Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Marcin Żyła

Czyszczenie wulkanów


Nad Zochcinem powoli zapada zmrok. Rzędy słupów elektrycznych wetknięte w kikuty nieskoszonej trawy przypominają tortowe świeczki. Jakby przed Świętami zbliżał się czas urodzin całego świata.


Że ziemia jest okrągła, to jeszcze nic: tutaj w dodatku okrągłe jest niebo. Widać je, w całości, z każdego miejsca na obrzeżach Wyżyny Sandomierskiej, gdzie horyzont faluje tylko trochę, pozostawiając wrażenie, że pustej przestrzeni jest znacznie więcej niż samej ziemi. Spomiędzy cienkich warstw ni to chmur, ni to mgły uchodzi światło. Promienie padają m.in. na podłużną, drewnianą kaplicę (na ziemi powstaje cień prostokątny), metalowe zbiorniki z gazem do ogrzewania budynków (cień eliptyczny) oraz na drewnianą stajnię (cień o wyglądzie zmiennym: od czasu do czasu bowiem na zewnątrz budynku swój łeb wystawi... kozica).

To nad ośrodkiem Wspólnoty „Chleb Życia” w Zochcinie koło Opatowa niebo i ziemia bawią się w słoneczny zegar.

Siedem takich domów w Polsce zapewnia schronienie ludziom najbardziej potrzebującym, pomaga zdobyć wykształcenie i zawód, organizuje przedszkola i walczy o poprawę losu bezdomnych i najuboższych. Ale ten w Zochcinie jest szczególny: po pierwsze powstał na wsi, w jednym z najbiedniejszych rejonów Polski. Po drugie, to tutaj mieszka założycielka polskiej Wspólnoty „Chleb Życia” – s. Małgorzata Chmielewska.

Szybko można zauważyć, że gdy na początku zdania mówi coś o Panu Bogu, w jego drugiej części zwykle pojawiają się ludzie.

Zapytana o świąteczne życzenia, odpowiada: – Podziękujmy Panu Bogu i ludziom, że przeżyliśmy do tego momentu – i zobowiążmy się, aby następny rok przeżyć po prostu dobrze. Dobrze dla nas i dla innych.

Granice codzienności

Zimą w zochcińskim domu Wspólnoty dzień wstaje jeszcze ciemną nocą. Zaczyna się o szóstej w jadalni, wspólnym śniadaniem. A „dom” to tak naprawdę kilka w większości drewnianych budynków, dzięki pracy ludzi dołączanych, jeden po drugim, do murowanej kuchni i pomieszczeń do spania.

Po śniadaniu wszyscy rozchodzą się do pracy – a tej, jak to na wsi, nigdy nie brak. Trzeba nakarmić zwierzęta, latem zadbać o uprawy, coś naprawić, wyremontować lub przenieść. I wyjechać po jedzenie.

– Dla nas, biedaków, Boże Narodzenie to czas, kiedy otwierają się serca innych – tłumaczy siostra Chmielewska. – Musimy więc zebrać od ludzi to, co chcą nam dać – a dla innych członków Wspólnoty i mieszkańców domu trzeba te Święta po prostu zorganizować. Nas, sprawnych, jest nieproporcjonalnie mało w stosunku do tych, którzy nie mogą jeździć, prosić o dary, zbierać, przeładowywać.

Ci mniej sprawni też będą pracować, krojąc przed Wigilią sałatkę, sprzątając. Każdy da od siebie tyle, ile może. Przedświąteczna mobilizacja zbuduje przyjemną jedność. Na razie jednak w jadalni dwóch mieszkańców („każdy z nas coś umie”) kładzie glazurę.

Ksiądz Jacek dostanie półeczkę na kawkę w swoim ulubionym kąciku przy kaloryferze, a panie kucharki będą mogły do woli chlapać na ściany w stołówce przy nalewaniu zupy”, napisze za kilka dni o remoncie na blogu siostra Chmielewska. Na razie tłumaczy: – Staramy się wprowadzić atmosferę pokoju, radości i ciepła. To dlatego przed Świętami jesteśmy straszliwie zabiegani.

