reklama

  • Echo Katolickie

Ocalony, by głosić miłosierdzie

Kalendarz wskazywał datę 13 maja 1981 r., a zegar godzinę 17.17. Na Placu św. Piotra rozległy się strzały. Gołębie wzbiły się w powietrze, a człowiek w bieli osunął na podłogę samochodu, którym objeżdżał plac...

Zamach na Jana Pawła II zszokował świat. O ile ludzie rozpatrywali atak na Ojca Świętego w kontekście fizycznym i politycznym, on sam patrzył na niego przede wszystkim w perspektywie duchowej oraz mistycznej. Wieść o strzelaninie podczas audiencji i dramatycznym stanie papieża obiegła świat z szybkością błyskawicy. Choć od tamtych wydarzeń minęło 41 lat, w dalszym ciągu są okryte one wieloma niewiadomymi. Jedno jest pewne: 13 maja 1981 r. Jan Paweł II miał umrzeć. Wszystko przemawiało za tym, że misja zamachowca nie ma prawa się nie udać. To, co wydarzyło się po wystrzeleniu pocisków, było przeplatanką dramatycznych momentów i „przypadków”, które do dziś trudno wytłumaczyć. Papież miał zginąć, ale został ocalony. Jan Paweł II, wspominając zamach na swoje życie, jak refren powtarzał: jedna ręka strzelała, a druga kierowała kulą.

Wróćmy do tamtych chwil. Papież po raz ostatni objeżdżał Plac św. Piotra i błogosławił pielgrzymom. Podano mu małą dziewczynkę z blond lokami. Ojciec święty uściskał ją i oddał rodzicom. Kilka sekund później Ali Ağca wyciągnął zza paska dziewięciokalibrowy browning parabellum, namierzył cel i nacisnął spust. Do dziś nie wiadomo, ile oddał strzałów. Jedni mówią o dwóch, drudzy o trzech, a jeszcze inni o czterech.

Wzywał pomocy Maryi

W magazynku browninga było 12 kul. Mówi się, że Ağca strzelałby dalej, ale podobno pistolet, ku jego zdziwieniu, zaciął się. Zamachowiec wspominał później także o innej „przeszkodzie”. Okazało się, że dalsze strzelanie skutecznie uniemożliwiła mu jakaś siostra zakonna, która szarpała go za prawe ramię. Oprawca zaczął uciekać, trzymając broń nad głową i grożąc pielgrzymom. Świadkiem tych wydarzeń była franciszkanka s. Letizia Giudici. Zakonnica zaczęła głośno krzyczeć, a potem biec w stronę młodego Turka. Niespodziewanie Ağca potknął się na bruku i spektakularnie upadł na plecy. Siostra przyparła go do ziemi i nie puściła do momentu przybycia służb mundurowych. Ową siostrę znamy z imienia i nazwiska, ale zaskakujące jest to, że do dziś nie udało się zidentyfikować zakonnicy, która szarpała Ağcę za ramię.

Tymczasem ranny papież opadł na siedzenie samochodu. Poinformował ks. Stanisława Dziwisza o tym, że czuje ból i że kula ugodziła go w brzuch. Miał przymknięte powieki i słabym szeptem ciągle powtarzał po polsku: „Maryjo, Matko moja...”. Pojazd z Ojcem Świętym szybko skierowano ku watykańskiemu ambulatorium.

Przebaczył w drodze

W przychodni w tamtej chwili całkiem „przypadkowo” przebywał Renato Buzzonetti, osobisty lekarz papieża. To on postanowił o przeniesieniu Jana Pawła II z samochodu i umieszczeniu go na noszach położonych w przedsionku laboratorium. Szybko zdecydowano, by rannego Ojca Świętego przewieźć do Polikliniki Gemelli. Lekarze po obejrzeniu rany uznali, że krwawienie pochodzi z uszkodzonej żyły i stwierdzili, że można pozwolić na 15-minutowy transport. Niestety papieski ambulans, po którego posłano, utknął w korku. Lekarze umieścili Jana Pawła II w starej, niezbyt dobrze wyposażonej karetce. Po wyjechaniu na ulice Watykanu syrena odmówiła posłuszeństwa. Kierowca z trudem poruszał się po zatłoczonej drodze. Jechał bez sygnału i eskorty, głośno trąbiąc klaksonem. Papieżowi groziło wykrwawienie. Tracił siły z minuty na minutę, tętno i ciśnienie spadało coraz bardziej. Pomimo bólu mówił szeptem: „Przebaczam ci i ofiaruję to wszystko, co mnie spotkało, w intencji Kościoła i świata”. Wiele lat później, w książce „Pamięć i tożsamość” Jan Paweł II pisał: „Tak, pamiętam tę drogę do szpitala. Zachowałem jeszcze przez pewien czas świadomość. Miałem poczucie, że przeżyję. Cierpiałem, był powód do strachu, ale miałem taką dziwną ufność. Mówiłem do ks. Stanisława, że wybaczam zamachowcowi”.

Dziwny tor kuli

W tym samym czasie prof. Francesco Crucitti, ordynator chirurgii kliniki Gemelli, choć przebywał tego dnia na urlopie, poczuł ponaglenie, by jechać do szpitala. W drodze włączył radio i dowiedział się o zamachu na papieża i tym, że Ojciec Święty jest właśnie transportowany do kliniki. Na miejscu panował chaos. Ktoś kazał zawieźć rannego do papieskiego apartamentu, dopiero potem umierający papież został skierowany na blok operacyjny. Na miejscu okazało się, że sala jest zamknięta na klucz. Ordynator stracił cierpliwość i zaczął głośno krzyczeć. Jakiś młody lekarz uderzył w drzwi barkiem i otworzył je kopniakiem. Ktoś rozciął papieskie ubranie i przekazał je kamerdynerowi. Zakrwawiony podkoszulek wylądował w koszu. Zanim rozpoczęto operację, papieżowi udzielono sakramentu namaszczenia chorych. Okazało się, że jest ranny nie tylko w brzuch, ale też w ramię i palec lewej ręki. W przebłyskach przytomności Wojtyła prosił, by nie zdejmowano z jego szyi karmelitańskiego szkaplerza. Pierwsza transfuzja krwi przebiegła niepomyślnie. Przyjęły się dopiero druga i kolejne dawki oddane przez medyków z Gemelli. Operacja trwała ponad pięć i pół godziny. Podczas zabiegu na korytarzu czekali kardynałowie, biskupi i politycy, w tym ówczesny prezydent Włoch. Medycy szacowali, że papież stracił ok. 3,5 l krwi. Kula uszkodziła okrężnicę i w pięciu miejscach przebiła jelito. Chirurdzy zadecydowali o usunięciu ponadpółmetrowego odcinka tego organu. Zakrwawionej jamie brzusznej i rozległym obrażeniom towarzyszyło jednak niezwykłe odkrycie. Medycy spostrzegli, że kula ominęła najważniejsze naczynia krwionośne, narządy i kręgosłup. Gdyby uderzyła w naczynia, papież wykrwawiłby się na śmierć; gdyby przeszła przez ośrodki nerwowe, Ojciec Święty byłby sparaliżowany. Tor kuli, według znawców, powinien mieć kształt prostej linii, a przybrał postać litery „Z”. Tego nie da się po ludzku wyjaśnić!

Papież – pacjent

Kiedy trwała walka o życie papieża, na placu św. Piotra rozpoczęło się spontaniczne czuwanie modlitewne. Centrum Watykanu wypełniły śpiewy i Różaniec. Grupa polskich pielgrzymów umieściła na papieskim fotelu obraz Matki Bożej Częstochowskiej. Podmuch wiatru zrzucił wizerunek z fotela, ale pracownicy watykańscy podnieśli go i ponownie ustawili w poprzednim miejscu. Na odwrocie obrazu widniał napis: „Święta Maryjo, broń Ojca Świętego od Zła”.

Papież wybudził się w południe następnego dnia. Nieświadomy czasu, który upłynął, powiedział: „Nie odmówiłem komplety”. Pozwolił sfotografować się w szpitalnym łóżku, w szlafroku i z kroplówką. Zdecydował się też nagrać krótkie przesłanie, które zostało wyemitowane podczas niedzielnej modlitwy Anioł Pański. Dziękował wszystkim za modlitwę. Wbrew zaleceniom lekarzy szybko wstał z łóżka i regularnie „uciekał” na oddział dziecięcej onkologii, by bawić się i rozmawiać z małymi pacjentami. Oglądał też telewizję. Lekarz R. Buzzonetti wspominał, że był świadkiem chwili, kiedy Jan Paweł II po raz pierwszy widział ujęcia z zamachu na swoje życie. Lekarz spoglądał wtedy na aparaturę mierzącą parametry życiowe papieża. Opowiadał, że migawki z 13 maja nie spowodowały u Ojca Świętego nawet minimalnego wzrostu ciśnienia i tętna. Zaskakujące było dla niego to, że papież oglądał je ze spokojem.

Owoce zamachu

Jan Paweł II przebywał w Gemelli do 3 czerwca. W trakcie hospitalizacji sięgnął po orędzie fatimskie. Rok po zamachu pojechał do Fatimy i złożył w darze Matce Bożej kulę, która przebiła na wylot jego ciało. Okazało się, że pasuje ona idealnie do podstawy złotej korony. Papież nie dążył do przeprowadzenia ekspertyzy batalistycznej tego pocisku, choć dałaby ona odpowiedź na pytanie o to, czy Agca strzelał sam, czy miał też towarzysza mierzącego z innego pistoletu. Zamach skierował jego uwagę na Boże Miłosierdzie i orędzie Fatimskie. Za prorokiem powtarzał: „Miłosierdzie Pańskie, żeśmy nie zniszczeli” (Lm 3,22). Z pewnością późniejszym owocem zamachu było zawierzenie świata Niepokalanemu Sercu Maryi i Miłosierdziu Bożemu.

Temat tamtejszego ataku jest bardzo szeroki. Ostatnio podjął go w swoje książce włoski dziennikarz Antonio Preziosi. W publikacji „Papież miał umrzeć” podsumowuje to, o czym wiedzieliśmy od dawna, ale też wyciąga nowe tropy. „Z dziennikarską dociekliwością i nutą sensacji dokumentuje przebieg wydarzeń i wielowątkowy kontekst historyczny zamachu na życie Jana Pawła II, przytaczając wiele mało znanych szczegółów. Wyjątkową jednak wartość tej rekonstrukcji faktów i okoliczności stanowi inspirowana wypowiedziami samego papieża próba ich duchowej interpretacji w świetle Ewangelii, objawień fatimskich i tajemnicy Bożego miłosierdzia” - ocenia książkę ks. prał. dr Paweł Ptasznik. My również zachęcamy do lektury! 

Echo Katolickie 18/2022
 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Tu możesz nas wesprzeć

Darowizna

reklama

Pekao