Patrzmy im na ręce

Zaledwie kilka tygodni potrzebowała koalicja PO&PSL na zafundowanie nam 'drugiej Irlandii'

Zaledwie kilka tygodni potrzebowała koalicja PO&PSL na zafundowanie nam 'drugiej Irlandii'

Patrzmy im na ręce

Zaledwie kilka tygodni potrzebowała koalicja PO&PSL na zafundowanie nam „drugiej Irlandii”. Nie chodzi, niestety, o zrównanie się z tym wyspiarskim krajem w rozwoju gospodarczym czy w wysokości zarobków. Za to w kwestii implementacji rewolucji obyczajowej do systemu prawnego brakuje nam już chyba tylko uznania związków homoseksualnych za „małżeństwa”. Tempo destrukcji naszego systemu wartości przez koalicję PO&PSL w ostatnich tygodniach można porównać chyba tylko z pośpiechem w trwonieniu majątku narodowego przez PZPR w latach 1987-89. Jedyna po ludzku nadzieja w tym, że parlament za kilka dni rozpoczyna wakacje, a w święto Przemienienia Pańskiego nastąpi zmiana na stanowisku prezydenta RP.

Gwałtowny przechył koalicji PO&PSL w lewo rodzi wiele pytań, szczególnie że obydwie partie zarówno w Polsce, jak i w strukturach unijnych prezentują się jako chadeckie. Za takie skłonnych jest je uważać także wielu katolików, w tym duchownych, również wysokiego szczebla. Tymczasem w kwestii stosunku do niezbywalnej godności człowieka, szacunku dla życia czy ochrony małżeństwa i rodziny obecna koalicja przeszła na pozycje Ruchu Palikota. W forsowanych właśnie uregulowaniach prawnych i polityce kadrowej jest nawet bardziej lewacka, niżeli był SLD.

Tłumaczenie tego przechyłu rozpaczliwym szukaniem elektoratu po lewej stronie jest zbyt płytkie i niepełne. Mieszczące się w granicach błędu statystycznego poparcie dla Grodzkiej, Nowickiej i Palikota razem wziętych pokazuje, z której strony zaczyna wiać wiatr historii. Potwierdza to również zwycięstwo otwarcie przyznającego się do wartości chrześcijańskich Andrzeja Dudy nad Bronisławem Komorowskim, czyniącym z tego zarzut wobec kontrkandydata. Kierunek wiatru historii zaczyna być zresztą odczuwalny w całej Europie – może poza Grecją. Ostatnio coś drgnęło w Portugalii. Pisze o tym u nas Marcin Zatyka.

Zmiana sympatii większości społeczeństw na bardziej konserwatywne wynika po części z rosnącego zagrożenia ze strony Rosji. Wpływ na tę zmianę ma zapewne także poczucie zagrożenia ze strony islamskich terrorystów. Ale nie sposób pominąć również zmęczenia młodego pokolenia nihilizmem i poczuciem braku stabilności. Młodzież zawsze ma tę szczególną cechę, że jaskrawo widzi błędy swoich rodziców i pragnie urządzić świat w opozycji do ich świata.

Jak zatem wytłumaczyć ten przechył, skoro może się on przyczynić raczej do pognębienia niżeli do zwycięstwa jego autorów? Nie bez sensu wydaje się stawianie pytań o jego zakulisowe inspiracje. Czy nie ma w tym realizacji jakichś zobowiązań rządzącej koalicji wobec międzynarodowych i ponadnarodowych organizacji? Potwierdzałaby to ostatnia próba zmiany konstytucji na Ukrainie w perspektywie integracji z Unią na bardziej antyrodzinną i progejowską. A że czasu do końca rządów pozostało naprawdę mało, stąd może ten pośpiech. Przecież nie jest tajemnicą – mówili o tym biskupi afrykańscy podczas ubiegłorocznego Synodu o Rodzinie w Rzymie – że zagraniczna pomoc dla ich biednych krajów bywa uzależniona od zgody na propagowanie tam antykoncepcji i aborcji oraz na osłabienie rodziny i uprzywilejowanie środowisk homoseksualnych. Dlaczego ten mechanizm nie miałby być stosowany również wobec Polski?

Od czasu zatrudnienia przez rosyjski Gazprom Gerharda Schroedera na stanowisku szefa Rady Nadzorczej spółki administrującej Gazociągiem Północnym uzasadnione jest także pytanie o związki decyzji podejmowanych przez polityków z ich późniejszą karierą finansową. Wcześniej bowiem Schroeder jako kanclerz Niemiec bardzo zasłużył się dla rosyjskiego koncernu, wspierając – przeciwko Polsce – budowę po dnie Bałtyku gazociągu z Rosji do Niemiec, którego działalność teraz nadzoruje. Stąd na przykład nie od rzeczy jest pytanie, czy „niefortunna” wypowiedź Bronisława Komorowskiego na lipcowych uroczystościach ku czci nazistowskiego oficera Klausa von Stauffenberga nie zaowocuje wkrótce niemieckim wsparciem finansowym dla instytutu, którego utworzenie pod własnym nadzorem prezydent już zapowiedział.

Podobnie trzeba się bacznie przyglądać, czy Ewa Kopacz i inni sprawcy karygodnych ustaw nie znajdą się wkrótce „na liście płac światowego przemysłu aborcyjnego”, klinik in vitro, organizacji międzynarodowych lub innego antyludzkiego „przemysłu”, jak to już wśród obecnych parlamentarzystów bywało. Przyszłość niektórych polityków może rzucić światło na kulisy decyzji, które pospiesznie podejmują dzisiaj.

"Idziemy" nr 31/2015

opr. ac/ac

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama