Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

"Tygodnik Powszechny" nr 12/2009



Ks. abp Józef Życiński:
Dlaczego ma mi ubliżać ta wspólnota w genealogii z braćmi, którymi są zwierzęta niższe?



JOANNA BROŻEK: Mija 150 lat od ogłoszenia przez Darwina teorii ewolucji. Czy Kościół żywi jakieś lęki w tej mierze?

KS. ABP JÓZEF ŻYCIŃSKI: Chodzi raczej o lęki indywidualne, a nie większego gremium. Zaczęły się, kiedy w Stanach Zjednoczonych w obliczu głębokich przemian w społeczeństwie i kulturze początku XX wieku niektórzy zaczęli się bać, że ogarnie nas relatywizm i odrzucimy stałe wartości etyczne. Winą obarczano oczywiście Darwina. „Jeśli wszystko się zmienia…” – myślano. Choć ani Darwin, ani Einstein nie ogłaszali relatywizmu wartości! Te lęki nie mają podstaw w teorii przyrodniczej. Nie narzucajmy Bogu, jak miał stwarzać świat, bo to pretensjonalne.

Czy założenie, że Bóg stworzył człowieka i świat w drodze ewolucji, jest do zaakceptowania przez wszystkie środowiska kościelne?

To stanowisko, które w 1996 r. przed Papieską Akademią Nauk przedstawił Jan Paweł II. Papież mówił jednak o pewnym skoku ontologicznym, który pojawia się wraz z emergencją ludzkiego psychizmu. Było to podkreślenie, że człowiek ze swoimi predyspozycjami do bycia Mozartem czy Einsteinem tak bardzo różni się od reszty świata stworzonego, że trzeba uwzględnić tę naszą specyfikę kulturową. Stanowisko Jana Pawła II jest dla mnie wyrazem klasycznego podejścia i życzyłbym sobie, żeby to wystąpienie trafiło do wszystkich katechetów. To jeden z ważniejszych dokumentów poprzedniego pontyfikatu. Są jednak księża, u których lektura tekstów popularnych o ewolucji zatrzymała się długo przed Janem Pawłem II. Lubią powtarzać, że niczego pewnego w teorii ewolucji nie ma. Tak naiwne formy krytyki teorii ewolucji pojawiały się 50 lat temu. Niestety przetrwały w niektórych popularyzatorskich opracowaniach, wyrządzając krzywdę Kościołowi i Prawdzie.

Rozgłosu nabrała krytyka kard. Christopha Schönborna skierowana w neodarwinizm. Twierdził też, że wspomniane papieskie przesłanie jest „raczej niejasne i nieistotne”. Domagał się sprecyzowania stanowiska Jana Pawła II. Czy stwierdzenie: „nauka każe nam uznać, że teoria ewolucji jest więcej niż hipotezą” wymaga dodatkowych wyjaśnień?

Każde sformułowanie można precyzować. W nauce nie absolutyzujemy żadnego tekstu, tylko rozwijamy go i staramy się pełniej wyrazić. Publikacja kard. Schönborna wywołała komentarze pod wpływem przedstawicieli kreacjonistycznego Discovery Institute, który do swoich poglądów stara się przekonać środowiska kościelne. Kiedy w Watykanie w zeszłym tygodniu zorganizowano sesję naukową z okazji 150. rocznicy „O powstawaniu gatunków”, członkowie Discovery Institute przysłali 150 stron tekstu. Chcieli przedstawić wykład podczas konferencji...

I dostali kosza...

Jeśli ktoś sam proponuje siebie jako mówcę, to szanujący się organizatorzy konferencji dość rzadko korzystają z podobnych ofert.

Nie jest to raczej gest zdecydowanego odcięcia się od kreacjonizmu w Kościele?

