Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao


źródło: Niedziela

W Kościele nie ma własności prywatnej

Z bp. Stanisławem Budzikiem — sekretarzem generalnym Konferencji Episkopatu Polski — rozmawia Wiesława Lewandowska



Wiesława Lewandowska: — Nieraz już w wolnej Polsce stawiano Kościołowi zarzuty, że jest za bogaty, za silny, zbyt wpływowy. Tym razem sensację wywołały nieprawidłowości w działaniu Komisji Majątkowej — instytucji powołanej specjalnie do zwrotu majątku zagarniętego Kościołowi kilkadziesiąt lat temu przez komunistów. Padł konkretny zarzut — o korupcję.

Bp Stanisław Budzik: — Chodzi chyba o rzekome nieprawidłowości w działaniu Komisji Majątkowej, bo jak na razie członkom Komisji postawiono jedynie zarzut o uchybienie formalne: podpisanie dokumentu nie w tym samym czasie przez obie strony Komisji. Zarzut korupcji, jak donoszą media, pojawił się wobec człowieka działającego poza Komisją Majątkową. Jeżeli miały faktycznie miejsce działania niezgodne z prawem, nie będziemy ich bynajmniej usprawiedliwiać. Ludzi działających w imieniu Kościoła powinny obowiązywać wysokie standardy moralne. Musimy jednak odróżnić działania Komisji Majątkowej od tego, co się dzieje wokół niej, a na co ona sama nie ma wpływu. Komisja działa już kilkanaście lat, często pod bacznym okiem nieżyczliwych krytyków...

— ...którzy zawsze podkreślali, że tylko Kościołowi ułatwiono odzyskiwanie utraconych dóbr. Już w latach 90. ubiegłego wieku słyszało się zarzuty i pytanie: dlaczego Kościół został tu wyróżniony?

— Nie został wyróżniony, bo także inne osoby fizyczne i prawne mogą odzyskiwać majątek zabrany wbrew komunistycznemu prawu. Mają możliwość to uczynić na drodze sądowej. Dla Kościoła stworzono Komisję Majątkową, która miała ułatwić i przyspieszyć restytucję ze względu na wielkość krzywd, jakich Kościół doznał. Trzeba koniecznie pamiętać, że zwrotowi na tej drodze podlega jedynie część zagrabionych dóbr — tylko to, co zostało zagrabione wbrew komunistycznemu prawu. Natomiast to, co zabrano zgodnie z tym prawem, jawnie krzywdzącym i niesprawiedliwym, nie może być odzyskane.

— Trudno jednak zaprzeczyć, że ustanowienie Komisji Majątkowej było dla Kościoła dużym ułatwieniem!

— Miało być ułatwieniem, a stało się w wielu przypadkach utrudnieniem. Ustanowienie Komisji Majątkowej zamykało przed instytucjami kościelnymi drogę sądową, która — możemy to powiedzieć z perspektywy czasu — byłaby bez wątpienia szybsza. Prace Komisji Majątkowej miały trwać kilka miesięcy, a trwają już kilkanaście lat. Trzeba zaznaczyć, że tym rozwiązaniem prawnym objęto nie tylko Kościół katolicki, lecz także wszystkie istniejące w Polsce Kościoły i związki wyznaniowe. Działa w sumie pięć komisji regulacyjnych. Jest rzeczą zaskakującą, że choć katolicy w Polsce stanowią zdecydowaną większość, to nasze wnioski wynoszą niecałą jedną trzecią wszystkich rozpatrywanych spraw. Na ok. 10 tys. spraw tylko ok. 3 tys. dotyczy Kościoła katolickiego.

— Obecnie — przy okazji wykrycia jednostkowych nieprawidłowości — całemu temu mechanizmowi działania Komisji Majątkowej zarzuca się nieprzejrzystość, niejasność działania.

— A tu przecież nie ma nic do ukrycia! Bardzo ważne jest przypomnienie, że Komisja Majątkowa działa na zasadzie parytetu. W każdym zespole orzekającym jest dwóch członków ze strony rządowej i dwóch ze strony kościelnej. Regulacje Komisji Majątkowej nabierają mocy prawnej po podpisaniu przez obu współprzewodniczących: ze strony rządowej i kościelnej. Zgodnie z przepisami ustawy, wyrównanie krzywd mogło nastąpić w trojaki sposób. Najpierw zwrot mienia historycznego, a więc np. zabranego szpitala prowadzonego przez zgromadzenie zakonne, sierocińca czy szkoły. Często było to z różnych powodów niemożliwe — wtedy rozwiązaniem było przewidziane w ustawie odszkodowanie pieniężne. Ta forma, niestety, rzadko stosowana, była najprostsza, niebudząca kontrowersji. Inną możliwością jest przyznanie mienia zamiennego, z zasobów zarządzanych przez Agencję Nieruchomości Rolnych. Agencja miała obowiązek proponować grunty zamienne, przez lata jednak blokowała ten proces...