Poprzedniego dnia wieczorem wróciły dwie panie, które na kiermaszu świątecznym w Krakowie sprzedawały przetwory z Zochcina. Prowadzona przez Wspólnotę szwalnia i przetwórnia pozwala utrzymać się wielu kobietom z okolicznych wsi. To jeden z powodów, dla których tu i w niedalekich Nagorzycach (działa tam inny dom Wspólnoty) siostra Chmielewska cieszy się dużą estymą.

W ciągu jednego roku w samej tylko Warszawie z pobytu w domach współzakładanych przez s. Chmielewską korzysta tysiąc bezdomnych. A to nie wszystko. Dzięki prowadzonej przez Wspólnotę fundacji ponad pół tysiąca uczniów i studentów dostało stypendia na naukę. W warsztatach w Zochcinie pracę znalazło kilknanaście osób. Nie zawsze na pełny etat, ale w regionie z wysokim bezrobociem to i tak dużo. Do tego doliczyć należy: przedszkole, zajęcia pozalekcyjne i wycieczki dla uczniów. A nawet: fundusz stypendialny dla 10 sierot z Beninu.

– Nie są to domy wyłącznie dla bezdomnych – mówi ks. Jacek, jeden ze współpracowników siostry Chmielewskiej w Zochcinie. – Wspólnota przyjmuje do nich ludzi w danej chwili najsłabszych, pod względem materialnym i duchowym.

Teraz w Zochcinie, poza członkami Wspólnoty, mieszka siedmiu mężczyzn.

– Tym, którzy do nas trafią, dajemy nie tylko nadzieję. Walczymy z ich długami, załatwiamy sprawy w prokuraturze, odwiedzamy ich w więzieniach – wyjaśnia ks. Jacek.

Zimowe słońce nad Zochcinem odmierza późne przedpołudnie. Promienie padają prosto na kozicę, która wspólnie z osłem oraz piękną, dorodną owcą mieszka w niewielkiej stajence.

Nie ma chleba, nie ma życia

Ktoś nazwał kiedyś siostrę Małgorzatę „ozdobą ludzkości”. W samym Zochcinie mówi się o niej trochę mniej pompatycznie: „bardzo dobry człowiek”. Przy pierwszym kontakcie można ją uznać za surową. Zdecydowana, nie znosi sprzeciwu, zwłaszcza wtedy, gdy czasu jest znacznie mniej niż pracy do wykonania.

Nie cofnie się przed rzuceniem łyżką o talerz podczas wspólnego obiadu i nakazaniem dwóm mężczyznom, którzy podczas remontu zapomnieli wyłożyć podłogę folią malarską, powrotu na miejsce pracy. Chłopcy wstaną od stołu i na obiad już nie wrócą.

– Pan Bóg ma poczucie humoru i we wspólnotach chrześcijańskich dobiera ludzi, którzy inaczej nigdy by się nie spotkali i ze sobą nie żyli – mówi siostra Chmielewska.

– Pozorna surowość Siostry może nieco mylić, ale ona wszystkich bardzo kocha – wyjaśnia jeden z członków Wspólnoty. – Ja chyba do tego nie dorosłem, żeby kochać wszystkich, ona tak, i to mnie w niej wciąż zaskakuje – dodaje.

Kiedy usiądzie, jak zawsze w brązowym habicie i białej chustce, aby opowiedzieć o Świętach, w ręku będzie miała nieodłącznego papierosa. W Zochcinie zapalniczki znajdują się w każdym pomieszczeniu.

S. Chmielewska: – Na kłótnie mam dwie rady. Pierwsza – nie przejmować się tak bardzo, nie zacinać się w gniewie. „Niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce”, mówi Pismo Święte. Nie bądźmy nadwrażliwi. Człowiek, jeśli tylko żyje prawdą i dobrem, z biegiem lat życia z Chrystusem i doświadczenia życiowego zmienia sposób patrzenia na własne i cudze błędy. Jeżeli jest naprawdę uczciwy, wie, że i on czasem popełnia ogromne błędy i że jest mu to wybaczane. A druga rada to przebaczenie. Śmiech, poczucie humoru.

