Noworodki śpią na ulicach. Na Kubie nie ma prądu

Z powodu upałów małe dzieci i osoby starsze śpią na chodnikach, bo tam jest chłodniej niż w domach. W całym kraju załamał się system elektroenergetyczny. Oznacza to także brak wody, ponieważ przestają działać pompy.

„Znów w ciemnościach, znów bez wody, przy temperaturze niemal 40 stopni w czasie najpoważniejszego kryzysu energetycznego w historii. To piekło. W ostatni piątek, po raz drugi w tygodniu, załamał się cały system elektroenergetyczny. Przywrócenie zasilania z głównych elektrowni może potrwać kilka dni” – mówi Luca Bondi, prezes włoskiej organizacji humanitarnej Semi di Pace (Ziarna Pokoju).

Przyczyną jest fatalny stan przestarzałych elektrowni, które mają od 40 do 60 lat – tłumaczy Bondi. Co więcej, brak jest części zamiennych, a ponad sto elektrowni olejowych stanęło, bo nie ma oleju. Premier Kuby Manuel Marrero otwarcie przyznaje, że sytuacja jest bardzo poważna. I wskazuje na amerykańską blokadę, która powoduje, że na Kubę nie przypływają tankowce z ropą naftową.

Komunistyczny kraj sam zaspokaja 40 proc. swojego zapotrzebowania. Resztę zapewniały dostawy z Wenezueli, Rosji i Meksyku. Po uprowadzeniu prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro dostawy z tego państwa ustały. Później, z powodu amerykańskich sankcji, tankowce przestał wysyłać Meksyk.

Brak dostaw energii dotyka w tej chwili 10 milionów Kubańczyków.  

Walka o przetrwanie

Brak energii na wyspie pociąga za sobą tragedię humanitarną, która sprowadza codzienne życie do walki o przetrwanie – tłumaczy Luca Bondi, który mieszka na Kubie od 28 lat, czyli od czasu, gdy św. Jan Paweł II powiedział w Hawanie: „Kuba otwiera się na świat, a świat otwiera się na Kubę”.

„Długotrwałe braki prądu w całym kraju to nie tylko brak oświetlenia, ale reakcja łańcuchowa – tłumaczy Bondi. – W dużych miastach, takich jak Hawana i Santiago, wyłączenie pomp elektrycznych oznacza natychmiastowe przerwanie dostaw bieżącej wody”.

To z kolei powoduje, że z powodu upałów w domach nie można mieszkać. Noworodki, osoby starsze i chore zmuszone są spędzać noce na ulicach, placach i chodnikach, bo tam jest nieco chłodniej.

Szpitale na skraju upadku

Jednak najbardziej brak energii odczuwają szpitale i placówkach opieki zdrowotnej i społecznej, gdzie brak prądu uniemożliwia ratowanie życia, chłodzenie niezbędnych leków.

Jak mówi Bondi: „Ludność cierpi, ledwo wiąże koniec z końcem, chore dzieci nie mają odpowiedniej opieki i umierają. Osoby starsze są zagubione, matki nie wiedzą, jak zapewnić swoim dzieciom niezbędne produkty, a ceny żywności gwałtownie rosną”.  

W większości najgęściej zaludnionych dzielnic brakuje podstawowych urządzeń sanitarnych, a brak możliwości mycia się lub picia czystej wody sprzyja pojawianiu się ognisk chorób zakaźnych. Pierwsze potwierdzone przypadki cholery zaczynają już pojawiać się wśród bezdomnych.

Źródło: vaticannews.va/pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.

« 1 »