— Dlaczego?

— Nie było woli politycznej. Gdyby była, sprawy nie ciągnęłyby się tak długo. Poszkodowane instytucje kościelne, zakony czy parafie zmuszone były same przez swoich przedstawicieli wyszukiwać grunty rolne wystawione przez Agencję na sprzedaż, wskazując w ten sposób na istnienie mienia zamiennego i przedstawiając tę możliwość Komisji Majątkowej. Musiały też na własny koszt zamawiać tzw. operat, czyli wycenę wartości gruntu. Ten operat zamawiany był u firm posiadających nadawaną przez państwo koncesję. Na temat tych wycen narosło wiele nieporozumień. Trzeba przypomnieć, że Komisja Majątkowa nie miała możliwości zamawiania operatu, a tym bardziej wyceniania wartości zwracanego gruntu.

— Restytucja majątku kościelnego jednak się odbywała!

— Trzeba powiedzieć, że Komisja Majątkowa, której prace dobiegają końca, dokonała wielkiego dzieła. Udało się jej choć w części wyrównać ogromne krzywdy, jakich doznały instytucje kościelne w czasach stalinowskich. Solą w oku władz komunistycznych była działalność społeczna, charytatywna i edukacyjna Kościoła katolickiego. Dlatego powszechną praktyką było likwidowanie tej działalności, cieszącej się wielkim prestiżem u ludzi, przez zniszczenie jej podstaw materialnych. W wielu przypadkach, wskutek działań regulacyjnych Komisji Majątkowej, instytucje kościelne na nowo podjęły tę bardzo pożyteczną społecznie działalność. Szkoda tylko, że niektóre sprawy trwały aż kilkanaście lat.

— Dlaczego tak długo?

— Wynikało to z nieprzestrzegania zapisanego ustawowo trybu i tempa prac. Poszczególne rządy, jedne bardziej, inne mniej niechętnie, ale zawsze bez pośpiechu, wywiązywały się ze zobowiązań zawartych w ustawie z 1989 r. oraz w innych ustawach regulujących prace Komisji.

— Dlaczego od decyzji Komisji Majątkowej nie można się odwołać?

— Koncepcja działań Komisji Majątkowej była od początku taka, że Komisja ma charakter mediacyjno-polubowny między dwoma stronami: z jednej strony państwo, a z drugiej — kościelne osoby prawne. Decyzję o zwrocie Kościołowi bezprawnie zabranych dóbr państwo już podjęło w ustawie, a zadaniem Komisji było znalezienie sposobu, w jaki ten zwrot się dokona, dlatego też postępowanie przed Komisją jest w ustawie określane jako regulacyjne. W przypadku tego typu działań nie przysługuje tryb odwoławczy.

— Nowelizację prawa z 1989 r. proponuje teraz SLD. Czy to nie jest groźne dla Kościoła?

— Nie sądzę. Nie opłaca się manipulować teraz przy ustawie. O wiele lepsze jest bardziej radykalne rozwiązanie, czyli zakończenie prac Komisji Majątkowej. Tak wiele narosło wokół niej nieporozumień, pojawiło się tyle niesprawiedliwych oskarżeń, że Kościół zdecydowanie postuluje takie rozwiązanie. Przyjmujemy więc z satysfakcją propozycję strony rządowej, aby na obecnym etapie zamknąć prace Komisji, a podmiotom kościelnym, których sprawy nie zostały jeszcze uregulowane, dać możliwość wejścia na drogę sądową.

— Z obecnie prowadzonej antykościelnej kampanii wynika, że dzięki niezwykłej przychylności Komisji Majątkowej Kościół katolicki w Polsce niesamowicie się wzbogacił...