– Święta to moment, kiedy wszyscy przekraczamy granice szarej codzienności i chcemy przyjemności dla innych – mówi siostra Chmielewska. – Dobra atmosfera wymaga wysiłku. Drobne awantury w Wigilię zwykle wynikają z tego, że nam się spieszy i depczemy sobie po piętach. W takich chwilach roześmiejmy się, usiądźmy na chwilę i zastanówmy się: a właściwie to o co nam poszło? Wojny domowe, a potem i krwawe wojny na świecie zaczynają się z braku dialogu oraz żądzy władzy. Musimy słuchać siebie nawzajem – nawzajem, bo jeśli nie będziemy brać pod uwagę innych, staniemy się podporządkowani niczym niewolnicy.

We Wspólnocie „Chleb Życia” miejsce przy stole znajdzie się zawsze – tu wiedzą, że człowieka trzeba najpierw nakarmić, zapewnić mu poczucie bezpieczeństwa. A czasem nawet zaopatrzyć w papierosy. Bo łatwo krzyknąć: nie pal – gdy ktoś palił zawsze.

– Aby móc powiedzieć, że to wszystko ma dzięki Panu Bogu, najpierw trzeba mu dać to, co pochodzi z tego świata – słyszę w Zochcinie. – Tak, nie samym chlebem człowiek żyje – ale to znaczy, że chleb jest szalenie ważny. Nie ma chleba, nie ma życia. Zdajemy sobie sprawę z naszych grzechów i dlatego przyznajemy innym prawo do błędu.

– Najbardziej zależy nam na tym, aby nawet te osoby, które odejdą z Zochcina, pamiętały go jak najdłużej – tłumaczy ks. Jacek – Żeby pamiętali kaplicę i to, że Bóg ich kocha.

Święta w domu Wspólnoty „Chleb Życia” wyglądają bardzo rodzinnie. Jest szwedzki stół i dużo miejsca, aby wszyscy mieszkańcy mogli stanąć naprzeciwko siebie z życzeniami.

– Ludzie mają dziś problem, aby szczerze spojrzeć w oczy, spotkać się z innym człowiekiem – mówi siostra Chmielewska. – I być może właśnie po to są Święta, abyśmy sobie uświadomili, że powinniśmy zarezerwować czas i siły na spotkania z innymi także w ciągu całego roku. Po to jest Adwent, po to jest radość z Bożego Narodzenia, abyśmy zrobili rewizję swojego życia.

Siostra Chmielewska dodaje: jak Mały Książę Saint-Exupéry’ego, powinniśmy w tym okresie przeczyścić parę wulkanów.

– W Zochcinie życzymy sobie tego wszystkiego, za czym wszyscy tęsknimy – choć może tutaj rzeczywiście zdajemy sobie z tego sprawę nieco bardziej. Przede wszystkim: harmonii i pokoju serca. Lęk, ucieczka i niepokój doznawany w czasie Świąt wynikają u ludzi z braku harmonii, z niepozostawienia w sobie miejsca na spotkanie z Panem Bogiem i innymi ludźmi. Jesteśmy przecież wolni. Uporządkujmy więc nasze życie tak, aby Święta sprawiały przyjemność – radzi siostra Chmielewska. Radzi też, aby nie zastanawiać się zbyt długo nad spadkiem religijnego znaczenia Bożego Narodzenia we współczesnym świecie.

– Przeżycie religijne to jest coś tak bardzo osobistego, że trudno je oceniać – mówi. – Kiedy ktoś stawia choinkę, a pod nią żłóbek – nieważne, czy wycięty z kartonu, czy chiński, kupiony w sklepie „Wszystko po 5 zł” – nigdy nie wiemy, czy gdy spojrzy na małą figurkę Dzieciątka Jezus, nie budzi się w jego sercu coś więcej. Msza, liturgia, Adwent są bardzo ważne, bo pomagają głęboko przeżyć Święta. Nie łudźmy się jednak: można nie przeżyć świadomie Bożego Narodzenia, wziąwszy uprzednio udział we wszystkich liturgicznych obrządkach.

