Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Mieczysław Porębski

ZAWSZE BYŁ Z NAMI

Zawsze był z nami. Od sześćdziesięciu blisko lat, kiedy w drugim czy trzecim roku okupacji pojawił się w mieszkaniu Ewy Siedleckiej przy ulicy Szewskiej, żeby zagrać Kirkora w konspiracyjnym spektaklu "Balladyny" przygotowywanym przez Tadeusza Kantora.

Czas zaciera wszystko. Pamięć rozmów, wymiany uwag, poglądów, sytuacje. Już jednak wówczas był dla nas kimś, kto się liczył jakby inaczej. Inaczej niż inni uczestnicy tej przygody widywani na co dzień, z którymi prawie się nie rozstawaliśmy. Bo Jerzy przyjeżdżał spoza Krakowa, z tych jakichś Goszyc, otaczała Go aura - jakby to określić? - wzmożonej duchowości, skupienia wewnętrznego i udzielającego się na zewnątrz spokoju. Trochę od nas starszy, od Kantora o trzy lata, ode mnie o dziewięć, raczej milczący, kontaktował się właściwie samym tylko, życzliwym wszystkiemu temu co robiliśmy, uśmiechem, oszczędnym gestem, przede wszystkim jednak tym właśnie milczącym włączeniem się - pełnym, uważnym, nie pozostawiającym wątpliwości, że uczestniczymy w czymś, co się liczy i będzie liczyło dla nas samych i nie tylko.

Takim też wiernie i trwale pozostał. Co było tym cenniejsze, że przecież nie sztuka, jej drogi, problemy, niepokoje, była w owym najszerszym z możliwych polu Jego działania czymś pierwszoplanowym. Tym niemniej zawsze znajdował dla niej czas i miejsce.

Czas własny, ten najcenniejszy, gdy jakieś spotkanie, prezentacja, wernisaż, pożegnanie byłoby bez Niego o Jego właśnie obecność uboższe. I miejsce. Miejsce w "Tygodniku Powszechnym", jedynym chyba przez cały przeciąg lat i lat polskim periodyku, który spraw sztuki, tak słabo w gruncie rzeczy zakorzenionych w naszej narodowej tradycji, w świadomości przewodnich elit i szerokiej publiczności, nie zbywał, pozostawiając je dziennikarskiemu przypadkowi, ale eksponował w pełnym ich, również i duchowym właśnie, a może dlatego właśnie że duchowym, niezbywalnym wymiarze, pozwalał je śledzić, różnicować, oceniać. To po Nim nie tylko że pozostanie, ale będzie i nadal, wierzę w to, pod Jego duchowym już tylko patronatem kontynuowane.

Wspomniałem o pożegnaniach. Mam przed oczyma wspólną naszą fotografię - rok 1943, zespół konspiracyjnej "Balladyny". Iluż z nas, również i w "Tygodniku", wspólnie żegnaliśmy. Księdza Marcina Siedleckiego, Ewę Siedlecką, Lilę Krasicką, Tadzia Brzozowskiego, Marcina Wencla, Tadeusza Kantora, tamtoczesną naszą "młodzież", która nas, nie wiedzieć czemu, na tej ostatniej drodze wyprzedziła. Dziś żegnamy Jerzego. Nie Jerzego. Jego - powtarzają to wszyscy - epokę, którą jak żaden z nas sobą wypełniał. Bo przecież Jerzy Turowicz, jak oni wszyscy, już na zawsze i nierozłącznie z nami zostanie.

Mieczysław Porębski



---
Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: śmierć kultura praca Tygodnik Powszechny wspomnienie Jerzy Turowicz gazeta Tadeusz Kantor redakcja epitafium Mieczysław Porębski Kirkor Balladyna
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W