Najcenniejszym zwycięstwem Yuny Kim jest wiara. Mistrzyni olimpijska opowiada o swoim nawróceniu

Dwukrotna medalistka olimpijska, wielokrotna mistrzyni świata i jedna z największych ikon łyżwiarstwa figurowego. Yuna Kim zachwycała talentem i pokorą na lodzie, ale za największe zwycięstwo uważa coś innego. Kontuzje i spotkanie z katolickimi lekarzami stały się początkiem drogi, która doprowadziła ją do chrztu i głębokiej wiary.

Yuna Kim urodziła się w 1990 r. w Korei Południowej. Jest niezwykle popularna w swoim kraju i poza jego granicami, również po zakończeniu znakomitej kariery sportowej.

Łyżwiarka zdobyła złoty medal na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Vancouver w 2010 r. oraz srebro na igrzyskach w Soczi w 2014 r., po bardzo kontrowersyjnym werdykcie sędziów, którzy faworyzowali reprezentantkę gospodarzy, Rosjankę Adelinę Sotnikową. Yuna wykazała klasę nie tylko na lodzie, ale także w sposobie przyjęcia porażki – wszyscy oczekiwali od niej sprzeciwu, jeśli nie pełnego gniewu, to przynajmniej wyrażającego niedowierzanie po tym, jak medal został jej dosłownie „wyrwany z rąk”. 

Tymczasem nie wywołała żadnej polemiki: „Dałam z siebie wszystko i niczego nie żałuję. Otrzymałam taką ocenę, na jaką zasłużyłam”. Swoim zachowaniem zaprezentowała postawę fair play, która nie jest dziś czymś oczywistym. Yuna zdobyła także mistrzostwo świata w 2009 i 2013 r. (ma również dwa srebrne i dwa brązowe medale mistrzostw świata) oraz wiele innych prestiżowych tytułów.

„Zaczęłam jeździć na łyżwach, gdy miałam pięć lat – dla zabawy, razem z moją siostrą. Przez siedemnaście lat moja mama towarzyszyła mi na treningach, dokądkolwiek jeździłam. Bez jej obecności i wsparcia nigdy nie osiągnęłabym tego, co udało mi się zdobyć. Dobry trener kosztuje bardzo dużo, a zagraniczne wyjazdy nie są dostępne dla każdego” – wspomina łyżwiarka. „Moja pierwsza trenerka, Jong-Hyeon Ryu, przekonała mnie, że mam duże możliwości, ponieważ – jak mówiła – moje mięśnie i budowa ciała są wręcz stworzone do jazdy na łyżwach. Urodziłam się z dobrymi predyspozycjami, być może bardziej niż z talentem, a moja trenerka potrafiła pokierować moim rozwojem we właściwy sposób, zachowując odpowiednią równowagę” – dodaje.

Opatrznościowe spotkania

„Od 2006 r. zaczęłam zmagać się z kontuzjami, które zmuszały mnie do ciągłych wizyt w szpitalu. Właśnie tam doszło do opatrznościowego spotkania z kilkoma katolickimi lekarzami, z którymi zbudowałam relację opartą na zaufaniu. Cytowali mi fragmenty z Pisma Świętego, aby podtrzymać mnie na duchu i pocieszyć. Bardzo pomogło mi to przezwyciężyć przede wszystkim trudności psychiczne wynikające z ciągłych nawrotów problemów zdrowotnych” – opowiada Yuna o swoim nawróceniu.

To jednak, jak podkreśla, nie wszystko: „Nie próbowali mnie nawracać. Ich postawa była bezinteresownym gestem wobec młodej dziewczyny przeżywającej trudny okres zarówno w życiu, jak i w karierze sportowej. Stopniowo zaczęłam zastanawiać się nad wiarą. Była to dla mnie zupełnie nowa droga. Ani moja mama, ani mój tata nie byli wierzący. W szpitalu poznałam także ojca Lee – był kapelanem kliniki, a jednocześnie pacjentem. Tak rozpoczęła się droga nawrócenia, która doprowadziła mnie do łaski chrztu oraz do życia pełnego wiary, modlitwy i świadectwa. To jest najcenniejszy medal, jaki noszę zawsze przy sobie, w każdej chwili mojego życia”.

Źródło: vaticannews.va/pl

Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.

« 1 »