Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Abp Józef Życiński

PAPIESKA EUROPA DUCHA



Znamienną cechę obecnego pontyfikatu stanowi poszukiwanie wielkiej integracji w dziedzinach naznaczonych wcześniej przez pozbawione obiektywnych podstaw podziały i konflikty. Papież łączący w swej osobowości wrażliwość poety i ścisłość filozofa, otwarcie na tradycję kulturową Wschodu, metodę badawczą fenomenologii oraz głębię wielkich mistyków hiszpańskich ukazuje konkretny przykład postawy dialogu, dzięki któremu znikają wcześniejsze przeciwstawienia, tworząc nową jedność inspirowaną duchem Wieczernika. Wizję wielkiej europejskiej jedności, zakorzenionej w tajemnicy Zesłania Ducha Świętego, przedstawił Jan Paweł II już w swej homilii na Wzgórzu Lecha, dziesięć lat przed pamiętną Jesienią Ludów, która przemieniła oblicze Europy.

Wyprzedzał epokę

Dla wielu komentatorów gnieźnieńskiej homilii zagadkowo brzmiały słowa wyrażające nadzieję, iż Papież-Słowianin "odsłoni duchową jedność chrześcijańskiej Europy", współpracując z wszystkimi, którzy przykładają "rękę do tego wielkiego dzieła" Ducha Świętego. Niektórzy usiłowali dopatrywać się w tych słowach polskiego mesjanizmu, inni z obawą widzieli w nich zapowiedź działań utrzymanych w duchu kontrreformacji. Dziesięć lat później, kiedy padł mur berliński i symbolizowany przez niego system totalitarny, nawet najbardziej oporni komentatorzy zaczęli rozumieć, jak tłumaczyć papieskie słowa o szczególnej misji przejawiającej się w tym, by "do wielkiej wspólnoty Kościoła... wnieść zrozumienie tych wszystkich słów i języków, które wciąż jeszcze brzmią obco... dla ucha nawykłego do dźwięków romańskich, germańskich, anglosaskich...". Osobnym zagadnieniem pozostaje natomiast to, iż ciągle nie doczekało się należytych opracowań zagadnienie, jaką rolę w procesie usuwania dziedzictwa Jałty odegrały wartości duchowe, akcentowane konsekwentnie w pasterskiej misji Piotra naszych czasów.

U podstaw papieskiej koncepcji jedności leży ta sama wizja teologiczna, którą św. Paweł rozwijał w Liście do Efezjan. Podczas nowego zjazdu gnieźnieńskiego Papież przypomniał siedmiu prezydentom tekst podstawowy dla jego wizji jedności: "Jedna wiara, jeden... chrzest. Jeden Bóg i Ojciec wszystkich" (Ef 4,5). Płynący czas i wielkie przemiany wstrząsające kontynentem europejskim, niosły konkretyzację tej wizji. Świadomość gwałtownych i szybkich przemian szła w parze z refleksją nad głębokim kryzysem wartości, które stanowiły przez stulecia fundament cywilizacji europejskiej. Podczas seminariów naukowych i zebrań przygotowujących synody, zamykające drugie tysiąclecie na poszczególnych kontynentach, coraz częściej pojawiał się wątek sugerujący, iż Europa może utracić swą wyróżnioną pozycję i stać się kontynentem interesującym jedynie turystów i historyków sztuki, podczas gdy centrum kulturowe ludzkości trzeciego tysiąclecia znajdzie się w Azji albo w Ameryce Północnej. Papieska reakcja na podobne prognozy bynajmniej nie wynika z eurocentryzmu. U jej podstaw leży natomiast głębokie zatroskanie o przyszłość kontynentu, którego więź z misją Kościoła ma specyficzny koloryt, gdyż - jak to podkreślił Jan Paweł II w przesłaniu do rektorów uniwersytetów europejskich - "Żaden inny kontynent świata nie podtrzymywał równie długo jak Europa więzi z Kościołem; żaden nie otrzymał równie głębokiego znamienia ze strony treści biblijnych; w strukturach żadnego innego kontynentu nie widać równie wyraziście oznak wiary chrześcijańskiej. Świadczą o tym katedry i święci, mistrzowie sztuki i myśli, czy nawet same instytucje akademickie. Wielkie dziedzictwo humanistyczne Europy dojrzewało w dialogu prowadzonym przez logos ludzki i logos chrześcijański, dialogu nauki i objawienia biblijnego, Boga i człowieka doświadczającego wolności wiary".