Kreacjoniści nie mają nic wspólnego z nauczaniem Kościoła. Ich argumentacja wyrosła z kręgów kultury, w której katolicyzm odgrywał niewielką rolę, a baptyści z południa USA i pewne grupy ewangelickie w okręgu Princeton odegrały rolę decydującą. Powoływanie się katolików na tamte inspiracje nie jest wyrazem ekumenizmu, ale antyintelektualizmu. Wierzący płacą za to wysoką cenę: tego typu krytyka uzasadniona argumentami religijnymi sprawia, że antyewolucjonizm uderza w wiarę chrześcijańską.

Ks. prof. Heller powiedział w jednym z wywiadów, że „nie trzeba wierzyć w teorię ewolucji, a nauka nie jest konieczna do zbawienia. Ale jeśli ktoś tę swoją niewiarę wiąże z religią, to kompromituje religię w oczach ludzi.”

To jest dość częste zjawisko. Spotykam osoby o mentalności zachowawczej, które sądzą, że biskupom, a może i nawet całemu Kościołowi szczególną przyjemność sprawia atakowanie Darwina. Proponują na jego miejsce albo Lamarcka, albo jakieś ekscentryczne interpretacje. Jest to przykład antyintelektualizmu, który jak powiedział Heller ośmiesza wiarę. Ewolucyjna i religijna wizja rozwoju świata i powstania człowieka są bowiem w pełni zgodne.

A gdzie umieścić sferę ducha w odniesieniu do teorii ewolucji?

Zależnie od tego, jak zdefiniujemy ducha. Pytanie, czy chodzi o czynnik niematerialny, niefizyczny, czy też o tę formę psychizmu, która ukształtowała się u naszego praprzodka – homo sapiens. Nasza zdolność do dyskutowania o zasadach bytu, estetyki, etyki, o wyrafinowanych problemach matematyki czy o kwantowaniu grawitacji, nie przynosi nam korzyści w rywalizacji z innymi gatunkami, a jednak w tym wyraża się specyfika homo sapiens. To jest przejaw ludzkiego ducha z ukierunkowaniem na wartości ponadpragmatyczne jak wiara w Boga, solidarność z cierpiącymi, otwarcie na świat wartości, których nie da się urynkowić.

Pytanie o ducha w kontekście ewolucji rozbrzmiewa w tle. Jan Paweł II wykluczył ewolucyjne pochodzenie ducha. Czy istnieje jakieś spoiwo między wiarą a nauką w tej mierze?

Dotyka pani bardzo subtelnego punktu. To właśnie ten moment był przedmiotem gorącej dyskusji wśród komentatorów Jana Pawła II. Podkreślę raz jeszcze, należałoby przed rozpoczęciem polemiki ustalić, co rozumiemy przez ducha. Czy to ma być duch heglowski, czy psychizm niezależny od materialnego podłoża. Później trzeba by zdefiniować pojęcie ciągłości i nieciągłości, i co najważniejsze, pojęcie szczególnej interwencji stwórczej Boga. U Jana Pawła II są to kwestie niezwykle subtelne. Niektórzy z filozofów mówią: całe dzieło stworzenia jest wyrazem szczególnej troski Boga, gdyby nie było tej szczególnej opieki, wszechświat nie istniałby. Czym się różni zwyczajna opieka od szczególnej? Bardzo łatwo ugrzęznąć tu w antropomorfizmach.

Niektórzy twierdzą, że brak akceptacji dla darwinowskiej koncepcji powstania świata wynika z faktu, że „wierzący czują się dotknięci swoim zwierzęcym pochodzeniem”.

Nasz wspólny rodowód idzie głębiej niż praprzodkowie zwierzęcy. Wyraża się także na poziomie atomów węgla, które wchodzą w skład organizmów żywych na różnych poziomach rozwoju, czy elektronów, które występują i w ciele istot niższych, i w organizmach nieożywionych.

Dlaczego ma mi ubliżać ta wspólnota w genealogii z braćmi, którymi są zwierzęta niższe? Przecież te same elektrony krążą w innych obiektach, ten sam węgiel pojęty jako pierwiastek w sensie chemicznym znajduje się w białkowych formach życia u prostych organizmów i w moim ciele.

