Czy wiarę można „schować do szafy”? O. Jacek Salij OP pokazuje, że wielu chrześcijan nie traci jej nagle, ale powoli rezygnuje z własnej tożsamości – tak jak białoruscy wieśniacy, którzy po wejściu do miasta odruchowo zaczęli mówić po rosyjsku, bo „tak trzeba”. Dominikanin przestrzega, że wiara ukrywana przed światem, zamknięta jedynie w prywatnym „kąciku religijnym”, z czasem słabnie i może całkowicie zaniknąć.
Wydarzenie autentyczne, opisane przez Grzegorza Górnego: Dwaj wieśniacy w drodze do miasta rozmawiają ze sobą po białorusku. Wchodząc do miasta, od razu przechodzą na język rosyjski. „Bo kiedy jest się w mieście, trzeba rozmawiać po miastowemu” – wyjaśniają powód tej zmiany. Krótko mówiąc: uchwycone na gorąco pokorne pozbywanie się własnej tożsamości.
Ci poczciwi ludzie sami ustawiają swój rodzimy język na pozycji z góry przegranej. Ich dzieci prawie na pewno będą również w drodze do miasta rozmawiać po rosyjsku, a wnuki już w ogóle białoruskiego nie będą znały.
Bardzo podobnym mechanizmom niewielkiego zazwyczaj rezygnowania z religijnej tożsamości my sami nieraz podlegamy – i warto może na to zwracać uwagę. Przykład pierwszy z brzegu: Krzyż albo obraz Matki Najświętszej, owszem, znajduje się w naszej sypialni, jednak ściany pomieszczenia, w którym spotykamy się z naszymi gośćmi, są całkiem laickie. Rezygnacja katolików z katolickiej tożsamości może niekiedy posunąć się bardzo daleko.
Nie byłbym pewien tego, że taka bezbożność to tylko światopoglądowa neutralność. Fakt faktem, że wręcz często sami przyczyniamy się do budowy świata bez Boga, naszą wiarę traktując jako sprawę aż tak prywatną, że nawet przed kolegami w pracy i sąsiadami ukrywamy to, że jesteśmy katolikami.
Sytuację tę trafnie oddaje przedstawiona przez samego Pana Jezusa przestroga, która brzmi tak absurdalnie, że niejeden mógłby się zastanawiać, po co takie przestrogi On do nas kierował. „Nikt nie zapala lampy – mówił Zbawiciel – i nie przykrywa jej garncem ani nie stawia pod łóżkiem; lecz stawia na świeczniku, aby widzieli światło ci, którzy wchodzą” (Łk 8,16). Przecież w życiu codziennym to się nie zdarza, żebym wkładał świecącą lampę do zamkniętej szafy, jeśli chcę mieć jasno w pokoju.
Owszem, w życiu codziennym to się nie zdarza, ale nieraz my sami tak właśnie postępujemy w naszym życiu duchowym. Ktoś może co niedzielę chodzić do kościoła, słuchać słowa Bożego, ale zarazem do głowy mu nie przyjdzie, żeby tym Bożym słowem rozświetlać swoje życie codzienne i swoje relacje z innymi. Niech sobie słowo Boże świeci w mojej szafie – w takim kąciku religijnym, który starannie odizolowałem od mojego życia zwyczajnego.
Toteż zauważmy, że dwie linijki dalej Ewangelia ostrzega, czym tak absurdalna postawa życiowa może się skończyć: „Bo kto ma, temu będzie dodane; a kto nie ma, temu zabiorą i to, co mu się wydaje, że ma”. Innymi słowy: Kto słucha słowa Bożego, ale się nim specjalnie nie przejmuje, umieszczając je w jakimś swoim prywatnym kąciku, to może tak skończyć, że nie będzie go miał nawet dla siebie.
Organy nieużywane zanikają – nawet pan od WF-u nam kiedyś o tym przypominał. Podobnie zanika wiedza, z jakiej przez dłuższy czas nie korzystaliśmy. W ciągu zaledwie kilku lat można utracić nawet zdolność wykonywania wyuczonego zawodu. Wskutek nieużywania zmniejsza się nasza znajomość obcego języka, a nawet musimy sobie odświeżyć umiejętność obsługiwania maszyny, z którą przez jakiś czas nie mieliśmy do czynienia. Co więcej, nawet więzi małżeńskie mogą – na szczęście nie muszą – się rozluźnić wskutek zbyt długiej rozłąki.
Nie inaczej jest z naszą wiarą. Jeżeli przestaniemy regularnie przychodzić do kościoła, jeżeli nie będziemy dbali o osobiste relacje z Panem Bogiem – tym to może się skończyć, że sami już nie będziemy pewni swojej duchowej tożsamości. Ale i odwrotnie: Łączące nas relacje z tymi, których kochamy, możemy pogłębiać, w poznanej prawdzie się umacniać, a w nabytych umiejętnościach nabierać coraz większej biegłości. Z wiarą jest analogicznie jak z każdą autentyczną wartością i z każdą autentyczną prawdą.
Ważnym sprawdzianem, czy wiara, do jakiej się przyznaję, jest we mnie wiarą żywą, jest to, czy jej nie ukrywam przed ludźmi, zwłaszcza przed tymi, których kocham. Z wiarą jest tak samo jak chyba z wszystkimi wartościami duchowymi: dzieląc się z innymi, sami w niej wzrastamy, a jeśli zatrzymujemy naszą wiarę tylko dla siebie, ona będzie w nas więdła, a może nawet zginie.
Miał rację Ojciec Święty Franciszek, który w encyklice Lumen fidei napisał: „Wiara przekazywana jest od osoby do osoby, podobnie jak płomień zapala się od innego płomienia”. Tak by się chciało zwrócić uwagę na te słowa zwłaszcza rodzicom, którym szczerze zależy na tym, żeby swoje dzieci wychować w wierze.
Kochani Rodzice, wiara waszych dzieci niech się zapala od płomienia waszej wiary!