Feministki kontra kobiety. Od marksizmu do feminizmu

Kongres reprezentuje, owszem, polskie kobiety, ale te lepsze, a te gorsze jak Nawrocka, co to dzieci rodzą i wychowują, a męża kochają, to dla Kongresu są tylko powodem do wstydu. Czyli ile polskich kobiet Kongres reprezentuje?

W Krakowie odbył się XVIII Ogólnopolski Kongres Kobiet, zainicjowany przez prof. Magdalenę Środę, pod hasłem: „Demokracja, Równość, Solidarność”. Brzmi pięknie. Tematy między innymi to praworządność, odbudowa instytucji publicznych (zapewne po „kataklizmie” PiS), prawa reprodukcyjne oraz sytuacja osób z niepełnosprawnościami.

Pomoc niepełnosprawnym to piękna rzecz, a co to jest „prawo reprodukcyjne”? Brzmi poważnie i sugeruje kwestie sprawiedliwości, konstytucji i wiele innych fundamentalnych spraw. Pod tym tajemniczym hasłem kryje się jednak nic innego jak żądanie aborcji na życzenie. Tak się składa, że w wielu krajach (np. Chiny, Indie) ofiarami „praw reprodukcyjnych” są częściej dziewczynki, rzadziej chłopcy. Można się pocieszyć, że te dziewczynki pewnie by nie były walczącymi feministkami, więc szczególnie na Kongresie się nad ich losem nie rozczulano.

Jako że damy z Kongresu postawiły sobie za cel pomoc niepełnosprawnym, więc nie mogę nie zauważyć, że ofiarami „prawa reprodukcyjnego” w Polsce są przede wszystkim niepełnosprawne dzieci jak np. słynny Felek. Tak, tym niepełnosprawnym, którzy nie mieli szczęścia i się urodzili, pomagamy, a te inne, najmniejsze, których niepełnosprawność udało się odpowiednio wcześniej zdiagnozować, pod nóż!

Jak śmiesz rodzić!

Tuż przed Kongresem umarła znamienita feministka Gloria Stein, co dało powód naszym feministkom, zebranym na Kongresie, do wypowiadania słów zachwytu i szacunku wobec tej amerykańskiej Żydówki, której dzieciństwo lekkim nie było (matka chora psychicznie, ojciec komiwojażer, który porzucił rodzinę), a zasłynęła tym, że jako młoda kobieta zabiła swoje nienarodzone dziecko, co stało się dla niej takim powodem do dumy, że z radością ogłosiła to całemu światu.

Natomiast nie jest powodem do dumy obecna Pierwsza Dama. Aby to podkreślić feministki, poszły na Wawel złożyć kwiaty na grobie prezydentowej Kaczyńskiej, która na Kongresy przyjeżdżała. A Nawrocka nie przyjechała. Na ten wielki grzech małżonki prezydenta feministki bardzo utyskiwały w kuluarach i przed dziennikarzami.

Dlaczego Pani Marta miałaby obowiązkowo na tą imprezę przyjechać, niezbyt rozumiem. Czyżby taki obowiązek był zapisany w Konstytucji? Pani Marta działa zresztą na uczestniczki Kongresu jak płachta na byka. Mając świetlany przykład Glorii Stein, zamiast skorzystać z „praw reprodukcyjnych” i pociąć na kawałki swojego syna (niechciana ciąża w wieku 16 lat), bezczelnie go urodziła, wychowała, zakończyła studia, wyszła za mąż, zrobiła karierę w zawodzie i urodziła jeszcze dwoje dzieci, a na koniec została Pierwszą Damą. A na Kongres nie przyjechała! Taka kobieta feministek nie cieszy, a jej życiorys to symbol wstecznictwa. A do tego jest jeszcze ładna!

Reglamentowana wolność

I tu powstaje pytanie kogo te Panie z Kongresu reprezentują, bo nazwa Ogólnopolski, Kongres i Kobiet sugeruje, że polskie kobiety. I tutaj ściema, bo Kongres reprezentuje, owszem, polskie kobiety, ale te lepsze, a te gorsze jak Nawrocka, co to dzieci rodzą i wychowują, a męża kochają, to dla Kongresu są tylko powodem do wstydu. Czyli ile polskich kobiet Kongres reprezentuje? Obawiam się, że niezbyt wiele.

A teraz „demokracja i równość”. Panie feministki chwalą się, że wywalczyły 35 proc. obowiązkowych kobiet na listach wyborczych. Tylko gdzie tu demokracja i równość? Czy to nie wyborca powinien decydować na kogo głosuje? Czy demokracja nie polega na tym, że to wyborca decyduje, czy zagłosować na Partię Feministek czy na Męskich Szowinistów? A te 35 proc. coś mi się źle z demokracją kojarzy, bo tyle jej nam dali w 1989 r. komuniści. I jeszcze zauważę, że według mnie, jeśli w obecnej cywilizacji zachodniej kogoś należy wspierać, to według mnie nie Panie, ale Panów. Panom jest coraz gorzej, każdy ich szturcha oraz postponuje i jeśli tak dalej będzie, to będzie źle dla nas wszystkich: tak dla Panów, jak dla Pań.

Z tyłu głowy

I na koniec spróbujmy prześledzić czym jest feminizm. Jeden z moich kolegów po upadku komunizmu miał przyjemność wykładać na wydziale filozoficznym UMCS, który zawsze słynął ze swoich marksistowskich pozycji. Komunizm upadł, większość wykładowców momentalnie zapomniała o marksizmie i od razu stała się humanistami oraz liberałami. Ale czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Ten mój przyjaciel twierdził, że jego koledzy z wydziału choć werbalnie odżegnywali się od swojego młodzieńczego zauroczenia Marksem, to w rzeczywistości myśleli, działali i czuli według tego, co młodym umysłem w siebie wchłonęli. Podstawowym pojęciem marksizmu jest walka klas. I triada: teza, antyteza, synteza. Najpierw proletariat walczył z kapitalistami, rewolucja z kontrrewolucją, postęp z ciemnogrodem, Partia z reakcją, potem dzieci z rodzicami (rewolucja ’68), kobiety z mężczyznami (feministki), anarchiści z globalistami, a teraz LGBT z hetero.

Dlatego też tak wielu intelektualistów wyrosłych w komunizmie ciągle jeszcze żyje w świecie, gdzie musi być wróg oraz walka z nim na śmierć i życie. Nie mogło być po prostu edukacji ludności, musiała być walka z analfabetyzmem. Nawet żniwa były walką o zbiory, a wytop żelaza w hucie walką o wzrost produkcji. Feministki jako pogrobowcy marksizmu też muszą z czymś walczyć. Facetów już pokonały, więc nerwowo rozejrzały się wokoło i zobaczyły, że w swoich, żeńskich szeregach kryje się mnóstwo wrogów.

Tak samo zresztą Stalin walczył z różnymi frakcjami w szeregach Partii (trockiści, rewizjoniści, prawicowe odchylenie itp.). Podczas rewolucji w Hiszpanii, komuniści zamiast walczyć z Franco, walczyli głównie z innymi republikanami. A teraz pierwszym wrogiem jest Pierwsza Dama, która to na Kongres nie przyjechała. Tę zakałę rodu żeńskiego należy odizolować, zdewaluować, wyśmiać, zaszczuć. Wtedy inne kobiety zrozumieją, gdzie jest ich miejsce i że na Kongresy jeździć ma każdy(a), a nie chować się w kuchni za garnkami lub w ramionach małżonka.

 

Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.

« 1 »