Nacisk na to, aby aborcja uznana została za „prawo człowieka” nasila się z każdym rokiem. Jeśli nie ockniemy się i nie powiemy stanowczo „nie”, wkrótce może być za późno. Kryjąca się pod hasłem „praw reprodukcyjnych” (SRHR) strategia wymuszenia na wszystkich państwach pełnej legalizacji aborcji realizowana jest krok po kroku, z żelazną stanowczością.
Na początku tego roku proaborcyjna organizacja „My Voice, My Choice” opublikowała na YouTube film, w którym wzywa do ochrony „praw do aborcji”. W filmie występuje Valérie Hayer, przewodnicząca partii UE Renew Group. Dziennikarz pyta Hayer, pochodzącą z Francji, co czuje, mając aborcję zapisaną jako prawo w konstytucji jej kraju. Valerie chwali swój rząd i prezydenta Macrona za ich wysiłki, a następnie dodaje:
„Widzimy, co dzieje się w każdym kraju, gdzie do władzy dochodzi skrajna prawica i populiści. A nawet zanim objęli władzę, już grozili i atakowali prawa kobiet. A prawo do aborcji jest kluczowym prawem kobiet. To jest warunek wolności.”
Hayer i jej partia UE nie są jedynymi podmiotami, którzy postrzegają aborcję jako „kluczowe prawo” i „warunek wolności”. Są elementami coraz głośniejszego i coraz bardziej natarczywego chóru osób w UE, które usiłują przedstawiać aborcję jako fundamentalne prawo człowieka.
Chociaż aborcja oficjalnie nie jest jeszcze uznana za „podstawowe prawo” w UE, nacisk na rzecz tego, aby tak się stało, nasila się z każdym rokiem. Ten nacisk, podważający u samych fundamentów zarówno etykę jako całość, jak i ideę praw człowieka, wzmógł się w ciągu ostatniego dziesięciolecia. Jednym z jego wyrazów jest promocja koncepcji „praw i zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego”. Warto zapamiętać angielski skrót SRHR (Sexual and Reproductive Health and Rights), ponieważ jest on kluczowy dla zrozumienia tego, co obecnie usiłują narzucić wszystkim instytucje międzynarodowe, w tym Unia Europejska oraz ONZ. Kierunek wytyczony został wiele dekad wcześniej.
Droga do SRHR
Solidnie udokumentowany artykuł naukowy autorstwa Lourdes Peroni i Marty Bucholic zatytułowany: „W kierunku wspólnej polityki aborcyjnej UE? Rezolucje Parlamentu Europejskiego dotyczące aborcji jako «kwestii praw człowieka»” wskazuje, że próby redefinicji aborcji sięgają już lat 90. Trybunał Sprawiedliwości UE wydał wtedy apel o zbadanie „powiązań między aborcją a koncepcją usług w prawie wspólnotowym”.
W tym samym czasie Parlament Europejski formułował kolejne rezolucje zmierzające do zdefiniowania „praw seksualnych i reprodukcyjnych”. Rezolucje te przedstawiały aborcję jako „afirmację prawa kobiety do samostanowienia nad własnym ciałem”. Biorąc pod uwagę ówczesne ustalenia, Europarlament zaproponował, aby państwa członkowskie „zalegalizowały aborcję w określonych warunkach.”
W 2002 roku PE wyraził obawy dotyczące rozbieżności w stosowaniu antykoncepcji i „odpowiedniej edukacji seksualnej” w krajach aplikujących do członkostwa w Unii. Już wówczas zwróciło to uwagę grup antyaborcyjnych, które skrytykowały stanowisko PE jako działania na rzecz legalizacji aborcji w krajach kandydujących do UE.
Przed rozszerzeniem UE w 2004 roku PE zatwierdził rezolucję, która określała prawa SRHR, w tym „prawo do aborcji” jako element „praw reprodukcyjnych kobiet.” Dokument przestrzegał państwa członkowskie o ryzyku „niebezpiecznych” aborcji i sugerował kroki mające zapewnić ich „bezpieczeństwo”.
W ciągu kolejnych lat zaczęły się pojawiać poprawki do porozumień, które pierwotnie wprowadzono w latach 90. Ukształtowały one późniejsze postrzeganie aborcji przez UE jako „prawa fundamentalnego”.
Po wejściu w życie Traktatu Lizbońskiego w 2009 roku, artykuł 2 Traktatu Unii Europejskiej zaliczył aborcję do kategorii praw człowieka. To samo widniało w Karcie UE w 2000 roku. Od 2013 roku, kwestie związane z SRHR zaczęły się pojawiać regularnie w europejskich dokumentach.
Po zażartej debacie udało się odrzucić pierwotny dokument zatytułowany Raport Estreli (nazwany na cześć Edite Estrela, portugalskiej europosłanki z Partii Socjalistycznej). Wkrótce jednak pojawił się kolejny wniosek, który zmierzał do „ujednolicenia” polityki państw członkowskich w tej dziedzinie.
Rok 2021: „odmowa aborcji to forma przemocy”
Przełomowy był rok 2021, gdy opublikowana została rezolucja SRHR, mówiąca o „bezpiecznej i legalnej opiece aborcyjnej”, wiążąc ją z opieką zdrowotną i prawami kobiet. Pojawiło się wtedy sformułowanie, że SRHR należy do „praw człowieka”, które muszą być przestrzegane przez państwa członkowskie UE na równi z uznanymi wcześniej prawami człowieka, takimi jak „prawo do życia, równość i wolność od nieludzkiego i poniżającego traktowania”.
Gdy aborcja zaczęła być ukazywana jako rzekome „prawo człowieka”, można było jednocześnie określić jej odmowę jako „formę przemocy wobec kobiet”. Tak więc działania ograniczające dostęp do „bezpiecznych aborcji” zaczęły być porównywane do „tortur, nieludzkiego traktowania i arbitralnych zabójstw ze względu na płeć”.
Rezolucja wprowadziła także koncepcję „soczewki prywatności”, w której podstawą SRHR powinno być gwarantowanie „prawa do wyboru i autonomii wobec ciała osoby.” Pojawiło się zalecenie, aby państwa członkowskie „dekryminalizowały aborcję i usuwały przeszkody w legalnej aborcji.” Państwa mają również dokonać przeglądu własnych przepisów, aby dostosowywać je do „międzynarodowych standardów praw człowieka” w zakresie aborcji na żądanie we wczesnej ciąży oraz gdy życie kobiety jest zagrożone. Ta rezolucja stała się „politycznym przyciskiem”, uruchamiającym kolejne działania państw członkowskich.
Chociaż PE formalnie pozostawił decyzję o prawach do aborcji państwom członkowskim, znalazły się one w centrum uwagi i za każdym razem, gdy dane państwo uchwalało przepisy niezgodne z proaborcyjnym kierunkiem wyznaczonym przez europejskie elity, czekała je reprymenda. Tak było m.in. w sytuacji, gdy Węgry uchwaliły prawo wymagające od kobiet wysłuchania bicia serca płodu przed podjęciem decyzji o aborcji. UE oświadczyła Węgrom, że ich „prawo o biciu serca” narusza „prawa kobiet” i „wartości UE”.
Gdy Sąd Najwyższy USA uchylił wyrok w sprawie Roe przeciwko Wade, Europarlament wezwał do zagwarantowania „praw aborcyjnych” w Karcie Praw Podstawowych UE. Jak dotąd wezwanie nie przyniosło skutku, ponieważ nie zgodziły się na to państwa członkowskie, ale można się spodziewać kolejnych monitów, rezolucji i innych form „miękkiego nacisku” – kierunek pozostaje niezmienny.
Erozja praw człowieka
Próby włączania aborcji do praw człowieka podważają u samych podstaw ideę tych praw. Ceną wolności jednej osoby nie może być życie drugiej. Twierdzenie, że kobieta powinna mieć wolność wyboru co do tego, czy chce urodzić noszone w swym łonie dziecko, czy odebrać mu życie oznacza, że nie ma już równości wobec prawa, ale są „równi i równiejsi”. Trudno wyobrazić sobie bardziej brutalne pogwałcenie fundamentalnych praw człowieka niż gdy bezbronnej osobie (dziecko) odbiera się wszelkie prawa, a drugiej (kobieta) przyznaje się pełną wolność decyzji.
Choć „prawo do aborcji” nie zostało nigdy uznane w międzynarodowych traktatach ani konwencjach, instytucje międzynarodowe, takie jak Unia Europejska i Organizacja Narodów Zjednoczonych od dziesięcioleci starają się wymusić na poszczególnych państwach, aby uznały to rzekome prawo. Alliance Defending Freedom International zwraca uwagę na kolejne rezolucje i inne dokumenty ONZ, które podążają w tym kierunku, zarówno jeśli chodzi o Zgromadzenie Ogólne ONZ, jak i rozmaite agendy tej organizacji.
W książce „Powstanie fałszywych praw: jak ONZ przeszła od uznawania wrodzonych wolności do tworzenia własnych praw” Meghan Grizzle Fischer pokazuje, jak organizacja ta usiłuje narzucać państwom członkowskim własne koncepcje prawne, wbrew woli ich obywateli. Jedną z tych koncepcji jest właśnie rzekome „prawo do aborcji”.
Fischer przestrzega przed lekceważeniem tych działań ONZ i apeluje o zwracanie uwagi na język, którym posługują się agendy tej organizacji. Przykładowo, Fundusz Ludnościowy ONZ postrzega siebie jako „wiodącą agendę ONZ na rzecz zapewnienia świata, w którym każda ciąża jest pożądana, każdy poród bezpieczny, a potencjał każdego młodego człowieka jest realizowany.” Co znaczy, że „każda ciąża jest pożądana”? Nic innego, jak tylko to, że państwa mają zapewnić „szeroki zakres usług seksualnych i reprodukcyjnych", w tym „bezpieczną opiekę aborcyjną” oraz „antykoncepcję awaryjną”. Krótko mówiąc, Fundusz Ludnościowy próbuje wymusić na wszystkich państwach legalizację aborcji, w tym powszechną dostępność pigułki aborcyjnej (ona bowiem kryje się pod terminem „antykoncepcja awaryjna”).
Strategia aborcjonistów jest jasna: wprowadzić tak dalece idący zamęt pojęciowy odnośnie do praw człowieka, aby to, co jest ich oczywistym zaprzeczeniem, zostało uznane za jedno z tych praw. Odebranie życia bezbronnej istocie ludzkiej znajdującej się w łonie matki pod pozorem „ochrony zdrowia” jest nie do pogodzenia z ideą praw człowieka, a jednak kluczowe instytucje międzynarodowe krok po kroku, z żelazną konsekwencją usiłują wmówić wszystkim, że jest inaczej. Dehumanizacja nienarodzonego dziecka nie ma jednak nic wspólnego z prawami człowieka i trzeba to powtarzać tym głośniej, im bardziej europejskie i światowe elity starają się realizować swą pro-aborcyjną strategię.
Źródło: CNE, https://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1111/eulj.70005
Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.