Weigel: patriarchat moskiewski zrobi wszystko, aby zniszczyć grekokatolików. Zachód musi to zrozumieć

W opublikowanym niedawno felietonie George Weigel wskazuje na żelazną wręcz konsekwencję patriarchatu moskiewskiego, dla którego istnienie Kościoła greckokatolickiego jest solą w oku i robi wszystko, aby go zetrzeć z powierzchni ziemi. Zachód musi przestać się karmić mitami o „wielkiej duszy rosyjskiej” i powinien wreszcie stawić czoła rzeczywistości.

Swój tekst Weigel rozpoczyna od wprowadzenia neologizmu: „ecclesiacide”, który na język polski można przetłumaczyć jako „kościoło-bójstwo”. Termin ten trafnie opisuje strategię moskiewskiego patriarchatu, który nie może znieść istnienia Kościoła łączącego ryt bizantyjski z wiernością Rzymowi i od wieków robi wszystko, aby zetrzeć ten Kościół z powierzchni ziemi.

Choć Weigel wspomina tylko marginalnie o unii brzeskiej (1596 r.), warto przypomnieć, jak zareagowało na nią ówczesne rosyjskie prawosławie. Powstanie Kościoła unickiego stało się dla prawosławnych kamieniem obrazy, a jednym z wyrazów ich morderczej nienawiści było męczeństwo św. Jozafata Kuncewicza, biskupa połockiego. Próby siłowego zwalczania unii nie przeszkodziły jednak ostatecznie w rozwoju Kościoła greckokatolickiego aż do czasów rozbiorów. W dziewiętnastym wieku Kościół ten cieszył się względną swobodą na terenie zaboru austriackiego, był jednak zwalczany z całą zaciekłością w zaborze rosyjskim. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 r. w granicach naszego państwa znalazło się ok. 3 mln wiernych tego Kościoła. Mogli oni swobodnie działać w ramach własnych struktur kościelnych. Znacznie gorsza była sytuacja wiernych, którzy zamieszkiwali terytoria wcielone do Związku Radzieckiego.

Punktem kulminacyjnym sowiecko-prawosławnej kampanii zwróconej przeciwko grekokatolikom był „sobór” zwołany na w 1946 r. Na tym właśnie wydarzeniu skupia uwagę Weigel, wskazując na jego organiczne wręcz powiązanie z obecną polityką patriarchatu moskiewskiego.

Osiemdziesiąt lat temu, 8–10 marca 1946 roku, w katedrze św. Jerzego we Lwowie władze sowieckie zorganizowały synod kościelny („sobor”), który zagłosował za unieważnieniem unii brzeskiej z 1596 roku, a tym samym za wcieleniem Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego do Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego. Jak wspomina Weigel, jeden z prawosławnych hierarchów w osobistej rozmowie z nim stwierdził kiedyś: „Gdy unici wracają do swoich [prawosławnych] domów, jest to zawsze legalne”. Mówiąc krótko, każdy środek – nawet najbardziej niemoralny – jest w przekonaniu rosyjskiego prawosławia właściwy, jeśli służy utrwaleniu dominacji Moskwy nad innymi Kościołami.

„Dziś już wiemy z całą pewnością, z materiałów pierwotnych w ukraińskich archiwach państwowych, że tak zwany „Sobor Lwowski” z 1946 roku został zaaranżowany przez radzieckie służby bezpieczeństwa i nie miał większej moralnej, duchowej ani prawnej legitymacji niż jakikolwiek inny akt wymuszony pod groźbą broni” – pisze Weigel.

Ostatecznie ten „pseudo-sobor” okazał się strategiczną porażką, co niedługo potem przyznało radzieckie Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego w dyrektywie dla swoich agentów na terenie dzisiejszej zachodniej Ukrainy. Ukraiński Kościół grecko-katolickiego można było prześladować, ale nie dało się jego wiernym i hierarchom wmówić, że ich duchowym domem jest Moskwa.

Kościół greckokatolicki nadal na celowniku Moskwy

Opisywane przez Weigla wydarzenia to nie tylko przeszłość. Strategia patriarchatu moskiewskiego nie zmieniła się. Anihilacja Kościoła greckokatolickiego nadal pozostaje jego zasadniczym celem.

Podczas ataku na Ukrainę cztery lata temu, gdy Rosjanom wydawało się, że w ciągu kilku dni zajmą Kijów i przejmą władzę na całej Ukrainie, jedną z pierwszych osób, które planowały zlikwidować, był arcybiskup Swiatosław Szewczuk, głowa Kościoła greckokatolickiego. Rosyjska armia miała być wykonawcą morderczych planów patriarchatu moskiewskiego. Nie ma się co łudzić, że Moskwa pogodzi się z istnieniem tego Kościoła. Należy raczej oczekiwać, że wykorzysta każdą okazję i każdy sposób, aby go zniszczyć.