Urodziny świata

Siostra Chmielewska opowiada, że kiedy na Zachodzie przychodzi do Wspólnoty młody człowiek, zapytany o motywacje mówi najczęściej, że chciałby się w niej rozwinąć: zdobyć doświadczenie, stanowisko, władzę, stać się przełożonym. To trend, który dociera do Polski. To również powszechne zjawisko w Kościele.

– Rozwój chrześcijański – mówi założycielka polskiej Wspólnoty „Chleb Życia” – polega na czymś zupełnie innym – na tym mianowicie, co powiedział Jan Chrzciciel: „Potrzeba, by On wzrastał, a ja się umniejszał”. Wzrastać ma w nas Chrystus. Ten rozwój wiąże się więc zawsze z cierpieniem i wyrzeczeniem. I to jest ta granica, której współczesny świat nie rozumie. Po to, aby rzeczywiście rozwijać się w Chrystusie, najpierw trzeba zrezygnować z wielu swoich pragnień, często również i złych, egoistycznych.

– Są to, można powiedzieć, urodziny Pana Jezusa – przypomina siostra Chmielewska. – Nietypowo, spróbujmy sami przyjąć prezent od Jubilata. A jest nim przypomnienie sobie tego, co jest najważniejsze i kto jest najważniejszy. To pozwala odzyskać nadzieję. Brak nadziei nie wynika przecież z tego, że jej nie ma, tylko z tego, że sami nie chcemy jej przyjąć.

Nad Zochcinem powoli zapada zmrok. Rzędy słupów elektrycznych wetknięte w kikuty nieskoszonej trawy przypominają tortowe świeczki. Jakby przed Świętami zbliżał się czas urodzin całego świata.

Co widzi siostra Chmielewska, gdy patrzy do przodu, na kolejny rok? – Nie mam żadnych wizji – odpowiada. – 1 stycznia to symboliczna, graniczna data, kiedy uświadamiamy sobie, że jest jeden wymiar, nad którym nie mamy do końca władzy: czas. Ale czas jest darem. Można go pożerać łakomie i wtedy człowiek się doprowadza do tego, że ten czas traci, zapomina żyć. Jest taka piosenka Johnny’ego Hallydaya „J’ai oublié de vivre”(„Zapomniałem żyć”). Świetna – a gdy ją śpiewał, był już starym człowiekiem. Oto memento dla nas. Nie zapomnieć żyć.

A nadzieja na lepsze jutro?

– Lepsze jutro? A dlaczego sądzimy, że teraz jest gorsze dzisiaj? Cała tajemnica polega na życiu chwilą obecną. Ciągle marzymy o tym, żeby było lepiej, nie ciesząc się z tego, że dzisiaj jest dobrze, tracąc wciąż okazje na radowanie się z tego, co już mamy. W ten sposób marnujemy życie. W ten sposób lepsze jutro nigdy nie nastąpi. Bo jeśli przyjdzie – my go też nie zauważymy. Powiedzmy sobie: dzisiaj jest dobrze. Jeśli jutro będzie gorzej, to też damy sobie z tym radę. A jeśli nie, trudno, porażka też jest ludzka. Najwyżej będziemy jedli chleb ze smalcem. I też nie będziemy głodni.

Na wieczorną Mszę w kaplicy przychodzi trzech mieszkańców Zochcina. Po niej – już tylko czas wolny. Na najbliższe dwanaście godzin w okolicy zapada cisza. Czasem tylko będzie można usłyszeć odgłosy ujadających psów z odległej o kilka kilometrów następnej wsi.

Jeden z ostatnich biuletynów wydawanych przez Wspólnotę „Chleb Życia” cytuje słowa brazylijskiego biskupa, obrońcy ubogich i praw człowieka Héldera Câmary: „Nie wierzę w prawo silniejszego, język broni, moc mocnych. Chcę wierzyć w prawa człowieka, w otwarte ręce i moc nieużywających przemocy. Nie wierzę w rasy, bogactwa, przywileje i ustalone porządki. Chcę wierzyć, że cały świat jest moim domem”. 

opr. aś/aś


Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: wspólnota nadzieja człowiek chleb Jezus Chleb Życia ludzie Zochcin dziś
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W