Bruderszaft z aniołem stróżem

„Poznaj imię swojego anioła stróża” – zachęcają głosiciele religijnych nowinek, odwołując się do rzekomych objawień i proroctw. Ta praktyka nie ma jednak nic wspólnego ze nauczaniem Kościoła, a jest raczej przejawem niezdrowych zainteresowań religijnych, przed którymi przestrzegał już św. Paweł. Negatywnie w tej sprawie wypowiadała się także Kongregacja Nauki Wiary.

Państwo zapewne już poznali imię swojego anioła stróża. Co, jeszcze nie? Oj, to trzeba się spieszyć, prędzej czy później ktoś was zapyta o to, czy nawiązaliście już bliższe stosunki z aniołem stróżem. Żyjemy w dobie banalizacji religii, naturalizacji tego, co nadprzyrodzone. Żeby żyć z zgodzie z tym „duchem czasu”, trzeba się dostosować do nowej mody. Albo wiedzieć, jak się jej przeciwstawić – i właściwie o tym jest niniejszy tekst. Tekst publicystyczny to nie kryminał trzymający w napięciu do ostatniej strony, dlatego od razu zdradzę swój stosunek. Mógłbym wręcz uznać następujący cytat ze św. Tomasza z Akwinu za motto poniższego wywodu: „Albowiem nie stoi za tym żaden poważny autorytet, sądzę zaś, że nie należy głosić takich bajeczek tam, gdzie powinno się głosić całe bogactwo najbardziej pewnej prawdy”. Otóż to, nic ująć, ale koniecznie coś dodać do tego – dla wyjaśnienia niezgodności z nauką Kościoła tej praktyki rzekomego poznawania imienia Bożego posłańca, do którego zwracamy się w modlitwie: „Aniele Boży, stróżu mój...”.

Objawienie publiczne a „bajeczki”

Nie widzę nawet śladu poparcia dla tej praktyki w Objawieniu publicznym (Pismo Święte i Tradycja) czy liturgii Kościoła. Samo w sobie to jeszcze nie rozstrzyga, że chodzi o „bajeczki”, można bowiem założyć jakąś nową formę pobożności niesprzeczną z Objawieniem, a pozwalającą wydobyć skrywane w nim głębie. Proceder poznawania imienia anioła idzie jednak raczej wbrew Objawieniu niż daje się z nim uzgodnić. Wprost przeciw tej praktyce wypowiedziała się Kongregacja ds Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów w dokumencie Dyrektorium o pobożności ludowej i liturgii: „Należy też odrzucić zwyczaj nadawania aniołom szczególnych imion, z wyjątkiem imion Michała, Gabriela i Rafała, które występują w Piśmie Świętym”.

Ten zwyczaj wydaje się przeczyć temu, co wiemy o aniołach i ich roli z Objawienia publicznego:

1. Słowo Boże ukazuje anioły jako byty zaangażowane z woli Bożej w historię zbawienia, posłane dla pomocy ludziom, które, w analogiczny sposób jak Duch Święty, nie koncentrują uwagi na sobie, lecz służą relacji człowieka z Bogiem. Praktyka nadmiernego zainteresowania aniołami stróżami idzie dokładnie w odwrotną stronę. Nie trzeba zabiegać o relację z aniołem stróżem, bo jego rolą jest zabieganie o moją relację z Bogiem.

2. Pismo Święte objawia trzy imiona aniołów, w pozostałych przypadkach nie wyjawia imion. Nawet, gdy jakiś anioł pełni niebagatelną rolę (aniołowie przy narodzeniu Jezusa, aniołowie przy powstaniu Jezusa z martwych, anioł proroczy w Apokalipsie), nie ma potrzeby poznawania jego imienia. Tym bardziej w mojej osobistej historii zbawienia nie istnieje konieczność, by anioł pełniący misję propter salutem był znany z imienia.

