Znikają przedszkola, nie ma chętnych na zajęcia muzyczne, nie ma komu wyjść na boisko. Brakuje pracy dla nauczycieli. W ciągu roku liczba Polaków spadła o kolejne 159 tys. O konsekwencjach mówi prezes Unii Miasteczek Polskich Grzegorz Cichy.
Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, liczba ludności Polski na koniec czerwca spadła o 159 tys. w porównaniu z czerwcem 2025 r. W naszym kraju mieszka zatem 37,243 mln osób. Tempo ubytku rzeczywistego w I półroczu wyniosło minus 0,24 proc., co oznacza, że na każde 10 tys. mieszkańców Polski ubyły 24 osoby (wobec 23 osób przed rokiem). Ze wstępnych danych wynika, że w I półroczu zarejestrowano ok. 115 tys. urodzeń żywych. To o ok. 1 tys. mniej niż rok wcześniej.
Szkoły w kryzysie
PAP zapytała prezesa Unii Miasteczek Polskich (UMP) Grzegorza Cichego m.in. o to, czy kryzys demograficzny wpłynie na funkcjonowanie przedszkoli i szkół.
Zwrócił on uwagę, że w żłobkach, przedszkolach i szkołach już jest mniej dzieci. „Dlatego sporo samorządów decyduje się na likwidację oddziałów albo przymierza się do tego, że likwidacja nastąpi w przyszłym roku szkolnym, czyli od 1 września 2027 r.” – powiedział.
To oznacza – zauważył – mniej godzin dla nauczycieli.
„Za chwilę może pojawić się problem, co z tymi nauczycielami zrobić. Czasami pojawiają się wakaty, brakuje np. nauczycieli specjalistów, więc być może wakaty uda się uzupełnić, jednak te osoby będą musiały np. zmieniać kwalifikacje, co też to wymaga czasu” – dodał.
Skalę zjawiska, jak podkreślił Cichy, samorządowcy poznają w październiku, gdy 30 września otrzymają dokładne dane. W tej chwili – poinformował – już znika problem braku miejsc w przedszkolach. Zauważył też, że oddziały przedszkolne i przedszkola są zamykane przez większe miasta.
Uzbierać jedenastkę
Kryzys demograficzny – ocenił – oznacza nie tylko brak dzieci w szkołach, ale również szereg innych zjawisk. „Zaczyna brakować dzieci do gry w piłkę, więc i nabory w akademiach piłkarskich cieszą się mniejszym zainteresowaniem. Mniej dzieci uczęszcza na zajęcia w domach kultury, np. muzyczne. To z kolei rzutuje na funkcjonowanie społeczności lokalnych, bo brak dzieci i młodzieży powoduje, że z pewnych inicjatyw się rezygnuje” – dodał.
Według prezesa UMP największy problem widoczny w danych GUS to brak perspektywy zmiany. „Dane demograficzne pokazują, że co roku będzie gorzej. Ten trend jest bardzo niepokojący” – ocenił.
Jeśli trend się utrzyma – dodał – to „nie będzie naboru”. „Jeżeli jeden, drugi i kolejny rocznik będzie pusty, to szkoła nie będzie miała kogo uczyć. Nawet jeżeli jest będzie dwoje dzieci z tego samego rocznika i szkoła będzie starała się utworzyć klasę, to przecież rodzice, którzy usłyszą, że ich dziecko ma chodzić do dwuosobowej klasy, zabiorą dziecko ze szkoły” – dodał.
Dwuosobowa klasa
W jego ocenie pojawi się też problem z utrzymaniem małych szkół wiejskich, w których klasy nie będą liczne. „Nie chodzi tylko o koszty utrzymania szkół, ale i o socjalizację, integrację uczniów, to wszystko, co się otrzymuje w grupie rówieśniczej. Szkoła, w której jest osiem klas i tylko kilkanaście czy kilkadziesiąt dzieci, przestaje mieć rację bytu jako miejsce dobrej edukacji” – zauważył. Z kolei brak szkoły w miejscowości – dodał – to powód, by np. w danej wsi nie mieszkać, tylko wyprowadzić się w poszukiwaniu lepszych warunków życia – do miasta.
Cichy uważa, że państwo powinno podejmować działania, które zachęcą do pozostania w małych miejscowościach, co może się przełożyć na to, że ludzie będą chcieli tam zakładać rodziny. „Jako Unia Miasteczek Polskich alarmujemy, by przede wszystkim w małych miastach tworzyć specjalne miejsca, gdzie mogą powstać przedsiębiorstwa z atrakcyjną dla młodych ludzi płacą. Chcemy, żeby zakłady czy przedsiębiorstwa powstawały nie tylko w okręgach przemysłowych czy specjalnych strefach ekonomicznych, ale i w mniejszych ośrodkach. W miasteczku czy wsi zakład, który zatrudni 50 osób, to już ważny pracodawca. To znaczy czasem bardzo dużo” – powiedział.
Prezes UMP dodał, że innym problemem dostrzeganym przez samorządowców jest to, że niektórzy rodzice wolą dla swoich dzieci szkoły miejskie od wiejskich – nawet nie oczekują transportu gminnego, tylko sami zawożą swoje dzieci do przedszkola czy szkoły w drodze do pracy.
„Przykładowo, jeżeli ktoś mieszka na wsi, np. w Szczytnikach koło Proszowic, a jedzie do pracy do Krakowa, to zawozi dziecko do przedszkola w Proszowicach. Dziecko poznaje tam kolegów i chce z nimi następnie chodzić do klasy podstawowej. Zamiast iść do szkoły w Szczytnikach, idzie do szkoły w Proszowicach. To jest coraz powszechniejsze zjawisko, gdy dzieci z terenów wiejskich wożone są do szkół miejskich. Czasami też rodzice szukają w mieście lepszego, jak im się wydaje, poziomu nauczania. Może się więc wkrótce okazać, że na wsiach zostanie bardzo niewiele przedszkoli czy szkół” – dodał.
Prezes UMP ocenił, że „za pięć czy dziesięć lat pojawi się problem, że niewielkie gminy, mające dzisiaj do wykonywania taki sam katalog zadań publicznych jak Warszawa, Kraków, Gdańsk czy Wrocław, gminy małe, np. trzy-czterotysięczne, nie będą miały dla kogo tych usług wykonywać”.
Opatrunek
Na początku kwietnia br. prezydent Karol Nawrocki podpisał nowelizację ustawy Prawo oświatowe. Jej przepisy – jak podkreślał resort edukacji – mają być alternatywą dla likwidacji małych szkół podstawowych w obliczu zmian demograficznych. Przewidują m.in. możliwość tworzenia filii szkół podstawowych i umożliwienie samorządom wykorzystania wolnych pomieszczeń w szkołach, przedszkolach i innych placówkach edukacyjnych na potrzeby lokalnej społeczności. Zapisy pozwolą dostosować edukację na poziomie szkół podstawowych do zmian demograficznych, chroniąc przy tym – tam, gdzie jest to możliwe – usytuowane blisko domu rodzinnego – szkoły podstawowe.
Jednak zdaniem rozmówcy PAP, ustawa „to nie lekarstwo, tylko opatrunek”. Ocenił m.in., że rozwiązanie „na długo nie wystarczy”, bo gminy „będą musiały zmierzyć się za chwilę z dużym problemem ubytku uczniów, ponieważ coraz więcej szkół podstawowych poza aglomeracjami i miastami nie ma nawet tych 96 uczniów, o których mowa w przypadku programu Mała Szkoła BIS”.
Prezes UMP podkreślił, że „nadal największym kosztem nie jest utrzymanie budynku szkoły, tylko wynagrodzenia nauczycieli i personelu”. „Niezależnie od tego czy dzieci w klasie jest pięcioro czy 25 to pensja nauczyciela pozostaje taka sama” – zaznaczył. (PAP)
Źródło: 
Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.