Wierność kulturowemu dziedzictwu Europy jest równocześnie wiernością duchowi Wieczernika. W czasach apostolskich Kościół doświadczył podobnych wielkich wyzwań kulturowych. Wieczernik Pięćdziesiątnicy zobowiązywał wtedy do otwarcia na wszystkie narody, którym trzeba było nieść Dobrą Nowinę mimo zdroworozsądkowych obaw. Wymagało to niewątpliwie intelektualnej odwagi i wyobraźni. Gdyby brakło tych cech i problematyczna okazałaby się wierność tajemnicy Wieczernika, Apostołowie mogliby ocalić jedynie jakąś sentymentalno-nostalgiczną wersję chrześcijaństwa. Uniwersalizm Chrystusowego przesłania zostałby zniszczony przez wylęknionych osobników, którym drzemka Ogrójca byłaby duchowo bliższa niż modlitewne czuwanie w Wieczerniku. Być może nawet zdroworozsądkowo usprawiedliwiliby konieczność zrezygnowania z tych wielkich wyzwań, jakie postawił przed nimi Chrystus. Można było wszak po odejściu Chrystusa powrócić do jakiejś małej wioski w dobrze znanej Galilei albo też ukryć się w górzystych i trudno dostępnych terenach Judei. W zaciszu prowincji, z dala od trosk i zagrożeń odległej Europy, kultywować barwne wspomnienia, przywoływać niezapomniane chwile pierwszych cudów, cytować piękniejsze fragmenty przemówień Mistrza, unikać wszelkich działań niosących niepewność. Galilejska wieś "spokojna i wesoła" chroniłaby wtedy zarówno przed prześladowaniami Rzymu, jak i przed zepsuciem Koryntu.

Być może podobna wersja chrześcijaństwa przyciągałaby romantyczne dusze, którym obcy jest smak ryzyka. Szlak apostolskich wędrówek różnił się jednak zasadniczo od sfery marzeń pięknoduchów. Wierność wichrowi z Wieczernika nakazywała podjąć wyzwanie obciążone wiadomym ryzykiem. Św. Paweł zdecydował się udać z Ewangelią w stronę Europy, kiedy w nocnym widzeniu ujrzał mieszkańca Macedonii, który błagał: "Pomóż nam" (Dz 16,9). Spiesząc z pomocą, Apostoł Narodów skierował swe kroki na nowy szlak, w okolice, gdzie szczątki murów Troi przypominały dawną świetność wspaniałej cywilizacji greckiej, której pamięć istniała już wtedy głównie w literaturze i opisach historyków. Działania św. Pawła były o tyle łatwiejsze do realizacji, że w Kościele czasów apostolskich żyła świadomość Chrystusowego posłania "na krańce ziemi" (Dz 1,8). Stąd też nikt ze sceptyków nie usiłował zmienić apostolskich szlaków wykazując, że mieszkańcy Koryntu, zainteresowani jakościowo różną miłością, i tak nie zrozumieją Pawłowego hymnu o miłości. W kręgu doradców Pawła brakło "pragmatyków", którzy argumentowaliby, iż ewangelizację Rzymu należy odłożyć na okres po upadku Imperium, kiedy nie trzeba już będzie płacić ceny krwi i męczeństwa w sercu obumierającej cywilizacji. Współcześnie sytuacja jest o tyle różna, że wizja zjednoczonej Europy w nauczaniu Jana Pawła II natrafia na trwałą opozycję w kręgach, które zdroworozsądkowe obiekcje cenią wyżej niż wierność przesłaniu Wieczernika.

Skądinąd byłoby dziwne, gdyby nie występowały podobne obiekcje. Wyprzedzająca epokę wizja jedności, ukazywana przez Jana Pawła II, jest przyjmowana przez wiele środowisk z podobnym sceptycyzmem, z jakim przyjmowano w XIX wieku encykliki społeczne Leona XIII. Z perspektywy czasu okazało się jednak, że to właśnie dzięki tym encyklikom, krytykowanym przez środowiska zachowawcze, świat pracy nie musiał wiązać swych planów z doktryną Marksa. Po upadku marksizmu środowiska robotnicze w wielu krajach okazały się szczególnie blisko związane z Kościołem. Wyprzedzanie epoki ujawniło wtedy swój ukryty sens i autentyczną wartość. Istnieją racje, by oczekiwać, iż wizja integracji Europy, ukazywana w nauczaniu Jana Pawła II, spełni podobną rolę w procesie obecnych przemian kulturowych, pozwalając uniknąć rozejścia się dróg Kościoła i cywilizacji europejskiej na progu trzeciego tysiąclecia.

Wieczernik czy wieża Babel?