Ulegamy pewnej megalomanii, chcielibyśmy występować w roli tak wyjątkowych, że nikt we wszechświecie do nas nie jest podobny. Nosimy w sobie obraz i podobieństwo Boże. Nasza refleksja, kreatywność, wolność jest czymś pięknym. Niestety „człowiek” – to brzmi różnie. Smutne zachowania z historii ludzkości prowadzą do gorzkich wniosków: jeśli porównałoby się niektórych twórców systemu totalitarnego do zwierząt, to ubliżałoby to zwierzętom niższym.

Jakie jest stanowisko nauki wobec chrześcijańskiego przekonania, że jesteśmy zaplanowani i ukochani przez Boga?

Nauki przyrodnicze w ogóle nie zajmują się problemem Boga. O miłości nie mówią wcale. Są pewne ważne zagadnienia dotyczące naszej egzystencji jak problem uczciwości, solidarności, cierpienia, samotności. To kwestie, w których milczą nauki przyrodnicze, ustępując miejsca filozofom i teologom. Podczas wspomnianej sesji watykańskiej podjęliśmy ten temat. Komentatorzy, z którymi spotkałem się już po konferencji, krytycznie odnieśli się do braku nowych opracowań teologicznych i filozoficznych. Gdyby nie cytowano Teilharda de Chardin, to można by sądzić, że nikt z teologów nie zajmuje się teorią ewolucji. Tu jest problem, żeby środowiska chrześcijańskie dostrzegały doniosłość problematyki i podejmowały to w swoich projektach badawczych.

Czy nie ma przebłysku optymizmu w tym, że konferencja naukowa wokół Darwina i jego dzieł odbywa się pod skrzydłami papieskich uczelni?

To niezwykle optymistyczne, że miejsce fobii dzielonych przez niektóre środowiska, miejsce konfliktów inspirowanych przez osoby, u których emocje dominują nad krytyczną refleksją, zajęła dziś wymiana utrzymana w duchu wizji dialogu interdyscyplinarnego, ukazana już przez Jana Pawła II. Pozwolę sobie na pewien szczegół: wybitny francuski przyrodnik filozof, przedstawiciel Akademii Francuskiej, Xavier Le Pichon, dał piękne świadectwo integracji tych dwóch obrazów – przyrodniczego i naukowego. W rozmowach prywatnych ze mną powracał często do czasu spędzonego u Jeana Vaniera w Arce. „Kiedy patrzyłem na niepełnosprawnych – mówił – i obserwowałem ich wrażliwość ukształtowaną przez zdeformowaną biologię, powracały pytania o cierpienie”. To rodziło u Le Pichona pytania o wielkość człowieka i potrzebę dialogu między prawdą nauki i teologii, które dopiero we wzajemnym dopełnieniu ukazują integralną wizję świata.

Co teologia może dopowiedzieć do ewolucyjnego obrazu wszechświata ukazywanego przez nauki przyrodnicze?

O tym chcę mówić na spotkaniu naukowców i teologów w Wenecji, Padwie i Notre Dame w Indianie. O rozwoju naszej formy wszechświata możemy mówić z perspektywy 14 mld lat, podczas gdy genetyczna wiedza o naszych przodkach dotyczy sytuacji sprzed 100 tys. lat. To ogromna dysproporcja.

Mówi się, że wszechświat, który istniał bez człowieka, może znów wejść w stadium bez niego. Dla teologów i filozofów powstaje konkretne zadanie: zamiast straszyć teorią ewolucji, należy ukazywać, jak ewolucja może przebiegać na poziomie kultury, duchowości, intelektu i wyboru wartości.

Rozmawiała: JOANNA BROŻEK


tygodnik.onet.pl


opr. aś/aś



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Kościół religia człowiek Bóg nauka Stwórca humanizm Darwin teoria ewolucji historia ludzkości
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W