Opoka - Portal katolicki
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl
Pekao

Marek Lehnert z Rzymu

PYTANIE O BEZPIECZEŃSTWO PAPIEŻA

Sprawa zabójstwa dowódcy Papieskiej Gwardii Szwajcarskiej

Biuro prasowe Stolicy Apostolskiej rozpowszechnia nie tylko dokumenty papieskie czy inne teksty obowiązujące wierzących, jak np. nowy Katechizm Kościoła katolickiego, ale także materiały nie wymagające od nikogo wiary czy posłuszeństwa. Do takich na pewno należy "Informacja dotycząca dochodzenia w sprawie śmierci, 4 maja 1998 wieczorem, nowego dowódcy Papieskiej Gwardii Szwajcarskiej płk. Aloisa Estermanna, jego małżonki pani Gladys Meza Romero oraz młodszego kaprala Gwardii Cedrica Tornaya".

Sprawa zabójstwa dowódcy Gwardii Szwajcarskiej została zakończona. Śledztwo umorzono, ponieważ watykański wymiar sprawiedliwości doszedł do wniosku, że nie ma przeciwko komu wszcząć postępowania karnego. Pułkownik Alois Estermann i jego żona Gladys zastrzeleni zostali przez młodszego kaprala Cedrica Tornaya. Morderca, działający w przypływie szaleństwa a powodowany zadawnionym urazem do przełożonego, odebrał sobie życie na miejscu zbrodni. Tę samą wersję przyczyn i przebiegu tragedii, która wstrząsnęła nie tylko Watykanem, podano tam już 4 maja przed północą. Jako jedyną prawdopodobną.

Informację o zakończeniu śledztwa rozdano dziennikarzom 8 lutego br. bez słowa komentarza. Nie towarzyszyła temu żadna konferencja prasowa. Rzecznik Watykanu Joaquín Navarro-Valls nie skorzystał z okazji, by usłyszeć, że od pierwszej chwili miał rację. Od momentu, gdy wiadomość o tragedii zakończył uwagą, którą potwierdziło dziewięciomiesięczne śledztwo: "Dane dotychczas zgromadzone pozwalają na wysunięcie hipotezy o przypływie szaleństwa (»raptus di follia«) młodszego kaprala Tornaya". Dwa dni później, 6 maja, Navarro miał "moralną pewność", że jest ona najbliższa prawdy, a na pytanie, czy brane są pod uwagę inne hipotezy, odpowiedział przecząco. I to jest powód, dla którego ogłoszona teraz "informacja" przyjęta została bardziej jako logiczna konsekwencja obranej od początku drogi, aniżeli rezultat żmudnego i solidnego dochodzenia. Gazety przedrukowały mechanicznie te czy inne jej fragmenty bez zagłębiania się w ich treść, a niektóre dzienniki powróciły do sensacyjnego wątku rzekomego romansu Estermanna ze swym zabójcą. Wydało im się to znacznie ciekawsze, aniżeli wytłumaczenie zbrodni jakimś tajemniczym schorzeniem Tornaya czy faktem, że mógł on (ale nie musiał) przed pójściem do swego dowódcy wypalić skręta z marihuany.