Czym tłumaczyć kultywowane nierzadko także w środowiskach katolickich opory przeciw wizji zjednoczenia Europy? Najczęściej głównym motywem jest przybierający różnorodne formy lęk. Czasem wynika on z obaw, iż po okresie uzależnienia od Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich przyjdzie okres zależności od Zjednoczonych Regionów Europejskich. O tym, jak irracjonalne formy może przyjmować ów lęk, świadczą ataki kierowane w stronę hierarchii kościelnej po wizycie przedstawicieli Konferencji Episkopatu Polski w Brukseli. W rozsyłanych do biskupów tekstach przedstawiciele środowisk narodowej demokracji przeciwstawiali zachowaniom obecnej hierarchii postawę Prymasa Tysiąclecia, argumentując w takim oto stylu: Prymas Wyszyński ani razu nie pojechał do Moskwy, dlaczego w takim razie biskupi jeżdżą w delegacji do siedziby nowej Bestii - do Brukseli? Socjologicznie interesujące jest dla mnie to, iż podobnych argumentów nigdy nie słyszałem, prowadząc dni skupienia dla polskich kapłanów rozsianych w różnych krajach Europy. Pracując w środowiskach Skandynawii, Niemiec, Francji czy Czech, nie wyrażali oni jakichkolwiek zastrzeżeń co do papieskiej wizji jedności naszego kontynentu, gdyż budowa tej jedności stanowiła dla nich codzienny składnik kapłańskiej misji ewangelizacyjnej. Dopiero gdy na miejscu ewangelicznych treści pojawi się tęsknota za uporządkowanym światem dnia wczorajszego, lęk - którego doświadczyli także i Apostołowie w momencie pojmania Mistrza - może przesłonić pamięć o dziedzictwie Wieczernika. Ucieczka w mrok niepewności jawi się wtedy jako najprostsze rozwiązanie. Nawet wtedy, gdy wymaga ono zapomnienia o porzuconym, samotnym Chrystusie i Jego przesłaniu.

W subtelniejszych postaciach lęku nie pojawiają się już analogie między Moskwą a Brukselą. Występuje natomiast nadal strach przed instytucjonalnym paternalizmem, w którym przybysze z byłych krajów komunistycznych będą traktowani jako ubodzy kulturowo krewni, korzystający z życzliwości środowisk o długim doświadczeniu demokracji. Jako naturalne jawią się wtedy obawy, iż na miejscu dawnych lektorów partyjnych i funkcjonariuszy politycznych pojawi się nowa klasa eurobiurokratów, która ideologię wypraną z podstawowych wartości przedstawi jako wyraz pragmatyzmu neutralnego światopoglądowo. W tej perspektywie, nieostre treściowo sformułowanie: "neutralność światopoglądowa" miałoby odgrywać podobną rolę, jaką deklaracje o tzw. "światopoglądzie naukowym" odgrywały niedawno przy łamaniu sumień przez ideologów reprezentujących aparat partyjny.

Istnieje wiele innych czynników, które potęgują lęk przed zjednoczoną Europą. W polskich warunkach wiele osób, które w przeszłości robiły karierę głosząc idee rewolucji październikowej, natychmiast po przeobrażeniach 1989 r. zaczęły występować w roli ekspertów od rewolucji francuskiej. Uzurpując sobie rolę przewodniej siły w drodze do zjednoczonej Europy, samozwańczy eksperci nie ukrywają bynajmniej, iż w przyszłej Europie zasady moralności i światopoglądu będą określane przy pomocy, znanego skądinąd, centralistycznego zarządzania i że oni właśnie czują się zobowiązani do obrony tych zasad, na mocy tych samych mechanizmów, dzięki którym strzegli niegdyś "światopoglądu naukowego". Nawiązując do popularnego w retoryce tych środowisk sloganu o "wchodzeniu" Polski do Europy, Jan Paweł II podkreślał w homilii we Włocławku (7 VI 1991 r.): "Zawsze byliśmy i jesteśmy w Europie. Nie musimy do niej wchodzić, ponieważ ją tworzyliśmy i tworzyliśmy ją z większym trudem, aniżeli ci, którym się przypisuje albo którzy sobie przypisują patent na europejskość". Ukazując aksjologiczną obecność chrześcijaństwa w kulturze europejskiej, Ojciec Święty wskazywał wtedy na przykłady życia św. Stanisława Kostki i ks. Jerzego Popiełuszki, budujących Europę ducha, kulturę życia i miłości. Jako przykłady negatywne wskazał dwa systemy totalitarne, które prowadziły do bałwochwalstwa rasy i mitu klasy, propagując nienawiść prowadzącą do ludobójstwa.

