Pekao
Strona główna
opoka.news opoka.photo opoka.org.pl

Jarosław Makowski

KOŚCIÓŁ PRZYSZŁOŚCI

"Znak" o polskiej recepcji Soboru

Trudno uniknąć popadania w sentymentalizm czy powtarzania utartych opinii, kiedy przedmiotem namysłu staje się Sobór Watykański II i jego oddziaływanie na Kościół w Polsce. Choć Vaticanum secundum z pewnością było "przewrotem kopernikańskim" w Kościele powszechnym, to dla Kościoła nad Wisłą pozostawało dotąd przedmiotem powielanych i nużących rozważań teoretycznych. Czy Czytelnik odnajdzie w styczniowym "Znaku" teksty będące znakiem nowych czasów?

Styczniowy zeszyt otwiera materiał szczególny. Do dyskusji o recepcji postanowień soborowych w polskich warunkach redakcja zaprosiła bowiem hierarchów. Arcybiskupi Muszyński i Zimoń oraz biskupi Gołębiewski, Pieronek i Śmigielski - co godne podkreślenia - nie zawsze są jednomyślni.

Trudno nie zgodzić się z poglądem, że na proces recepcji nauczania soborowego znaczący wpływ miał kontekst historyczny. "Sytuacja - mówi abp Muszyński - w jakiej się wówczas znajdowaliśmy, z jednej strony fakt, że naród polski był w przeważającej części katolicki, z drugiej zaś, że Kościół był zmuszony funkcjonować w ramach systemu komunistycznego, sprawiła, że wiele zapisów, dekretów i konstytucji soborowych nie miało (tak przynajmniej uważaliśmy) bezpośredniego zastosowania. Mam tu na myśli przykładowo całą sferę angażowania się w życie publiczne". Przełomowym wydarzeniem - nie tylko dla Polski, ale i dla Kościoła - był rok 1989, a tym samym pełna autonomia Kościoła i swoboda w realizacji Vaticanum II. Dopiero wówczas - wydawać by się mogło - zostały spełnione wszelkie warunki do rozpoczęcia poszukiwań autentycznego ducha Soboru. A jednak wypowiedź bp. Pieronka daje do myślenia: "Kiedy po ’89 w Polsce nastąpiły przemiany społeczne i polityczne, wielu duchownych i biskupów doszło do wniosku, iż Sobór mają właściwie »z głowy«: że wszystko jest załatwione, że jesteśmy ludźmi Soboru". Czy rzeczywiście polscy katolicy mogą z czystym sumieniem powiedzieć, że Sobór mają już poza sobą?

Zapewne Jan XXIII zwołując Vaticanum II nie sądził, że uchwały na nim podjęte mogą być tak rozmaicie interpretowane. Mówi o tym bp Śmigielski, zwracając uwagę na dwie skrajne postawy, jakie powszechnie funkcjonują w myśleniu o Kościele. O ile na Zachodzie następowały pewne "przechyły", gdyż dla wielu księży wszystko, co było przed Soborem straciło wartość (hierarcha wskazuje na upadek autorytetu, masowe rezygnacje z życia zakonnego, odrzucenie stroju duchownego), o tyle w naszym kraju mamy problem odwrotny. "U nas - twierdzi bp Śmigielski - do Soboru podchodzi się z rezerwą, czasami wręcz z podejrzliwością. Wiele reform się nie powiodło. W wielu innych zatrzymano się w pół drogi". Przejaw takiego zaniedbania widać w braku promowania dokumentów soborowych ("nie dość, że prawie niedostępne, zostały przetłumaczone trzydzieści lat temu, język przekładu jest anachroniczny..."). Również przebieg II Synodu Plenarnego, który miał przybliżyć dziedzictwo Soboru polskim katolikom, spotkał się z niezrozumiałą obojętnością ze strony władz kościelnych. Mówi o tym jego sekretarz generalny, bp Pieronek: "Trzeba sobie jasno powiedzieć: biskupi zlekceważyli szansę pastoralną, jaką stworzył Synod".

Wypowiedzi biskupów - choć dalekie od pesymizmu - odsłaniają zasadnicze niedomagania polskiego Kościoła. Napięcia i podziały, które coraz częściej dają znać o sobie (walka o kościół w Przemyślu, sprawa żwirowiska), zmuszają - przede wszystkim hierarchów - do rachunku sumienia i szukania nowych rozwiązań. Z pewnością nie do utrzymania wydaje się promowany przez większość polskich hierarchów model katolicyzmu masowego. Arcybiskup Muszyński podkreśla, że w "pracy formacyjnej dużo ważniejsza jednak jest płaszczyzna osobistego nawrócenia, przeżycia doświadczenia religijnego. To zaś dokonuje się indywidualnie i w małych wspólnotach. Na razie formujemy elity i Bogu dzięki, że takie elity istnieją, choć są nieliczne". Znaki nadziei dla przyszłości Kościoła w Polsce dostrzega metropolita gnieźnieński w nowej świadomości eklezjalnej młodzieży, tej, której "wyraźnie nie wystarcza już duszpasterstwo masowe".