To dlatego patriarcha Cyryl z Moskwy usiłuje nadać agresji Putina religijny blask, głosząc heretyckie twierdzenia, jakoby każdemu rosyjskiemu żołnierzowi zabitemu w wojnie automatycznie przebaczane były wszystkie grzechy i natychmiast przyjmowany jest do nieba. Dla patriarchatu moskiewskiego agresja na Ukrainę to święta wojna. Cyryl już jako młody ksiądz związany był z KGB i jego mentalność nie zmieniła się od tego czasu: nadal rozumuje jak czekista, nawet gdy posługuje się chrześcijańską terminologią.

W niedzielę wielkanocną tego roku rosyjskie wojska zajęły greckokatolicki kościół Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Zaporożu. To kolejny akt agresji przeciw Ukraińcom i przeciw Kościołowi greckokatolickiemu, wskazujący, że w ruskich czerepach nic się nie zmienia. Oczekiwanie, że kiedykolwiek poważnie potraktują wezwanie do ekumenicznego dialogu, jest całkowicie irracjonalne.

Zachód musi uzmysłowić sobie, o co chodzi Rosji

Niestety w krajach zachodnich ciągle pokutuje przekonanie o rzekomym szlachetnym „duchu rosyjskim”, wzmacniane systematycznie przez rosyjską propagandę. Ślady takiego myślenia dostrzec można było nawet w jednej z wypowiedzi Papieża Franciszka, który 25 sierpnia 2023 r. w rozmowie online z młodymi rosyjskimi katolikami wspominał o „wielkiej Rosji”, „imperium o wielkim człowieczeństwie”. Mówił wtedy m.in. „Jesteście dziećmi wielkiej Rosji. Wielkiej Rosji świętych, króla, wielkiej Rosji Piotra I, Katarzyny II, tego wielkiego imperium, o tak wielkiej kulturze i wielkim człowieczeństwie. Nie rezygnujcie nigdy z tego dziedzictwa. Jesteście spadkobiercami Matki Rosji, idźcie z nią naprzód”.

Ów duch „wielkiej Rosji” to w istocie duch brutalnego imperializmu, próbującego podporządkować sobie każdy kraj, w którym choć raz stanął bucior ruskiego sołdata. Podziwiając dzieła Dostojewskiego, Czajkowskiego, Puszkina czy Tołstoja, nie można zapominać, że w żadnym razie nie mogą one być przykrywką ani usprawiedliwieniem dla tej imperialistycznej ideologii, konsekwentnie realizowanej w praktyce zarówno przez władze, jak i posłuszny im patriarchat moskiewski.

Próbą uświadomienia tej prawdy była konferencja zorganizowana w dniach 27–28 marca na Katolickim Uniwersytecie Ameryki, o której wspomina Weigel. Naświetliła ona historię rosyjskich prób unicestwienia Ukrainy od września 1939 roku, gdy Związek Radziecki zajął teren dzisiejszej zachodniej Ukrainy, przypominając pakt Ribbentrop-Mołotow, o którym zachodni świat nie chce pamiętać i ukazując obecną rosyjską kampanię skierowaną przeciw Ukrainie, prowadzoną pod pretekstem odbudowy rosyjskiego „Miru”. Jeden z najbardziej fascynujących referatów wygłosił dr Siergiej Chappnin, były urzędnik Patriarchatu Moskiewskiego w Republice Chińskiej, wyjaśniając, jak idea ruskiego miru wykorzystywana jest w charakterze ideologicznej broni. Ta ideologia to pomieszanie rosyjskiego imperializmu z elementami religijnymi, a cel pozostaje niezmienny: likwidacja narodu ukraińskiego oraz Kościoła greckokatolickiego.

Weigel podsumowuje swój felieton konstatacją, że jeśli chodzi o nastawienie Rosji do Ukrainy, nic się nie zmienia od co najmniej osiemdziesięciu lat. Politycy i dyplomaci, którzy wyobrażają sobie, że przekonania religijne, autentyczne czy spaczone, nie odgrywają żadnej roli w sprawach światowych, powinni jeszcze raz przemyśleć swoje stanowisko. W przypadku Rosji rozdział Kościoła od państwa nie istnieje i jest wręcz nie do pomyślenia, biorąc pod uwagę całą historię rosyjskiego Kościoła prawosławnego.

Źródło: First Things

« 1 »