Misyjny czy otwarty?

Kościół Chrystusowy nie może istnieć inaczej, jak tylko jako apostolski.

Kościół Chrystusowy nie może istnieć inaczej, jak tylko jako apostolski. Nie tylko w tym znaczeniu, że jest oparty na świadectwie Apostołów, pisanym słowami Nowego Testamentu i ich męczeńską krwią. Ale również w tym sensie, że Kościół apostolski jest z natury misyjny.

W ideologii społeczeństwa otwartego, której twarzą jest George Soros, Kościół może sobie istnieć, jednakże pod warunkiem, że będzie to tzw. Kościół otwarty. Podobnie jak wszelkie inne instytucje, musiałby zatem uznawać, że prawda obiektywna, poza naukami przyrodniczymi, nie istnieje. W ideologii tej nie ma miejsca na jakąkolwiek prawdę objawioną – chrześcijańską zaś w szczególności. Każda religia, podobnie jak każdy człowiek, ma tam swoją prawdę. Nie ma prawd ani religii gorszych czy lepszych.

Głoszenie prawdy objawionej zaczyna być oceniane jako represyjne wobec ludzi, którzy sobie tego nie życzą. Pozbawia ich bowiem psychicznego komfortu. Zakłóca ich dobre samopoczucie i absolutną dowolność podejmowanych wyborów. Religia w społeczeństwie otwartym ma być efektem wolnego wyboru, a nie poznania prawdy. Człowiek, który będzie tak myślał, nie będzie do swojej religii nikogo przekonywał ani za nią umierał. Dzisiaj może być katolikiem, jutro muzułmaninem, pojutrze buddystą, a za kilka dni ateistą, kiedy mu się cała ta „zabawa” znudzi.

O wielkości człowieka stanowić będzie zdolność dokonywania ciągle nowych wyborów i akceptacja wszelkich postaw i wartości, jakimi żyją inni. Kiedy ludzie to zrozumieją, zapanują szczęście i pokój, bo nie będzie już na świecie fanatyków, fundamentalistów religijnych ani proroków Bożej sprawy. Ci, którzy się z tym nie pogodzą, będą piętnowani i izolowani, nawet fizycznie, jako przestępcy przeciwko tolerancji i porządkowi publicznemu. Utopia społeczeństwa otwartego, podobnie jak utopia komunizmu, w imię urojonego szczęścia ludzkości nie odżegnuje się od przemocy, zgodnie z zasadą: „Nie ma tolerancji dla wrogów tolerancji”. Tę przemoc Benedykt XVI nazwał dyktaturą relatywizmu.

Trudno się oprzeć wrażeniu, że także wielu ludzi Kościoła gdzieś się w tym pogubiło. Może dlatego, że od samego początku Kościół był głosicielem tolerancji i obrońcą wolności, wielu nie zauważyło, kiedy przez jakieś szatańskie sztuczki podmieniono nam znaczenie słów. Wolność ma znaczyć tyle co absolutna swawola, przed którą przestrzegał św. Jan Paweł II. Tolerancja zaś nie ma być – jak chciał ks. Paweł Włodkowic i inni pionierzy praw człowieka – uznaniem prawa do życia i godności tych, z którymi się nie zgadzamy, ale pełną akceptacją dla ich błędów i niemoralnych postaw. W tak urządzonym świecie nie ma już miejsca na katolickie misje. Nie ma nawet miejsca na konsekwentne świadectwo wiary. A jeśli tak, to nie ma również miejsca na wiarę w Chrystusowy „jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół”.

Kościół Chrystusowy nie może istnieć inaczej, jak tylko jako apostolski. Nie tylko w tym znaczeniu, że jest oparty na świadectwie Apostołów, pisanym słowami Nowego Testamentu i ich męczeńską krwią. Ale również w tym sensie, że Kościół apostolski jest z natury misyjny. Głównym zadaniem zleconym przez Chrystusa Apostołom było: „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody”. Dla tej misji Apostołowie w Jerozolimie zrezygnowali nawet ze szczytnej posługi na rzecz ubogich, przekazując ją diakonom. Kościół potrzebuje misji, żeby istnieć, dotrzymać wierności Chrystusowi i zachować tożsamość. Jan Paweł II pisał w 1990 r. w encyklice Redemptoris missio, że „Wiara umacnia się, gdy jest przekazywana”. Rezygnacja z działalności misyjnej byłaby nie tylko znakiem obumierania Kościoła, ale i jedną z przyczyn pogłębiania się tego zjawiska. Tymczasem współczesne problemy Kościoła w świecie w połączeniu z uleganiem obłędnej ideologii mogą odbierać mu misyjny zapał.

Kościół – jak mówił na naszych łamach abp Marek Jędraszewski – nie może ciągle zajmować się sam sobą, swoimi problemami czy swoim grzechem. Z grzechów trzeba się nawracać i oczyszczać. I dobrze, że w ostatnich dniach papież Franciszek podjął decyzję o usunięciu ze stanu duchownego paru niegodnych biskupów, a nawet o pozbawieniu purpury jednego z kardynałów. Prawda objawiona, jeśli w nią rzeczywiście wierzymy, musi być ponad wszystko, również ponad hierarchiczno-klerykalne układy. Tak radykalne posunięcia wskazują, że w Kościele jest prawda. To może cieszyć, choć grzech powinien smucić. Ale naszym powołaniem – pisał w adhortacji Franciszek – jest radość Ewangelii. Kiedy prawdę Ewangelii będziemy przeżywać jako radosną i wyzwalającą, wtedy będziemy się nią dzielić ze światem, nie zważając na nic, co jest temu przeciwne. I o to przecież chodzi.

"Idziemy" nr 42/2018

opr. ac/ac

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama