„Złowrogie elementy orientalne”. Filozof wyjaśnia, skąd bierze się humanizacja zwierząt

„Zaciera się różnica między człowiekiem i zwierzęciem. Bardzo łatwo jest wmówić ludziom, że istnieją jakieś prawa zwierząt, że tym prawom wszyscy powinniśmy się podporządkować i nimi żyć” – mówi prof. Paweł Skrzydlewski, filozof, rektor Akademii Zamojskiej.

Humanizacja zwierząt jest dziś powszechnym zjawiskiem. To nie tylko słynne „psieci” zajmujące miejsce synów i córek.

Bezpańskie psy są nazywane „bezdomnymi” i mało kogo to dziś. W ten sposób stawia się znak równości między człowiekiem znajdującym się w trudnej sytuacji a zwierzęciem niemającym właściciela. To samo dotyczy określenia „adopcja”, powszechnie stosowanego wobec psów i kotów.

Często słyszmy też o „prawach zwierząt”, choć coś takiego nie istnieje – są obowiązki ludzi wobec zwierząt, np. konieczność żywienia domowego pupila czy zakaz krzywdzenia go, ale zwierzę nie jest podmiotem prawa. Problem humanizacji zwierząt – co w praktyce oznacza odebranie człowiekowi godności – nasilił się ostatnio w związku ze sprawą nieprawidłowości w schronisku dla psów w Sobolewie.

„Oczywiście nie ma przypadków – komentuje prof. Paweł Skrzydlewski w rozmowie z „Nszym Dziennikiem”. – Jeśli chodzi o proces humanizacji zwierząt, chorego promowania tzw. praw zwierząt, to trzeba wskazać na kilka bardzo poważnych przyczyn. Istnieje dziś bez wątpienia pewien napór Orientu na Zachód. Świadomie używam tego sformułowania zaczerpniętego od Feliksa Konecznego, który akcentował przede wszystkim przenikanie złowrogich w stosunku do Zachodu elementów orientalnych niszczących naszą tożsamość. Dziś ten napór Orientu dotyczy zagadnień światopoglądowych”.

Człowiek to pies, pies to człowiek

Jak tłumaczy filozof, Orient posługuje się pojęciem emanacjonizmu.

„Jest to teoria rzeczywistości, a dokładnie mówiąc, powstania rzeczywistości na zasadzie pewnego wylania się z boskiego praźródła – tłumaczy rektor Akademii Zamojskiej. – Im dalej od tego boskiego praźródła w emanacjonizmie, tym gorzej. Z racji tego, że materia się nie udziela, jest symbolem zła w emanacjonizmie. Dusze, które stanowią zasadę życia, są na gruncie emanacjonizmu czymś różnym i różnorodnym, ulegającym reinkarnacji. Ożywiają zwierzęta i ludzi. Jednak to, gdzie dusza zawędruje, do jakiego ciała, jest kierowane boskim prawem przeznaczenia, tzw. karmy. W związku z tym mamy na gruncie orientalnego spojrzenia wieloznaczne rozumienie zwierzęcia i człowieka. Dla przedstawicieli Orientu pies może być traktowany jako dusza uwięziona w psim ciele. Z drugiej strony człowiek może się jawić jako dusza psa żyjąca w ciele człowieka. Zaciera się zatem różnica między człowiekiem i zwierzęciem. W tym ujęciu sama natura, cały kosmos, staje się w istocie rzeczy czymś boskim. Pojawia się swoisty kult natury, kult o charakterze religijnym. Trudno dokonać racjonalnej analizy tego zagadnienia, bo sam ten kult jest czymś kompletnie nieracjonalnym”.

Emanacjonizm, nawet jeśli nie jest świadomie wyznawany, zmienia podejście człowieka do natury.

„Na kanwie właśnie takiego mętnego, nieprecyzyjnego, ubóstwiającego spojrzenia na świat przyrody, natury, człowieka, gdzie wszystko się zaciera, bardzo łatwo jest wmówić ludziom przekonanie, że istnieją jakieś prawa zwierząt, że tym prawom wszyscy powinniśmy się podporządkować i nimi żyć” – podsumowuje prof. Skrzydlewski.

Źródło: „Nasz Dziennik”

Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama

reklama