*

Grzech banalizacji Vaticanum II i zapóźnienia polskiego Kościoła w rozpoznawaniu "znaków czasu" bezlitośnie odsłaniają teksty autorskie zamieszczone w omawianym numerze "Znaku". Ów gorzki rachunek sumienia rozpoczyna artykuł ks. Andrzeja Zuberbiera o recepcji odnowy soborowej w Polsce. Przede wszystkim - podkreśla autor - już sam termin "recepcja" domaga się głębszej analizy teologicznej. Dlatego przez recepcję należy rozumieć "przyjęcie jakiegoś poglądu, sformułowanie objawienia czy określonej postawy moralnej przez ogół chrześcijan czy ogół katolików. Dopiero przeświadczenie całego Kościoła, całego Ludu Bożego, a więc pasterzy i ogółu wiernych, że oto mamy do czynienia z właściwym rozumieniem Ewangelii, z właściwą interpretacją wiary, związaną z całą chrześcijańską tradycją, pozwala mówić o rzeczywiście dokonanej recepcji".

W świetle powyższej definicji nie przesadzona wydaje się pesymistyczna teza ks. Romana E. Rogowskiego, który w szkicu "Wyryte w sercach" powiada, że znajomość dokonań Soboru w Kościele nad Wisłą jest znikoma. "Przypomina to wydarzenie - twierdzi ks. Rogowski - opisane w Dziejach Apostolskich. Paweł przybył do Efezu, spotkał tam »jakichś uczniów« i zapytał ich, czy otrzymali Ducha Świętego, gdy otrzymali wiarę. Ci odpowiedzieli: »Nawet nie słyszeliśmy, że istnieje Duch Święty« (19,1-2). Sądzę - obym się mylił - że podobną wypowiedź o Soborze mogłaby sformułować olbrzymia większość chrześcijan znad Wisły i Odry". Ks. Rogowski wskazuje również tych, którzy ponoszą odpowiedzialność za nieudany proces recepcji Vaticanum II. Jego zdaniem, episkopat, biskupi "nie stanowili i nie stanowią w lokalnym Kościele w Polsce awangardy soborowej".

Podobnie jak abp Muszyński, również ks. Rogowski podkreśla - co wynika z ducha Soboru i jego wykładni - że oczywiście chrześcijaństwo jest powszechne, ale to nie oznacza, iż ma być masowe. "Masowość - pisze dalej - do jakiej są przyzwyczajeni katolicy w Polsce, pod pewnym względem może zagrażać jednostce, która w masie traci poczucie tożsamości i czuje się zagubiona. Dlatego konieczne są małe wspólnoty kościelne, w których byłby przeżywany Kościół powszechny, czyli »w małym - wielki«". To, że problem odnowy stoi dopiero przed polskim Kościołem, pokazują również teksty ks. Alfonsa J. Skowronka "U progu czy u kresu posoborowej odnowy Kościoła" i ks. Jana Kracika "Soborowe reformy między bytem a niebytem".

Niewątpliwie Sobór przynosi również nowe spojrzenie na powołanie świeckich i ich udział w życiu Kościoła. O roli laikatu piszą m.in.: ks. Franciszek Kampka ("Powołani w świecie"), ks. Jan Pałyga ("Świeccy po Soborze") i świecki teolog Stanisława Grabska ("Ta wiosna dopiero nadejdzie"). Grabska jest - niestety - jedyną osobą świecką, której tekst Czytelnik znajdzie w styczniowym "Znaku". Można odnieść wrażenie, że o Kościele, co więcej, również o roli świeckich, potrafią czy też mogą pisać tylko duchowni...

A tekst Grabskiej pokazuje, że to laikat w dużym stopniu wspierał nowe idee: "Tak powstało na przykład »Odrodzenie« w kręgu młodzieży akademickiej. Z tej organizacji wyszli tacy ludzie jak redaktor Jerzy Turowicz czy filozof Stefan Swieżawski. Ale sądzę, że nasze tęsknoty szły dalej. Dlatego Sobór dla nas - inteligencji świeckiej i części młodych księży - był oczekiwaną wiosną Kościoła, a dla wielu innych szokiem i trudnym problemem".

