Administracja Donalda Trumpa zapowiedziała przekazanie mieszkańcom Kuby 100 mln dolarów pomocy humanitarnej. Sekretarz stanu Marco Rubio zaznaczył jednak, że pomoc nie może być dystrybuowana przez rząd ani wojsko. Trafiałaby wyłącznie za pośrednictwem organizacji humanitarnych i religijnych, m.in. katolickiej Caritas.
Rubio, którego rodzina pochodzi z Kuby, powtórzył te warunki w przemówieniu z okazji kubańskiego Dnia Niepodległości. Oskarżył władze w Hawanie o kryzys gospodarczy i chroniczne braki energii.
Prezydent Kuby Miguel Díaz-Canel zadeklarował, że Kuba przyjęłaby pomoc, jednocześnie krytykując nowe warunki i ponawiając apel o złagodzenie amerykańskiego embarga. Napięcia dodatkowo zwiększyło postawienie w USA w stan oskarżenia byłego przywódcy Kuby Raúla Castro.
Komentując sprawę dla Yahoo USA, specjalistka w dziedzinie sytuacji na Kubie Dulce Suarez z Florida International University podkreśliła, że organizacje religijne od lat skutecznie docierają do Kubańczyków tam, gdzie państwo zawodzi. Niedawno amerykańskie media publikowały reportaże pokazujące głodnych mieszkańców szukających pomocy w katolickich parafiach.
Autorka przypomina, że podobny model działał już po huraganie Melissa w 2025 r., gdy pomoc z USA trafiała na wyspę właśnie przez sieci kościelne. Kościół katolicki dysponuje jedną z najlepiej rozwiniętych struktur poza aparatem państwowym, także na terenach wiejskich.
Dużą rolę odgrywają również tzw. „kościoły domowe”, małe wspólnoty działające w prywatnych domach od czasu liberalizacji przepisów religijnych po 1992 r. Dzięki lokalnemu zakorzenieniu często docierają do najbardziej potrzebujących rodzin.
Wielu Kubańczyków mieszkających w USA popiera pomoc humanitarną dla wyspy, pod warunkiem że nie wzmacnia ona władz w Hawanie. Zdaniem Suarez przejrzysty system dystrybucji może uratować życie tysiącom ludzi i ograniczyć cierpienie mieszkańców Kuby.
Źródło: KAI