— Stwarza się wrażenie, że Kościół coś dostał od państwa w prezencie, a nie że mu zwrócono część jego własności. Zarzuca się Kościołowi pazerność, krzywdząc po raz kolejny te instytucje, które już kiedyś zostały skrzywdzone moralnie i materialnie przez decyzje władz komunistycznych. Trzeba pamiętać, w jak nieludzkich warunkach, z pogwałceniem wszelkich praw i godności ludzkiej, dokonywało się odbieranie siostrom zakonnym ich domów i zakładów. Zapewniam, że instytucjom Kościoła katolickiego w Polsce zwrócono tylko część zagrabionych dóbr. Osławione 24 miliardy, o których szeroko rozpisywała się prasa, to wynik błędnego podliczenia odszkodowań otrzymanych przez Kościół w gotówce. Błąd polegał na nieuwzględnieniu faktu denominacji naszej waluty. Milion sprzed denominacji to dzisiaj sto złotych! Natomiast dokładne oszacowanie wartości zwróconych nieruchomości, które trwa, nie jest, z wielu względów, rzeczą łatwą. Wstępne wyniki wskazują jednak, że będzie to suma daleko mniejsza od podawanych, ze względów propagandowych, astronomicznych cyfr.

— A i tak mówi się, że Kościół w Polsce jest dziś nieprzyzwoicie bogaty!

— Abp Henryk Hoser przypomniał niedawno, że w Kościele nie ma własności prywatnej. Wszystko, co Kościół posiada, służy ludziom. To przecież wiernym służą zbudowane świątynie, to dzieci i młodzież garną się chętnie do szkół katolickich, to w katolickich domach opieki znajdują przystań chorzy, niepełnosprawni fizycznie czy psychicznie, to w kościelnych placówkach czują się bezpiecznie ludzie w podeszłym wieku. Kościół, prowadząc swoją misję apostolską i dając świadectwo miłosierdzia, potrzebuje środków materialnych. Kościół był na wszystkich kontynentach pionierem działalności charytatywnej i edukacyjnej na długie wieki przedtem, zanim zaczęło o tym myśleć państwo. Także dzisiaj na całym świecie jest pod tym względem bezkonkurencyjny i państwa demokratyczne, pozbawione ideologicznych uprzedzeń, bardzo chętnie powierzają mu tego typu zadania, wspierając ich realizację. Mają bowiem świadomość, że nikt tak skutecznie i tak ekonomicznie tej działalności nie potrafi prowadzić. Stąd bierze się fenomen szkół i instytucji społecznych Kościoła także w krajach, w których katolicy są znikomą mniejszością.

— A może warto by dziś bardziej otwarcie i „przejrzyście” mówić o finansach Kościoła, podawać wpływy i wydatki?

— Instytucje społeczne i edukacyjne Kościoła działają w ramach przepisów państwowych i podlegają takim samym kontrolom jak inne instytucje tego typu. W parafiach działają rady ekonomiczne, które wspierają księdza proboszcza w trosce o materialne zaplecze działań duszpasterskich. Księża proboszczowie, którzy skrupulatnie rozliczają się z podejmowanych inwestycji, mogą oczekiwać na większe wsparcie swoich parafian. Gdybyśmy bliżej poznali budżety poszczególnych diecezji — niektóre z nich publikują dane finansowe — bylibyśmy zdumieni, jak niskie są to nieraz sumy i jak biskup i ekonom diecezjalny muszą się nagłowić, aby związać przysłowiowy koniec z końcem.

— Źródłem dochodów Kościoła jest także Fundusz Kościelny. Pada tu kolejny zarzut, że państwo łoży na emerytury duchowieństwa. I trzeba przyznać, że w czasie gdy społeczeństwo biednieje, a emerytom żyje się coraz gorzej, ten zarzut spotyka się z przychylnym przyjęciem...

— Fundusz Kościelny to relikt obowiązującego ciągle prawa komunistycznego, a mianowicie ustawy z 1950 r. o tzw. dobrach martwej ręki. Mocą tej ustawy upaństwowiona została większość dóbr kościelnych, z których utworzono Fundusz Kościelny, mający tymi majątkami zarządzać. Dochód miał być przeznaczony m.in. na ubezpieczenie duchownych, konserwację zabytków sakralnych i działalność charytatywno-opiekuńczą. Fundusz nie tylko nie realizował tych celów, ale aż do 1989 r. był narzędziem walki z Kościołem i religią. Dopiero w 1989 r. powrócono do celów zapisanych w 1950 r., a mianowicie zdecydowano o przekazywaniu środków z budżetu na ubezpieczenie osób duchownych i zakonnych, które nie mają innego źródła utrzymania, oraz na wspieranie renowacji zabytków sakralnych. Funkcjonowanie Funduszu jest wadliwe, bo w jego zarządzie nie ma przedstawicieli Kościoła, nikt nie kontroluje, kto tak naprawdę z niego korzysta.

