borzęcina. Przez blisko 30 lat kierował parafią, a mieszkańcy zapamiętali go jako gorliwego duszpasterza i człowieka głębokiej modlitwy.
Stan wdów pobłogosławionych jest jedną z najstarszych form życia konsekrowanego w Kościele, znaną już w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. O wdowach poświęconych modlitwie i posłudze wspomina m.in. św. Paweł w Pierwszym Liście do Tymoteusza (1 Tm 5,3–16).
Tradycja ta stopniowo zanikła, jednak po Soborze Watykańskim II zaczęła odradzać się w wielu Kościołach lokalnych. Obecnie kolejne diecezje w Polsce ustanawiają własne zasady przyjmowania wdów do tego stanu.
Wdowa pobłogosławiona pozostaje osobą świecką – mieszka we własnym domu, nie wstępuje do zakonu i nie prowadzi życia wspólnotowego. Jej powołanie realizuje się w codziennym życiu, poprzez modlitwę, służbę Kościołowi i świadectwo wiary.
Kandydatka składa wobec biskupa publiczne zobowiązanie do życia w doskonałej i dozgonnej czystości, pozostając wierna więzi małżeńskiej przeżywanej już w perspektywie wieczności. Po obrzędzie błogosławieństwa pozostaje pod opieką kierownika duchowego i uczestniczy w formacji.
Duchowość wdów opiera się przede wszystkim na modlitwie i służbie. Zwykle obejmuje codzienne odmawianie Liturgii Godzin, uczestnictwo w Eucharystii, regularną spowiedź, nabożeństwa maryjne oraz zaangażowanie w życie parafii i dzieła miłosierdzia.
Kościół postrzega wdowę pobłogosławioną jako znak eschatologiczny – przypomnienie, że ostatecznym przeznaczeniem człowieka jest zjednoczenie z Bogiem. Jej życie jest świadectwem, że miłość małżeńska nie kończy się wraz ze śmiercią współmałżonka, lecz zostaje przemieniona i dopełniona w oblubieńczej relacji z Chrystusem.
Źródło: KAI
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.