Miasto położone na górze

Na czym polega fenomen Radia Maryja? Kim są jego słuchacze? Dlaczego budzi tak wiele sprzecznych opinii i dla kogo stanowi zagrożenie?

„Słucham Radia Maryja”. To nie tylko sucha informacja w rodzaju: „lubię Lato z Radiem”, oglądam Teleexpres, śledzę listy przebojów Trójki. Dla jakiejś części populacji Polaków to komunikat sytuujący wypowiadającego te słowa na określonym poziomie intelektualnym, w kulturowej niszy, niejako z założenia lokujący go w ogonie cywilizacyjnym. Fałszywy i krzywdzący.

Miasto położone na górze

Powyższa matryca została nałożona społeczeństwu przed laty przez premiera posiadającego copyright na słowo „moher”, lewicowe media, niektórych polityków. Opinia dość pewnie zadomowiła się w sztucznie wypreparowanym schemacie myślowym, stając się składową „polskiego piekiełka”. Przyczyniła się do wygenerowania rzekomego podziału na katolików „zamkniętych” i „otwartych”, na Kościół „toruński” i „krakowski”.

Lista zarzutów stawianych Radiu Maryja jest imponująca: że audycje są „pełne nienawiści”, radio jest siermiężne, antysemickie, prymitywne, upolitycznione, kontrkulturowe, zamykające część społeczeństwa w oblężonej twierdzy. Że model Kościoła tu prezentowany jest niewłaściwy, ponieważ w XXI w. nie ma miejsca na radykalizm, doktrynalną jednoznaczność. Że tak naprawdę chodzi o wyciąganie pieniędzy od biednych emerytek, że media toruńskie to dzieło biznesowe, a nie narzędzie ewangelizacji itp. Osobnym rozdziałem jest osoba założyciela i dyrektora radia, który - gdyby zrobić ranking najczęściej wykpiwanych i ośmieszanych osób w Polsce - zająłby z pewnością czołowe miejsce.

 

Tylko i aż 2,1%...

Zaskakujące, jak wielu ludzi (w tym także katolików) na dźwięk słów „Radio Maryja” zaciska ze złości zęby, czując się w obowiązku złożyć wyznanie: nie słucham Rydzyka! W swoim mniemaniu - lokują się „po jasnej stronie mocy”. Dla nich jest to sposób uwiarygodnienia się wobec rozmówcy, dowód światłego myślenia. Daje zarazem prawo do krytyki „moherów”. Jednocześnie zapytani o bezpośrednie doświadczenie któregoś z krytykowanych mediów zwykle skwapliwie zapewniają, że „nie słuchają i nie oglądają”. Trudno wtedy podjąć jakąkolwiek dyskusję, ponieważ same emocje nie wystarczą. Trudno jest rozmawiać z kimś, kto czerpie wiedzę jedynie ze zjadliwych i nieodzwierciedlających rzeczywistości  komentarzy.

Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź tylko pozornie jest łatwa. Tak naprawdę brakuje obiektywnych, rzeczowych analiz fenomenu - bo takie słowo często jest używane przez socjologów - Radia Maryja. Teoretycznie nie powinno zagrażać mainstreamowi. Słuchalność, wedle badań KBN z kwietnia 2014 r., wynosi 2,1% (dla przykładu: RMF - 24,5%, Radio Zet - 15,9%, Jedynka - 9,2%). To niedużo. Jednocześnie w wielu komentarzach, studyjnych dyskusjach te 2,1% populacji przedstawiane jest jako demoniczna, ciemna siła zagrażająca przyszłości Polski, zaś środowisko skupione wokół medium prezentuje się jako jednego z głównych rozgrywających na scenie politycznej. Skąd ten lęk, skoro liczby, wskazujące raczej na marginalne znaczenie rozgłośni, powinny uspokajać dyskutantów? Dlaczego tyle nienawiści, skoro należałoby - z punktu widzenia rachunku politycznego i ekonomicznego - tak małego „gracza” otulić litościwie całunem milczenia? A jednak tak się nie dzieje. Co jest zatem tego przyczyną?

Szacunek i prawda

Znam wielu ludzi (nie tych wedle klucza - tyleż krzywdzącego, co nieprawdziwego - z lubością powielanego przez stacje komercyjne, tj. widoku modlących się z zaciętymi minami staruszków, niemodnie ubranych ludzi wymachujących różańcami i pikietujących pod klinikami aborcyjnymi, nierozumiejących tak podstawowych słów jak tolerancja, in vitro, gender czy gej. Wierzących w zamach smoleński i niegłosujących na jedynie słuszną partię), którzy pozostawili Fakty TVN, Wiadomości telewizyjnej Jedynki dla serwisów informacyjnych Telewizji Trwam czy RM. Ludzi wykształconych, statecznych, starszych i całkiem młodych. Z uwagą sięgających po publicystykę tam prezentowaną. Pytani o powód zmiany tłumaczą, że znajdują tu coś, co już dawno zatraciło się w innych mediach: spokój, obiektywizm, właściwą hierarchię spraw, szacunek do człowieka. Być może brakuje supernowocześnie wyposażonych studiów, nie ma indywidualności na miarę suto opłacanych dziennikarskich sław zatrudnianych w Polsacie czy TVN, ale to akurat większości nie przeszkadza. A przede wszystkim, co podkreślają zgodnie moi rozmówcy, nie ma manipulacji, przemilczeń i kłamstw, gry na ludzkich emocjach, stanowiących dziś normę mainstreamowego przekazu. Zapewne nie wszystkim to odpowiada - jesteśmy niestety, jako odbiorcy informacji, wypaczeni. Otoczeni kulturowymi wykrzyknikami (reklama, wszechobecne okrucieństwo i przemoc, nastawienie na coraz większą dawkę emocji). Uzależnieni od spłyconego przekazu, ograniczonego do obrazu i haseł, zasypani tanimi serialami i łzawym paplaniem „gadający głów”, bombardowani newsami w rodzaju „transmisji z procesu matki małej Madzi” nie wyobrażamy sobie, że może być inaczej. Okazuje się, że może.  I ludzie myślący, mimo niedoskonałości formuły proponowanej przez media toruńskie, są w stanie ją przyjąć. I polubić!