Wśród lęków o przyszłość zjednoczonej Europy znajduje się także uzasadniony skądinąd lęk, iż w nowych warunkach będziemy nieuchronnie doświadczać także i negatywnych zjawisk kulturowych czy społecznych. W obliczu przyszłych reform ekonomicznych środowiska niezadowolone z przeprowadzonych rozstrzygnięć będą mogły łatwo traktować jedność Europy jako współczesną formę kozła ofiarnego, widząc we wszelkich kontrowersyjnych problemach przejaw wykorzystywania w zjednoczonej Europie jednych narodów przez inne. Ci, którzy dziś specjalizują się w powtarzaniu formuły: "za komuny było lepiej", będą wówczas z upodobaniem powtarzać zwrot: "przed Unią Europejską było lepiej". Poczucie realizmu i swoiście pojętej pragmatyki skłania wielu krytyków integracji europejskiej w stronę obrony obecnego status quo. Obawiam się, że gdyby w podobny sposób pojmować pragmatykę, można by upatrywać główne zadanie chrześcijaństwa w konstruowaniu nowych, wysoce zmodernizowanych typów wieży Babel. Ideowe inspiracje podobnych konstrukcji można by opisywać w języku, któremu całkowicie obcy jest duch Wieczernika. Główną rolę odgrywałyby w nim czasowniki: zamknąć, ocalić, odizolować, mówić jedynie we własnym języku, podzielić na dalsze podgrupy, unikać wszelkich kontaktów, które mogą przynieść zmianę wcześniejszego porządku. Przy podobnym podejściu nawet mur berliński byłby sympatycznym elementem w ideowym pejzażu budowniczych wieży Babel. Wieczernik natomiast stawałby się symbolem zamieszania, ryzyka, podziałów, które mogą przynieść jedynie zagrożenie i niepewność.

Europejska wspólnota ducha

Jan Paweł II podjął ryzyko wielkiej europejskiej integracji budowanej na fundamencie tych duchowych wartości, które stały się kulturowym fundamentem dla naszego kontynentu. Konsekwentnie podkreśla on, iż jedności Europy nie można sprowadzać do poziomu politycznej strategii czy ekonomicznych programów. Europa bowiem - jak podkreślił to w wystąpieniu do przewodniczących Konfederacji Przemysłowych Europy - "jest przede wszystkim doświadczeniem ducha i kultury, niezmiernie bogatym i intensywnym. Stąd też integracji europejskiej nie można rozpatrywać w oderwaniu od dziedzictwa religijnego... Prymat tego, co duchowe - w najszerszym sensie tego terminu - stanowi zasadę, której ludy Europy nie mogą ignorować bez zadania gwałtu własnej genezie historycznej..." ("L’Osservatore Romano", 3 XII 1990).

Rozległość papieskiej perspektywy i niestrudzone działania na rzecz jedności europejskiej znalazły symboliczne uwieńczenie w gnieźnieńskim zjeździe prezydentów krajów, które jeszcze niedawno oddzielała od Wspólnoty Europejskiej bariera informacyjna oraz struktury totalitarnego systemu. Podczas nowego zjazdu gnieźnieńskiego, 3 VI 1997 r., Jan Paweł II, nawiązując do duchowego dziedzictwa św. Wojciecha, wskazał konkretne środki, które winny prowadzić do budowy nowej jedności Europy. Aby tworzyć tę jedność, trzeba m.in. szanować "godność każdej osoby ludzkiej, stwarzać sprzyjające warunki dla budzenia ofiarnej solidarności (...), umożliwiać każdemu dostęp do dóbr kultury, uznawać i wprowadzać w życie najwyższe wartości humanistyczne i duchowe, dawać wyraz swoim przekonaniom religijnym i ukazywać ich wartość innym". W tej perspektywie jedność Europy nie będzie jednością etykietek tworzonych przez system reklam czy przebojów, lecz będzie wynikała z głębi ducha inspirowanego przez te wartości, które odegrały jednoznacznie pozytywną rolę na wirażach dziejowych naszego kontynentu.

Jakościowo nową sytuację, przed którą stoi obecnie zarówno Kościół, jak i społeczność europejska, określił Jan Paweł II w orędziu skierowanym do korpusu dyplomatycznego (12 I 1990 r.). Odwołując się do metafory o wspólnym europejskim domu, która nabrała nowego sensu po zburzeniu muru berlińskiego w listopadzie 1989 r., Ojciec Święty stwierdził: "Nadszedł moment stosowny, aby zebrać kamienie ze zburzonego muru i wspólnym wysiłkiem zbudować wspólny dom". Dla chrześcijanina odpowiedź na to wezwanie pozostaje sprawdzianem wierności duchowi Wieczernika. Odnawiając oblicze ziemi, Duch Święty miażdży mury podziałów i wyznacza nowe tereny apostolskiego zatroskania. Dramat nierozpoznanych znaków czasu znalazłby wyraz w tym, że zamiast wyprzedzać epokę razem z Ojcem Świętym i dzielić jego troskę o budowę nowego europejskiego domu, wykorzystalibyśmy kamienie z muru berlińskiego do budowania zmodernizowanej wieży Babel.

Abp Józef Życiński



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: Europa kultura Jan Paweł II zjednoczenie Leon XIII Bruksela św. Stanisław Kostka ks. Jerzy Popiełuszko
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W