Śledztwo – takie odnosi się wrażenie, czytając jego podsumowanie przygotowane na użytek dzienniarzy – przyniosło odpowiedź na szereg wątpliwości, jakie nazajutrz po strzałach w koszarach Gwardii Szwajcarskiej wysunęła prasa i tzw. opinia publiczna. Jak było do przewidzenia, nie dały one wiary oficjalnym zapewnieniom, że wszystko jest już właściwie jasne i niewiele trzeba, by sprawę można było uznać za zamkniętą. Pojawiły się podejrzenia, że Cedric nie działał sam, lecz w mieszkaniu Estermannów był jeszcze ktoś czwarty, o czym miały świadczyć cztery kieliszki, jak i sposób, w jaki nieszczęśnik odebrał sobie życie (na klęczkach). Wiele nadziei u szukających alternatywnej prawdy wzbudziła wiadomość o znalezieniu listu, jaki zabójca na krótko przed zbrodnią napisał do matki, wzbogacona o pogłoski, jakoby chodziło o fałszerstwo (tu pojawiały się dodatkowe pytania: kto by się go dopuścił i w jakim celu?). Ze swej strony matka Cedrica Tornaya nie chciała się pogodzić z myślą, że syn jej dopuścił się tak hańbiącej zbrodni i rozpaczliwie szukała dla niej wyjaśnienia, które by nie obrażało jego pamięci. I bez tego wyjaśnienie, że zabił on swego dowódcę, a następnie targnął się na własne życie wyłącznie dlatego, że nie znalazł się na liście odznaczonych z okazji dorocznego święta Gwardii, 6 maja, było mało przekonujące. Prasa szybko odnalazła znajomych Cedrica, którzy twierdzili, że nie zależało mu na medalach, bo myślał już wyłącznie o cywilnym życiu w Szwajcarii, dokąd niebawem miał wrócić. Nie było zresztą przejawów szczególnej niechęci do tej postaci. Navarro nazwał Tornaya jedną z ofiar tragedii, Jan Paweł II poświęcił jego trumnę stojącą w kościółku Gwardii obok trumien ze zwłokami Estermanna i jego małżonki, a choć miał oddzielną Mszę żałobną, był na niej przedstawiciel Stolicy Apostolskiej. Obecne tam matki obu Szwajcarów przekazały sobie znak pokoju, co znów odebrano jako dowód, że nie wierzą one w oficjalną wersję wydarzeń. Atmosferę zagęszczała grubymi nićmi szyta dezinformacja: rozpuszczono pogłoskę, jakoby Estermann był szpiegiem STASI, potwierdzaną bądź dementowaną przez byłego szefa wywiadu b. NRD Markusa Wolfa (prasę polską zapewniał on, że było tak w istocie, Włochom mówił, że to nieprawda). Tego wątku śledztwo watykańskie nie podjęło.

Skupiono się na ustaleniu przebiegu wypadków oraz analizie osobowości i stanu zdrowia zabójcy. Wykluczono obecność kogokolwiek poza trojgiem ofiar (żadnych czterech kieliszków nie było na stole), znaleziono piątą kulę, której nie było w ciele żadnej z ofiar, wyjaśniono, dlaczego młodszy kapral po oddaniu strzału w usta upadł na twarz zakrywając sobą pistolet. Nie ma wątpliwości, że pierwszy zginął Alois Estermann, potem jego żona, wszystko zaś trwało niezwykle krótko i odbyło się bez świadków. Wiele jest motywów zbrodni, którą popełnił Cedric Tornay, czytamy w raporcie. Sekcja zwłok wykazała, że był on najprawdopodobniej nałogowym palaczem marihuany, a przede wszystkim, że miał on od urodzenia guz na lewej części mózgu, zwanej przez specjalistów "organ of civilisation", który mógł być przyczyną jego niezrównoważenia. Częste zatargi z dowództwem Gwardii, w tym z samym Estermannem, skrupulatnie odnotowywane przez tego ostatniego, mogły być następstwem zmian osobowościowych. W raporcie wymienia się m. in. chroniczny brak subordynacji podoficera, podkreślając, że nie chodziło o "zwykłego obywatela, lecz o żołnierza, który zaciągnął się do korpusu o starych tradycjach rygoru". Dodajmy od siebie: odpowiedzialnego za bezpieczeństwo Głowy Kościoła. Do tego się bowiem sprowadza w tym momencie refleksja na temat tragedii, jaka wydarzyła się w Watykanie dziewięć miesięcy temu. Cedric Tornay strzelał do swego przełożonego, którego darzył niechęcią, ale – teoretycznie – mógł skierować ją przeciwko przełożonemu Estermanna, czyli Papieżowi. Nikt nie wyjaśnił, jak to się stało, że osobnik niebezpieczny dla siebie i otoczenia, co samo w sobie nie jest jeszcze winą, przyjęty został do tak odpowiedzialnej służby i pełnił ją mimo ustawicznych zatargów z dowództwem. 6 maja ub. r. rzecznik prasowy Watykanu przecząco odpowiedział na pytanie, czy kandydaci na rekrutów przechodzą testy psychologiczne. Nie potwierdzono dotąd oficjalnie wiadomości, że testy takie przeprowadzono miesiąc później, gdy przyjmowano nowych gwardzistów. To także jedna z przyczyn, dla których raport na temat śledztwa w sprawie zabójstwa pułkownika Aloisa Estermanna został przyjęty z pewnym niedowierzaniem. Wielu bowiem od chwili jego śmerci nie przestaje sobie zadawać pytania, w czyich rękach jest bezpieczeństwo Jana Pawła II.


opr. ab/ab



---
Copyright © by Tygodnik Powszechny 8/2587

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: papież Jan Paweł II zabójstwo samobójstwo bezpieczeństwo Gwardia Szwajcarska Alois Estermann Cedric Tornay Gladys Meza Romero