 

Rodzina

W ocenie krytyków społeczność skupiona wokół Radia Maryja to sekta. Oni sami o sobie mówią inaczej: RODZINA. Jest zasadnicza różnica w znaczeniu obu słów. Sekta zamyka się przed światem, lokuje się wobec niego w opozycji, wznosi szańce wrogości i nienawiści wobec innych ludzi. Jej członkowie mają swoje szaleńcze plany wobec świata, chcąc go przemodelować wedle swojego stylu myślenia i wartościowania. Rodzina inaczej: stanowi zbiór ludzi wolnych, otwartych, świadomych tego, że razem uda się pokonać trudności, przełamać samotność. Spotyka się na pielgrzymkach, modli się za siebie, Kościół, Polskę. Formuje się, wspiera nawzajem i pomaga, na ile to tylko możliwe. Dzięki niej jest słyszalny głos osób, którzy w innych mediach są absolutnie nieobecni: chorych, wykluczonych społecznie, nieatrakcyjnych dla świata jako potencjalni konsumenci. Wiernych zasadom i tradycji. Uważających, że słowa Bóg - Honor - Ojczyzna nadal są aktualne. Przyznających prymat prawu Bożemu nad prawem stanowionym. Pokazujących, że życie stanowi wartość samą w sobie, bez konieczności strojenia się w świecidełka i szklane paciorki. Skupionych wokół wartości, a nie pustych obietnic. Wolnych w rzeczywistości zdominowanej przez poprawność polityczną.

Czy stanowią zagrożenie dla świata? Czy mogą zachwiać potęgą opartą na pieniądzu i rachunku ekonomicznym? Teoretycznie nie. Praktycznie - jak najbardziej tak!

I to rozpala środowiska liberalne i lewackie do czerwoności - pomimo owych skromnych 2,1% słuchalności...

Miasto położone na górze

Określając zadania uczniów, Jezus mówił: „Wy jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu” (Mt 5,13-15). Może to jest właśnie powodem wspomnianego wyżej rozsierdzenia? Zjednoczeni wokół wartości ludzie - nawet jeśli nie było ich zbyt wielu - zawsze stanowili zagrożenie dla różnych ciemnych sił. Bali się ich komuniści, esbecy - miniony system zresztą zaczął kruszeć wtedy, gdy Polacy zgromadzili się najpierw wokół św. Jana Pawła II, potem idei „Solidarności” i po raz pierwszy od lat poczuli się nie zbiorowiskiem a autentyczną wspólnotą. Odkryli na nowo swoją podmiotowość, inność. RODZINA skupiona wokół przekazu stacji stanowi zagrożenie dla wielu współczesnych środowisk, ponieważ jest tam miejsce na prawdę. A prawda ma to do siebie, iż nie da się jej ukryć. Pustka sama się wobec niej demaskuje, odsłania. Kłamstwo zaczyna niszczyć tych, od których wychodzi. Nienawiść wypala ogniem najpierw tych, którzy uwierzyli, że można nią bezkarnie szafować.

Radio jest silne nie siłą przekazu, nadzwyczajnymi środkami czy manipulacją, którą rzekomo się posługuje. Nie ma czegoś takiego. Ludzie wokół niego skupieni są mocni mocą modlitwy (także za mnie), codzienną katechezą, niekoniunkturalnością i odwagą w nazywaniu rzeczy po imieniu. Mądrością ludzi zapraszanych do studia - wykształconych i zwyczajnych, emerytek, ale też profesorów, informatyków, inżynierów, nauczycieli, starszych i młodych. Na pewno daleko tej wspólnocie do doskonałości i z pewnością konieczna jest debata, jak poszerzyć istniejącą formułę, co zrobić, aby odnaleźli się w niej zagubieni, poszukujący, ale też pewni swego i uważający, że w przyszłości Kościół należy zesłać na banicję na bezludną wyspę. Ale jest - może już jako jedna z nielicznych na oceanie relatywizmu i beznadziejności.

Tym, którzy obrażają się na babcię czy dziadka, często schorowanych i niedosłyszących, mających zbyt głośno nastawione odbiorniki radiowe, proszę: bądźcie dla nich wyrozumiali. Treści, które tam usłyszą, organizują ich życie, nadadzą mu sens. Oni się modlą także za was - zabieganych, zmęczonych, zdezorientowanych. Że dalej są zgorzkniali, po ludzku bardzo niedoskonali? Nie domagajcie się cudów. Żadne radio czy telewizja nie stanowi antidotum na ludzkie bolączki. To tylko medium - skuteczność zależy od tego, czy ktoś da się dalej poprowadzić, już nie człowiekowi, a samemu Panu Bogu.

Ks. Paweł Siedlanowski
Echo Katolickie 29/2014

opr. ab/ab

Echo Katolickie
Copyright © by Echo Katolickie

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama