Gdyby rzeka Odra została osobą, to można by ją pozywać, choćby za zniszczenie mienia w czasie powodzi. Ubaw byłby niezły, choć nie wiem, kto ostatecznie miałby płacić za zalany dom. Sam pomysł jest jednak z gruntu szamański.
Nikt nie wpadł jeszcze na to, żeby prawnie nadać rzece status osoby. Mamy wprawdzie polityków czczących Swarożyca i takich o ksywie „Biały Nos”, mamy obrońców temperatury przyklejających się do asfaltu, są akcje bilbordowe udowadniające, że picie mleka to okrucieństwo, a szczur jest najlepszym przyjacielem człowieka, istnieją fermy jadalnych robaków i najróżniejsze projekty ustaw, które wyglądają jak dowcipy z jakiegoś trollkonta, ale wszystko ma swoje granice. Choćby ktoś nie wiem jak kochał rzekę, to przecież nie uzna jej za coś w rodzaju człowieka. Tak daleko nikomu terminal nie odleciał.
Prima Aprilis, żartowałem. Jest taki projekt. Właśnie poparła go sejmowa większość.
Prawie 100 tysięcy
Po kolei. Pod koniec marca wiceminister klimatu i środowiska Urszula Zielińska napisała w serwisie X:
„Prawie 100 tysięcy osób podpisało się pod obywatelskim projektem o nadaniu osobowości prawnej rzece Odrze. I mam dla Was wspaniałą wiadomość, bo Sejm właśnie zagłosował za skierowaniem projektu do dalszych prac w komisjach sejmowych!”
Wcale nie żartowała, choć trochę pokręciła. Pomysł nadania Odrze osobowości prawnej powstał około 2022 r. Poparło go kilku celebrytów. W 2025 r. zaczęło się zbieranie podpisów pod stosownym projektem ustawy. Zebrano ich, jak napisała wiceminister Zielińska, prawie 100 tys., a dokładnie niecałe 93 tys. Marszałek Sejmu skierował projekt do najbliższego kosza, bo tak musi zrobić w sytuacji, kiedy do stu tysięcy brakuje choćby jednego. Bliźniaczy projekt ustawy zgłosiła jednak grupa posłów. I to ten drugi projekt został poparty przez sejmową większość i poddany dalszej procedurze.
Czy pani Odra zgodzi się na budowę tamy?
Przyczyny, dla których rządząca koalicja opowiedziała się za projektem są dość oczywiste. Ewentualne przyjęcie takiej ustawy oznaczałoby w praktyce, że na Odrze nie będzie można nic zrobić bez jej zgody, to znaczy bez zgody jej prawnych reprezentantów. Żadnych inwestycji, żadnego rozwoju transportu towarowego – bo osobie Odrze może to zaszkodzić.
Co nie udało się poprzez stworzenie parku narodowego (nie powstał z powodu prezydenckiego weta), miałoby się udać przez nadanie rzece statusu osoby. Nie jest przypadkiem to, że projekt dotyczy właśnie tej rzeki, a nie Wisły czy Biebrzy.
Nawiasem mówiąc, prawo działałoby i w drugą stronę. Gdyby Odra została osobą, to i ją można by pozywać, choćby za zniszczenie mienia w czasie powodzi. Ubaw byłby niezły, choć nie wiem, kto ostatecznie miałby płacić za zalany dom.
Jajko i kura
Gospodarcze wykorzystywanie Odry niespecjalnie podoba się przemysłowi zza Odry, to nie od dziś wiadomo. Czy jednak cała sprawa jest tylko mistyfikacją mającą ukryć to, że chodzi po prostu o kasę? Nie jestem pewny. W roli inicjatora przedsięwzięcia występuje człowiek, który przedstawia się jako „dziennikarz, pisarz i szaman”. A szamańskie kulty polegają właśnie na tym, co zapisano w projekcie: na uznawaniu elementów natury – jezior, gór czy rzek – za żywe istoty.
Nie wiem zatem, co było pierwsze – interesy, czy wiara (szczera, udawana?) w to, że Odra ma ducha? Jedno zbiegło się z drugim, czy po prostu biznes wykorzystuje szamana tak samo, jak nieraz wykorzystuje zwykłych ekoaktywistów?
Nie wiem. Cokolwiek jednak motywuje autorów, pomysł nadania rzece prawnej osobowości jest z gruntu szamański. Lansowanie takich idei w popkulturze nikogo już chyba nie zaskakuje (przykładem oglądane przez miliony filmy „Avatar”, „10000 B.C.” czy druga „Kraina lodu”), ale żeby w XXI w. polscy posłowie podnosili rękę i naciskali przycisk w imię animizmu? Tego by Chesterton nie wymyślił.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.