— Czas zatem na zmiany w sposobie finansowania Kościoła?

— Wydaje się, że nadszedł czas na realizację zapisu art. 22 Konkordatu, zapowiadającego ostateczną regulację spraw finansowych Kościoła w Polsce.

— Jakie zmiany są przez Kościół brane pod uwagę?

— Jednym z możliwych rozwiązań mogłoby być przyjęcie rozwiązań stosowanych w innych państwach Europy, np. we Włoszech, w Hiszpanii czy na Węgrzech, gdzie istnieje możliwość odpisu podatkowego na Kościół lub inny związek wyznaniowy. Dobrze jest, kiedy podatnicy mogą przynajmniej w małym stopniu decydować o tym, na co idą ich podatki.

— A nie podatek kościelny jak w Niemczech czy Austrii?

— To nie byłoby dobre rozwiązanie. W sprawach religii, czyli więzi człowieka z Bogiem, bardzo ważna jest wolność. Ona jest istotna dla oceny wartości moralnej ludzkich działań. Dlatego też powinniśmy zachować wolność także w dziedzinie odpowiedzialności materialnej wiernych za Kościół. Ta odpowiedzialność ma w Kościele bardzo długą tradycję, sięga czasów apostolskich. Dzielenie się dobrami materialnymi ze współbraćmi wpisane jest w najważniejszą czynność liturgiczną Kościoła, w Eucharystię. Obowiązek troski o materialne funkcjonowanie wspólnoty kościelnej jest czymś naturalnym i zapisany jest w przykazaniach kościelnych. Ale nie ma przymusu. W rozwiązaniu niemieckim i austriackim istnieje dylemat: albo jest się w Kościele i płaci się podatek, albo się nie płaci i jest się poza Kościołem. W Polsce można nie wywiązywać się z obowiązku troski o sprawy materialne Kościoła, a mimo to korzystać z dóbr duchowych i materialnych wspólnoty.

— Ta dobrowolność, czyli to polskie „co łaska”, w ostatnich latach też bywa kwestią dyskusyjną. Z jednej strony słyszy się legendy o wielkich dochodach proboszczów, a z drugiej o malejących wpływach...

— Każdy, kto choć trochę zna się na ekonomii, rozumie, jak wiele kosztuje utrzymanie parafii, kościoła, budynków parafialnych, osób pracujących dla wspólnoty, a zwłaszcza konieczność nieustannego odnawiania budynków. To są wydatki, z którymi wielu parafiom często trudno się uporać, a muszą sobie same radzić, muszą liczyć na hojność parafian. Wsparcie z zewnątrz, zazwyczaj niewystarczające, dostają jedynie na remonty obiektów zabytkowych. W laickiej Francji, gdzie się tak bardzo zważa na przestrzeganie zasady rozdziału Kościoła od państwa, wszystkie kościoły zbudowane do 1905 r. są własnością państwa w tym znaczeniu, że państwo na wszystko łoży, łącznie z wymianą żarówek. Zabytki sakralne są ogólnoludzkim dobrem kultury, cennym dla każdego, niezależnie od przynależności do Kościoła.

— A więc Kościół w Polsce nie jest dziś bogaty i potężny?

— Kościół jest bogaty, bo posiada prawdziwe skarby — dobra duchowe: sakramenty święte, przepływ życiodajnej łaski, wiarę i miłość, które głosi i o których daje świadectwo. Kościół w Polsce ma bogatą przeszłość, wpisany jest w dzieje państwa i narodu od samego początku. Ale ma także przyszłość, bo niesie w sobie nadzieję, która zawieść nie może — nadzieję zbawienia w Chrystusie. Kościół jest mocny mocą działającego w nim Ducha Świętego. Nawet wtedy, gdy jego dzieci błądzą, grzeszą, zdradzają, jest mocny ufnością w miłosierdzie Boże. A w sprawach materialnych powinien zawsze kierować się zasadą: „Szukajcie wpierw królestwa Bożego i jego sprawiedliwości, a wszystko inne będzie wam dodane” (por. Mt 6, 33).



opr. mg/mg



 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: PRL bogactwo restytucja dobra materialne Fundusz Kościelny dobra martwej ręki majątek Kościoła Komisja Majątkowa budynki dobra utracone droga sądowa odzyskanie majątku emerytura księdza
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W