3. Modlitwa „Aniele Boży, stróżu mój” akurat bardzo dobrze wpisuje się w to, co Objawienie ukazuje. Nie trzeba znać imienia, wystarczy zwracać się do „anioła mojego”, bo też właśnie tak widzi go Bóg, jako posłanego dla mnie. W ten sposób podkreśla się miłość Boga i związek anioła ze mną. W podobnym duchu Jezus mówi o dzieciach: „Aniołowie ich wpatrują się w oblicze Boga” (Mt 18,10, podkr. moje). Podobnie jest z aniołami poszczególnych Kościołów w Apokalipsie – też nie znamy ich imion, mowa jest raczej o tym lub innym aniele Kościoła (tak, wiem, że egzegeci twierdzą, że chodzi raczej o biskupów niż aniołów, chodzi mi jednak o generalną zasadę).

4. Porównanie dwóch scen zwiastowania, Zachariaszowi i Maryi, potwierdza tezę o tym, że nie ma potrzeby pytania anioła o imię. To niedowierzającemu Zachariaszowi anioł zdradza swoje imię (niejako mówiąc do niego z zewnątrz), w przypadku NMP to z Objawienia wiemy, że chodzi o Gabriela (który wszedł do Niej), a nie z odpowiedzi na pytanie Maryi o jego imię. Kogo jak kogo, ale Matkę Pana katolik chyba winien naśladować, także gdy chodzi o powściągliwość. Przy okazji, anioł mówi do Zachariasza niejako z zewnątrz („po prawej stronie ołtarza” – Łk 1,11), a do Maryi od wewnątrz („wszedł do niej” – Łk 1,28), a zatem to Ona jest w bliższej relacji z aniołem. Scena ta pokazuje ponadto, że akcent pada na relację Bóg-Maryja, anioł służy tej relacji i niejako „znika” z niej, nie domagając się kontynuowania relacji ze sobą. Podkreślono w Katechizmie, że „to sam Bóg za pośrednictwem anioła pozdrawia Maryję” (nr 2676). I podobnie, dopowiedzmy, Maryja przez anioła odpowiada samemu Bogu. I na deser: kantyk Zachariasza i Magnificat już nic nie mówią o aniołach, jedynie o Bogu się tutaj pamięta.

5. W Nowym Testamencie nie tylko że nie zachęca się do takiej praktyki czy w ogóle do zainteresowania aniołami, ale wręcz przestrzega przed nadmiernym mistycyzmem w tej kwestii. Święty Paweł pisze do Kolosan to, co mógłby napisać również do dzisiejszych chrześcijan: „Niechaj was nikt nie odsądza od nagrody, zamiłowany w uniżaniu siebie i przesadnej czci aniołów, zgłębiając to, co ujrzał” (Kol 2,18). „Energia duchowa”, możemy powiedzieć, byłaby przeniesiona z Boga na pośredników, gdybyśmy ulegli przesadnej czci aniołów.

„Nadludzka” komunikacja anielska

Należy zadać pytanie o to, czy w ogóle człowiek może nadawać imię aniołowi, który jest bytem innym i wyższym od człowieka. Celowo nie piszę o poznaniu czy rozpoznaniu imienia, ale właśnie o nadawaniu takiego imienia – bo moim zdaniem do tego praktyka ta się sprowadza. Zgodnie z przesłaniem biblijnym, to raczej ktoś wyższy nadaje niższemu imię, wyższy może to imię objawić niższemu od siebie. Zainteresowanie imieniem anioła, które jakoby miałoby pomóc w relacji z nim, sprowadza byty duchowe na poziom ludzki, i podobnie też zafałszowuje relację z aniołem upodabniając ją do relacji międzyludzkich. Jeśli anioł miałby w ten sposób „zakolegować” się z wierzącym, sam mógłby przecież zaproponować bruderszaft i przejście na „ty”.

Wymagałoby to komunikacji anioła w ludzkim języku. Akurat Pismo sugeruje, że język aniołów jest ponad ludzkim językiem (por. 1 Kor 13,1: „Gdybym mówił językami [...] aniołów”). Nadawanie ludzkiego imienia bytowi ponadludzkiemu idzie dokładnie w odwrotną stronę, sprowadza anioła na poziom ludzki. Dalej: do relacji z aniołem rozumianej w powyższym duchu nie wystarczyłoby poznanie imienia, trzeba by uczynić kolejne kroki „wtajemniczenia”, przed którym przestrzegał apostoł. Na przykład niezbędne byłoby poznanie charakteru anioła itd. Jak przyjaźń, to przyjaźń. Myślę, że to wystarczy, by wykazać, że praktyka poznawania imion aniołów stróżów prowadzi na manowce duchowości.

Zresztą, by komunikacja między aniołem a nami istniała, nie potrzeba do tego „brudzia”. Wpływ aniołów na ludzi, jak tłumaczył Akwinata, dokonuje się w inny sposób niż w obcowaniu międzyludzkim:

Każdy działający działa w zgodzie ze swoją naturą. Dlatego też tam, gdzie nieznana jest natura rzeczy, z konieczności nieznany jest też sposób jej działania. Sposób bytowania natury anielskiej jest nam nieznany taki, jaki on jest sam w sobie, nie możemy bowiem w tym życiu wiedzieć o nich, czym są [...]. Im zaś natura intelektualna jest wyższa, tym bardziej jest w akcie, jako podobniejsza Bogu, który jest czystym aktem. Toteż wyżsi aniołowie mogą działać na niższych aniołów i na nasze dusze, tak jak to, co jest w akcie, działa na to, co jest w możności – i tego rodzaju działanie nazywamy wpływem.

Granica przekraczalna z jednej strony

Wymowne są słowa anioła Bożego Rafała (który notabene przedstawił się wcześniej Tobiaszowi imieniem Azariasz): „To, że byłem z wami, nie było moją zasługą, lecz było z woli Bożej. Jego uwielbiajcie przez wszystkie dni i Jemu śpiewajcie hymn! <Widzieliście, że> nic nie jadłem, wyście tylko mieli widzenie” (Tb 12,18-19). Czy zatem anioł nie może spożywać pokarmów i napojów? Czy anioł Boży naprawdę mówi w ludzkim języku? Bo przecież, gdyby możliwy był bruderszaft z aniołem, to pod warunkiem jednego i drugiego.

Nad kwestiami anielskiej mowy i spożywania jedzenia zastanawiał się, nie przypadkiem zwany Doktorem Anielskim, Tomasz z Akwinu. Mówienie jest działaniem żyjącego, a mowa posługuje się głosem, czyli dźwiękiem wydawanym z ust istoty ożywionej. Świadectwa Pisma wydają się nie pozostawiać wątpliwości co do tego, że aniołowie mówili w przyjętych przez siebie ciałach. Podobnie jedzenie jest działaniem istoty ożywionej, a aniołowie ukazujący się w ciałach na kartach Biblii prezentowani są jako ci, którzy jedli pokarm ziemski (por. Rdz 18,2-8). A jednak, kategorycznie stwierdza Akwinata, „przyjęte przez aniołów ciała nie żyją”, a zatem byty anielskie nie mogą „wykonywać przez nie działań życiowych”. Jak zatem wytłumaczyć przesłanie biblijne? Otóż, pisze Tomasz, „aniołowie nie mówią przez przyjęte ciała, lecz jest to czymś podobnym do mówienia, ponieważ formują w powietrzu dźwięki podobne do głosów ludzkich”. Co z jedzeniem, które w ziemskim świecie polega na przyswajaniu pokarmu i zamianie go w substancję jedzącego? Otóż pokarm w przypadku niebiańskich posłańców „ani nie przemieniał się w przyjęte ciało, ani nie było to takiej natury ciało, w które mogłoby się przemienić pożywienie”.

Średniowieczny uczony, nawiązując do powyżej cytowanej wypowiedzi anioła Rafała, dodaje, że chodziło raczej o „figuratywne spożywanie duchowe”. Raz jeszcze mamy zatem podkreśloną różnicę między aniołami a ludźmi, która winna być zachowana przez człowieka, nawet jeśli z woli Bożej – dla zbawienia człowieka czy w przekazie objawienia – jest możliwe, że aniołowie przekraczają granicę i upodabniają się do ludzi. Nie byłoby jednak w dobrym tonie wymagać od nich, by mówili i pili na nasze zawołanie.

Pośrednictwo „proroka”

Jest jeszcze jeden problem z „poznaniem” imienia anioła, jeśli ten nie wychodzi z inicjatywą przejścia na „ty”. Żarty żartami, ale pozostaje istotna kwestia sposobu zdobycia wiedzy o imieniu anioła stróża. W praktyce dokonuje się to za jakimś pośrednictwem: albo Biblii, albo osoby o rzekomym obdarowaniu proroczym, która takie imię przekazuje zainteresowanemu, albo mieszanki obu: samozwańczy prorok otwierając Pismo „wróży” imię anioła. Mamy zatem do czynienia z pośrednictwem piętrowym: posłany przez Boga anioł potrzebuje człowieka-pośrednika, by się temu, którego jest stróżem, objawić. Groteskowa to relacja, trzeba przyznać, która potrzebuje takich sztuczek.

Możemy do tej sytuacji odnieść komentarz Josepha Ratzingera do III tajemnicy fatimskiej, w którym teolog rozkminiając relację Objawienia publicznego do objawień prywatnych, zauważał: „Wizje te nie są więc nigdy zwykłymi «fotografiami» rzeczywistości pozaziemskiej, ale wyrażają także możliwości i ograniczenia podmiotu postrzegającego”. Otóż to, anioł musiałby się przedstawić „prorokowi” w jego mentalu, korzystając z tych zasobów, które w nim zastanie. W praktyce „prorok” idzie na łatwiznę i wybiera imię spośród tych zapisanych w Biblii, a dokładniej w polskim tłumaczeniu (zapewne anioł jest nie tylko katolikiem, ale i Polakiem, w każdym razie nie zna hebrajskiego i greckiego). Nawet jednak gdyby takie imię pojawiło się w jego umyśle w inny sposób, to musiałoby być „dostosowane” do jego zawartości. Na miejscu anioła broniłbym się przed takim przeinaczeniem imienia.

Swoją drogą, pośrednictwo „proroka” otwiera tak wielkie pole do nadużyć, że aż głowa boli. Tego rodzaju prorokowanie, co ważne, jawi się sprzeczne z biblijnym rozumieniem charyzmatu proroctwa, które winno być rozeznawane we wspólnocie. Zakładamy bowiem, że ten sam Duch Święty mówi przez proroka i słucha w gronie wierzących. W naszej sytuacji „prorokowi” trzeba by na ślepo zaufać, że naprawdę objawia imię anioła, którego samemu się nie słyszało. Sytuacja niezdrowa duchowo i  psychologicznie, niebezpieczna tak dla samego „proroka”, jak i dla korzystających z jego usług.

***

Tak jak pisałem wyżej, poszukiwanie relacji z aniołem wpisuje się w szersze zjawisko „relacyjnego” traktowania wiary, przy czym sama relacja jest tutaj sprowadzona na poziom psychologiczny (czy raczej wyprowadzona z niego), zapewne karmi się deficytami i nieuświadomionymi mechanizmami, które warto by rozpoznać. Już od wielu lat w środowiskach charyzmatycznych mówi się o „relacji z Duchem Świętym”, a swoją rolę odegrała tutaj książka Benny Hinna, oszusta i manipulatora popularnego w kręgach charyzmatycznych uzdrowicieli, zatytułowana Dzień dobry Duchu Święty. Pismo i katolicka liturgia Kościoła ukazują Ducha Świętego raczej jako prowadzącego ku Synowi i Ojcu, niejako zapominającego o sobie – czemu odpowiada imię lub raczej jego brak (mówimy po prostu o Duchu Świętym). Idziemy do Ojca przez Chrystusa w Duchu Świętym, co nie wymaga od nas zwracania się po kolei do trzech Osób, jakby chodziło o trzy osoby ludzkie, które spotkane gdzieś na ulicy koniecznie należy „pozdrowić” (Dzień dobry Ojcze, dzień dobry Synu, dzień dobry Duchu). Dokładanie do tego kolejnej relacji z aniołem, która miałaby być następnie pielęgnowana, raczej nie sprzyjałoby „sfokusowaniu” na Bogu.

Wszystko to każe uznać, że aniołowi stróżowi wystarcza wiara wyrażona modlitwą, której babcie uczą swoje wnuki, oraz wdzięczność za pełnioną przez niego służbę. Zatem:

Aniele Boży Stróżu mój, Ty zawsze przy mnie stój.
Rano, wieczór, we dnie, w nocy, bądź mi zawsze do pomocy.
Broń mnie od wszystkiego złego i doprowadź do Żywota wiecznego. Amen.

Anioł stróż rozumie ludzki język, stróżowany nie słyszy anielskiego i żadne przyspieszone kursy językowe tego nie zmienią.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..