reklama

  • Echo Katolickie

Słucham podpowiedzi ks. Blachnickiego

Rok 2021 to setna rocznica urodzin ks. Franciszka Blachnickiego, założyciela Ruchu Światło-Życie. Co pozostało z jego wizjonerskiego podejścia do duszpasterstwa? Czy może być nadal odpowiedzią na wyzwania naszych czasów?

Z ks. Markiem Sędkiem, moderatorem generalnym Ruchu Światło-Życie rozmawia Monika Lipińska

Jak rozpoczęła się droga Księdza z Ruchem Światło-Życie?

W wieku 14 lat, nie wiedząc, czym jest Ruch Światło-Życie, pojechałem na oazę. Było to niesamowite doświadczenie wiary, przebudzenie życia duchowego. Pochodziłem wprawdzie z religijnej rodziny, byłem ministrantem, odmawiałem pacierz i modliłem się tekstami liturgicznymi, ale dopiero na tej oazie odkryłem ze zdziwieniem, że do Boga można mówić swoimi słowami, że można o Nim rozmawiać z ludźmi, którzy się nie wstydzą wiary. Po wakacjach mocno zaangażowałem się w ruch oazowy, chłonąłem niełatwe teologiczne teksty ks. Blachnickiego, które mimo upływu czasu, zmiany systemu w Polsce, różnych perypetii Polaków w wymiarze duchowym nie tylko się bronią, ale i ciągle inspirują.

Rok 2021 obchodzony był jako rok setnych urodzin założyciela Ruchu Światło-Życie. Kim jest dla Księdza sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki?

Spotkałem go kilka razy w życiu: słuchałem jego konferencji, obserwowałem, gdy przyjechał w odwiedziny na oazę. W swoim życiu duchowym zawdzięczam mu bardzo wiele. Był to człowiek, który z jednej strony bardzo dobrze rozumiał istotę Kościoła w świetle nauki Soboru Watykańskiego II, a z drugiej uczył, jak żyć soborem, niekoniecznie o nim mówiąc. Kiedy w diecezji, z której pochodzę, wprowadzane były parafialne rady duszpasterskie i jeden z księży zapytał, jak przeprowadzić takie spotkania rady, uświadomiłem sobie, że mnie nikt tego nie uczył, a wiem, jak to robić. Skąd? Z narad animatorów, w których uczestniczyłem, bo wprawdzie odpowiedzialnym za całą oazę jest ksiądz, ale słucha animatorów małych grup, traktuje ich podmiotowo. Temat synodalności, o którym mówi się dzisiaj w Kościele, ustawiający relacje między świeckimi a kapłanami, jest dokładnie tym, czego uczył ks. Blachnicki 50 lat temu.

Już drugą kadencję pełni Ksiądz rolę moderatora generalnego RŚŻ. Jak pojmuje Ksiądz swoją rolę?

Na pewno nie czuję się następcą ks. F. Blachnickiego, bo to nie tego formatu człowiek, bym taką rolę mógł sobie przypisać. Jako moderator generalny próbuję koordynować to, co się w Ruchu Światło-Życie dzieje, być znakiem jedności, zastanawiać się np., jak docierać do współczesnej młodzieży. To bardzo ciekawe doświadczenia duchowe mojego kapłaństwa: słuchać podpowiedzi ks. Blachnickiego z nieba...

Czego dotyczą te rady?

Różnych rzeczy. Dwa lata temu w Krościenku nad Dunajcem zaczęliśmy budować Centrum Ekologii Integralnej. Wiele osób pyta, co RŚŻ ma wspólnego z ekologią. Na początku stawiałem sobie to samo pytanie, ale kiedy drugi raz przeczytałem encyklikę „Laudato si” papieża Franciszka - bo za pierwszym nie bardzo umiałem się w niej odnaleźć - uznałem, że to ks. Blachnicki natchnął nas, byśmy zbudowali centrum. Środowisko wychowawcze na oazie opisywał przecież jako swego rodzaju ekosystem rozwoju nowego człowieka. Twierdził, że nie chodzi tylko o przekaz treści, umeblowanie umysłu, ale o naukę życia, naukę relacji z innymi. W odniesieniu do życia duchowego mówił o zasadzie organicznego wzrostu: żeby wydało owoce, trzeba o tę sferę życia dbać tak, jak ogrodnik troszczy się o sadzonkę. Podobnie wygląda rola księdza w życiu duchowym. Tzw. wyprawa otwartych oczu, element formacji na oazie to nic innego, jak uczenie się życia duchowego z obserwacji przyrody. Pan Jezus w podobny sposób opowiadał o Królestwie Bożym w przypowieściach ewangelicznych: wskazywał na przyrodę, pracę człowieka, relacje międzyludzkie. Program ks. Blachnickiego - uświadomiłem sobie to w pewnym momencie - jest unikalny. Pan Jezus o Królestwie Bożym uczył, opowiadając przypowieści, a ks. Blachnicki wymyślił wyprawy otwartych oczu.

Czy Ruch jest formacją, która okrzepła w swych strukturach, celach, formach pracy, czy też - zgodnie ze swoją nazwą - zakłada rozwój?

W swoich strukturach okrzepła, co nie znaczy, że nie ma dynamiki rozwoju. Oto przykład: od kilku lat prowadzimy dialog ze Stolicą Apostolską w kwestii zatwierdzenia RŚŻ jako ruchu międzynarodowego, ponieważ jest obecny już w krajach Europy Zachodniej, Stanach Zjednoczonych, na Ukrainie, Słowacji, Filipinach, w Afryce czy Chinach. Doskonalimy struktury, ale też bronimy jak niepodległości pewnych zasad ustalonych jeszcze przez ks. F. Blachnickiego, jak np. 15-dniowe rekolekcje. Coraz trudniej namówić młodzież, a zwłaszcza małżonków na tak długi wyjazd, ale wiemy, że aby ludzi nauczyć nowego stylu życia, wyznaczyć pewien rytm na drodze rozwoju duchowego, naprawdę potrzeba dwóch tygodni. Odczytujemy to ściśle w charyzmacie naszego ruchu.

