Niezwykły jest zamęt Poranka Wielkanocnego, czyż nie? Jest on jaskrawym przeciwieństwem bezruchu, jaki cechuje kogoś, kto zastyga w żalu. Początkowo taka postawa zdaje się przynosić ulgę, ale na dłuższą metę wciąga jeszcze bardziej w czarne czeluści beznadziei, prowadzi do celebrowania bolesnych wspomnień, ponownego rozdrapywania ran i międlenia alternatywnych scenariuszy (w stylu „Gdybym wtedy….”). Z tego impulsu do biegu, jaki udziela się Marii Magdalenie, Piotrowi i Janowi, wyłania się – początkowo bardzo nieśmiało – niezniszczalna nadzieja. Nie jest to bieganie kogoś, kto przez niespokojną krzątaninę chce zagłuszyć doskwierający żal i niepokój. Jest to wychylenie ku czemuś, co może rozbić więzienie lęku i przygnębienia.
Symbolem – jak się początkowo wydawało – nieodwracalnej katastrofy Wielkiego Piątku jest kamień, jaki zatoczono na grobie Jezusa. Ten kamień nie tylko odgradzał Marię, Piotra i Jana na zawsze od Tego, w którym położyli całą swą nadzieję, ale stał się także kamieniem na ich sercu, ciężarem przygniatającym ich życie, trucizną, która mąciła każdą codzienną radość i uniemożliwiała normalną egzystencję.
Ani ten kamień, który miał przypieczętować ostateczny koniec Nauczyciela z Galilei, ani ten, który przygniatał ich serca, nie mogły zostać usunięte ludzką mocą. Dokonała tego Boża moc – i to nie dając powrót do dawnej normalności, ale obdarzając zupełnie nową egzystencją. Ona otwiera nowe perspektywy, przywraca siły i pozwala, by łaska zmartwychwstania ogarnęła człowieka dogłębnie.
Każde z tej trojki pierwszych świadków pustego grobu – Maria Magdalena, Piotr i Jan – inaczej doświadcza łaski zmartwychwstania, bo różni ich wiele osobowych cech i różna jest też historia ich życia. Ale u każdego z nich pojawia się ta sama zupełnie nowa dynamika, coś, co można by nazwać „duchową sprężystością”; ruchem, który nie bierze się z pośpiechu i nawału zajęć, ale z pewności, że Bóg ma moc tchnąć w to, co we mnie umarłe, nowe życie. Światło Wielkanocnego Poranka jest także dla każdego z nas zaproszeniem do otwarcia się na łaskę zmartwychwstania, na ten radosny zamęt. Każdy z nas może dać się poderwać do tego niezwykłego biegu. I to tym bardziej, im bardziej czujesz się zmęczony życiem…