Zostajemy! 10 tys. chrześcijan nie dało się wypędzić z południa Libanu

„Albo wszyscy umrzemy i nasza ziemia umrze, albo wszyscy będziemy żyć i nasza ziemia będzie żyć” – powiedział proboszcz parafii w libańskim Rmeish. Izrael zajmuje południe Libanu i wysiedlić mieszkańców. To tereny zamieszkiwane od wieków przez chrześcijan.

Izraelskie wojsko realizuje zapowiedź ustanowienia „strefy buforowej” na płynącej przez Liban rzece Litani. W praktyce oznacza to okupację części kraju. Z tego terenu uciekło 600 tys. osób. Minister obrony Israel Kac zapowiedział, że powrót będzie surowo zabroniony. Ten stan ma trwać do czasu zagwarantowania „bezpieczeństwa mieszkańców północnego Izraela”.

Zgodnie z planem Kaca, domy w przygranicznych wioskach zostaną zburzone.

Miejscowości te zamieszkują przeważnie chrześcijanie wyznania melchickiego i maronickiego. Podobny sposób postępowania Izrael przyjął już w Rafah i Beit Hanoun w Strefie Gazy.

Koniec wielowiekowej obecności chrześcijan

Według organizacji „Œuvre d’Orient” w wioskach na południu Libanu pozostało ponad 10 tys. chrześcijan, którzy odmówili opuszczenia domów. Ich sytuacja staje się krytyczna, ponieważ wojsko libańskie rozpoczęło wycofywanie swoich sił z tego regionu.

„Nasze odejście stąd oznaczałoby koniec wielowiekowej obecności chrześcijańskiej na tej ziemi”

– podkreślił ojciec Tony Elias, odmawiając wykonania nakazu ewakuacji. Maronicki kapłan z Rmeish wskazał na „narastający wśród chrześcijan niepokój”, związany z wycofywaniem się libańskich żołnierzy z regionu wokół czterech miasteczek: Alma Sha’b, Rmeish, Debel i Aïn Ebel. Ich mieszkańcy wystosowali apel do władz Libanu, w którym podkreślają, że wycofywania armii z pogranicza z Izraelem może mieć „poważne konsekwencje dla bezpieczeństwa”. Chrześcijanie podkreślili w apelu, że są zdeterminowani, aby pozostać na swojej ziemi „pomimo wszelkich okoliczności”. Zaapelowali zarazem do władz Libanu, Organizacji Narodów Zjednoczonych i międzynarodowych organizacji humanitarnych o nieopuszczanie ich w tej chwili próby.

Zdeterminowani, żeby pozostać

Ojciec Maroun Youssef Ghafari, proboszcz z Alma Sha’b w rozmowie z papieskim stowarzyszeniem „Pomoc Kościołowi w Potrzebie” potwierdził te obawy. Zauważył, że wycofanie armii „pozostawia otwartą drogę ku nieznanej przyszłości i niezwykle niebezpiecznej sytuacji, zwłaszcza że do tej pory armia libańska eskortowała konwoje pomocy przeznaczone dla tych wiosek”. Ojciec Ghafari wyraził niepokój z powodu codziennych komunikatów wysyłanych przez przedstawicieli Izraela, że „pozostaną w Libanie, dopóki Hezbollah nie zostanie rozbrojony, oraz że zniszczą wioski na linii frontu”.

„Wioski, które nadal są tam zamieszkane, to wioski chrześcijańskie, a ich mieszkańcy są ludźmi pokoju”

– powiedział maronicki kapłan. Wskazał, że mieszkańcy są zdeterminowani, aby pozostać na swojej ziemi, nawet jeśli będą musieli „jeść ziemię”.

Seria ofiar

Proboszcz z Alma Sha’b wskazał, że libańscy chrześcijanie są przywiązani do swojej ziemi i do swojego państwa. Jak tłumaczył, to przywiązanie do „ziemi przesłania” – ziemi, po której stąpał Chrystus, Maryja i Apostołowie, zdaje się wymagać daru z samego siebie i świadectwa krwi.

Kapłan przypomniał śmierć swego brata, który zginął w izraelskim ostrzale; ofiarę życia ojca Pierre’a Raïa, proboszcza w Qlayaa, który zginął, ratując parafian; śmierć trzech młodych maronickich chrześcijan z Aïn Ebel oraz ojca i syna z Debel.

Maronicki kapłan powiedział „Pomocy Kościołowi w Potrzebie”, że 10 marca wszyscy mieszkańcy jego parafii i wioski opuścili Alma Sha’b i rozproszyli się po całym kraju. Na terenach skąd wycofuje się libańska armia, pozostało jednak wielu wyznawców Chrystusa, którzy nie chcą kolejny raz porzucać swych domów i tysiącletnich drzew oliwnych, które sadzili ich przodkowie, będących świadkami chrześcijańskiej obecności na tej ziemi.

Jedyny most dla uciekinierów

Bp Jules Boutros ze wspólnoty syryjskokatolickiej w Libanie wskazuje, na systematyczne działanie Izraela, który „opróżnia południe pod pretekstem walki z Hezbollahem”. Jak mówi, atakowane są wioski, których mieszkańcy nie chcą wojny, niszczona jest też cała infrastruktura w regionie, w tym mosty.

Na rzece Litani przejezdny jest tylko jeden. Stanowi on drogę ewakuacji dla ludności oraz daje możliwość dostarczania pomocy humanitarnej z Bejrutu na południe kraju.

Wsparcie organizowane jest przez nuncjusza apostolskiego w Libanie wraz z organizacją „Œuvre d’Orient”. W Wielką Środę transport pomocy dotarł m.in. do Tyru, gdzie w swym klasztorze pozostali franciszkanie, niosący wsparcie przesiedleńcom.

Bezpośrednie zagrożenie

W obliczu narastającego kryzysu na południu Libanu, maronicki patriarcha kardynał Béchara Boutros Raï wezwał Tymczasowe Siły Zbrojne Narodów Zjednoczonych w Libanie do ułatwienia dostępu do pomocy humanitarnej i zapewnienia ochrony mieszkańcom południowego Libanu, którzy odmawiają opuszczenia regionu pomimo izraelskich ataków i walk z Hezbollahem w okolicy. W komunikacie opublikowanym po comiesięcznym spotkaniu w Bkerké maroniccy biskupi zaznaczyli, że rezolucja nr 1701 Rady Bezpieczeństwa ONZ przewiduje, iż międzynarodowe siły zapewnią dostęp do pomocy humanitarnej dla ludności cywilnej oraz będzie chronić cywilów „narażonych na bezpośrednie zagrożenie przemocą fizyczną”.

 

Źródła: KAI, lanuovabq.it

Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.

« 1 »