Wdrażanie nowych idei nie było łatwe. Kardynał Stefan Wyszyński ("wspaniały człowiek i taki książę Kościoła, jakiegośmy potrzebowali w trudnych latach reżimu komunistycznego") był bardzo ostrożny w przeprowadzaniu odnowy soborowej. "Wizja Kościoła Księdza Prymasa - pisze dalej Grabska - to wizja hierarchicznego Mistycznego Ciała Kościoła, centralnie zarządzanego". Prymas Tysiąclecia dość długo opierał się reformie liturgicznej. "Bronił się też - twierdzi Grabska - przed wprowadzeniem języka narodowego do liturgii, przed odwróceniem ołtarza i odprawiania Liturgii Eucharystycznej twarzą do ludu, o cośmy go uprosili dzięki pomocy Kongresu Laikatu".

Jeżeli Kościół nie chce pozostać tylko w "zakrystiach", to z pewnością musi poszukiwać nowych form dawania świadectwa o Chrystusie. Wyzwania nowych czasów doskonale odczytuje to pokolenie chrześcijan, które uczestniczy w światowych dniach młodzieży z Janem Pawłem II czy też spotkaniach organizowanych przez ekumeniczną wspólnotę z Taizé.

Wydaje się, że jaśniejszym punktem odnowy soborowej w naszym Kościele jest reforma liturgii, choć i w tej kwestii autorzy miesięcznika wskazują na wiele zaniedbań. Pisze o tym ks. Stanisław Czerwik w artykule "Rachunek sumienia z drogi na szczyt i do źródła". Episkopat dbał, aby przystosowano do druku w języku polskim i przystępnej formie niemal wszystkie księgi liturgiczne. "Ogłoszeniu każdej nowej księgi towarzyszył zwykle list pasterski Episkopatu oraz szczegółowa instrukcja dla duchowieństwa mająca ułatwić katechezę na temat odnowionych obrzędów i wprowadzenia ich w poszczególnych parafiach". Procesowi reformowania liturgii towarzyszyły rozmaite seminaria, konferencje dla duszpasterzy i katechetów w celu zapoznania ich z nowymi przepisami. To wszystko musi być pogłębiane przez dalszą formację religijną. Jednak stwarzanie odpowiednich warunków do pogłębiania wiary napotyka zadziwiający opór. "Od lat na różnych spotkaniach wysuwa się postulat - pisze ks. Czerwik - stworzenia »Krajowego ośrodka duszpasterstwa liturgicznego«. Trudno pojąć, jakie racje merytoryczne stoją temu na przeszkodzie: nie brakowałoby z pewnością chętnych i kompetentnych ludzi, może znalazłyby się też nieodzowne środki materialne...". Czy powołanie do życia takiego ośrodka nie leży w mocy władz kościelnych?

Z recepcją postanowień soborowych wiąże się również ryzyko rozmaitych wypaczeń. Mogą się one stać przedmiotem instrumentalnego odczytywania i - co za tym idzie - realizowania ich w życiu. Rozmaite niebezpieczeństwa związane z tym procesem próbuje zdemaskować ks. Wojciech Bartkowicz w tekście "Niebezpieczeństwa i nadużycia". Autor buduje jednak swój artykuł w znanym już i opisywanym na rozmaite sposoby schemacie. Z jednej strony, dostrzega absolutyzację Soboru, co w jego przekonaniu wiąże się z idolatrią ("zaprawdę, dokumentami soborowymi nie można zastępować Ewangelii"); z drugiej zaś, lęk przed wszelkimi zmianami, co nazywa soborofobią ("nie należy nimi straszyć, szczególnie tych, którzy ich nie czytali"). Oczywiście trudno się z tym twierdzeniem nie zgodzić, trudno również dyskutować z tym, iż dokumenty soborowe nie mogą zastąpić Ewangelii. Jednak historia pokazuje, że także tekst Ewangelii był traktowany instrumentalnie. Tym bardziej nie są wolne od tego uchwały soborowe. Zawsze znajdą się tacy, którzy sprzeniewierzą się nawet najwznioślejszym i prawdziwym ideom. Ale być może są to nieuniknione koszty realizacji postanowień soborowych, jakie Kościół musi ponieść, jeżeli pragnie być wiernym Chrystusowi, który jest wczoraj, dziś i na wieki? Być może są to również koszty, jakie musi ponieść polski Kościół, aby stać się pełnoprawnym dziedzicem Vaticanum II?

Można chyba powiedzieć, że intryga została zawiązana. W obliczu nadchodzącego Jubileuszu Roku 2000 debata o dokonaniach i zaniechaniach soborowych w Kościele nad Wisłą - zapoczątkowana w nowym stylu przez miesięcznik "Znak" - może być ważnym elementem odnowy polskiego katolicyzmu. Na przełomie wieków, taki styl dyskusji jest znakiem nadziei do odważniejszego patrzenia w przyszłość, która przecież zaczyna się już dziś.



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 
Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: duszpasterstwo powszechność liturgia Jan XXIII katecheza hierarchia znak Andrzej Zuberbier Sobór Watykański II Vaticanum II Muszyński Zimoń Gołębiewski Pieronek Śmigielski ks. Roman E. Rogowskiego mosowość