Powiedział Ksiądz w jednym z wywiadów, że Ruch Światło-Życie jest jak oaza na pustyni.

To są słowa kard. Karola Wojtyły, który, odwiedzając uczestników rekolekcji wakacyjnych, powiedział, że gdyby nie oazy, czyli miejsca, gdzie można się zatrzymać, odpocząć, nabrać sił, zagrażałaby nam pustynia. Oaza ma też dużo pięknych biblijnych znaczeń: to środowisko bujnego życia, gdzie jest woda, wokół której rozwija się życie. Ruch Światło-Życie jest jak oaza na pustyni, ponieważ karmi wiarę ludzi, którzy mogliby się zagubić, zatracić na duchowej pustyni.

Co zmieniło się, jeśli chodzi zaangażowanie w RŚŻ w ostatnim czasie?

Przed pandemią na wakacje z Ruchem Światło-Życie wyjeżdżało ok. 20 tys. dzieci i młodzieży, w tym roku w oazach wzięło udział 12 tys. W oazowych wspólnotach parafialnych, jak szacujemy, jest 20-30 tys. młodych. Jeśli chodzi o Domowy Kościół, to w tym roku dorównał młodzieży z obecnością na 15-dniowych oazach wakacyjnych, co jest znamienne, ponieważ dorosłych zawsze na tych rekolekcjach było dużo mniej; nie mają zresztą obowiązku uczestniczyć w nich co roku. W kręgach DK jest w tej chwili ponad 45 tys. osób dorosłych.

Można spotkać się ze stwierdzeniem, że Ruch Światło-Życie jest formacją elitarną. Ruch się też nie starzeje i nie budzi kontrowersji. Z czego wynika to w pewien sposób uprzywilejowane miejsce RŚŻ?

W moim odczuciu - z wielkiej mądrości ks. Blachnickiego i głębi jego spojrzenia teologicznego. W swojej pracy naukowej jako jeden z pierwszych stwierdził, że po Soborze Watykańskim II Kościół określa siebie jako communio, czyli wspólnota. Tłumaczył, że wspólnotę z ludźmi warunkują wspólnota i jedność z Bogiem oraz wspólnota sakramentalna. W tym duchu pisał, na czym powinno polegać duszpasterstwo w Kościele. Były to treści niesamowicie trafne. Często powtarzam, że jako Ruch nie jesteśmy tak bardzo do tyłu, bo ks. Blachnicki był tak bardzo do przodu... Jego program przetrwał próbę czasu. Różne ruchy się posypały, a Oaza jest.

Ks. Blachnickiemu zależało, by odnowić Kościół według Soboru Watykańskiego II, ale wiedział, że nie da się tego zrobić zza kurialnego biurka. Mówił: życie może być tylko z życia. Uważał, że właśnie Ruch Światło-Życie jest narzędziem do przemiany starych struktur Kościoła w te, o których mówił Sobór Watykański II. Dzisiaj papież Franciszek mówi, że Kościół jest sklerykalizowany. Moim zdaniem tak jest zwłaszcza w Polsce. Tymczasem każdy, kto był na oazie, doświadczył bliskich form współpracy między kapłanami a liderami świeckimi. Nie polega ona na spoufaleniu się, ale na tym, że ksiądz daje świeckim przestrzeń, uznając, że młodzi mają lepszy kontakt z młodzieżą, a małżeństwa z małżeństwami. Kapłan natomiast jest pasterzem - podejmuje ostateczne decyzje, ale słucha swoich animatorów. Święccy są narzędziem dla odnowy Kościoła - tak widział to ks. Blachnicki.

A co dzisiaj szczególnie niepokoi Księdza w Kościele?

Wiele rzeczy, jednak trzeba mieć nadzieję. Permanentny kryzys Kościół przeżywa od swojego założenia. Ale trwa. I ma obietnicę trwania do końca świata.

Jakie owoce kontaktu z żywym, dynamicznym i radosnym Kościołem, jakim jest Ruch Światło-Życie, odnajduje Ksiądz w sobie?

Moje kapłaństwo przeżywam jako radosne, więc gdy pyta pani o symptomy kryzysu, zapewniam, że mamy oczy otwarte, ale też świadomość, że Pan Bóg potrafi w takich sytuacjach powołać nowych księży Blachnickich, nowe ruchy odnowy, nowe sposoby działania. Bo On, nawet jeśli pojawiają się kryzysy, nie zawiesza swojej łaski, nie wycofuje się z Kościoła i to daje wielką radość. Wracając do pytania - to rzeczywiście wielki przywilej pracować z ludźmi zaangażowanymi, ogromna satysfakcja, co nie znaczy, że nie ma problemów czy napięć.

Co oprócz budowy Centrum Ekologii Integralnej dzieje się w Krościenku?

Staramy się, by nasza kolebka odpowiadała na współczesne potrzeby. Oprócz CEI budujemy też nowoczesny dom rekolekcyjny na szczycie Kopiej Górki. Centrum to tylko jeden z elementów ważnych dla nas. W Krościenku jest przede wszystkim grób ks. F. Blachnickiego. Gościmy tutaj mnóstwo pielgrzymek. Kopią Górkę, nazywaną ojczyzną Oazy, pozytywnie kojarzą setki tysięcy ludzi mających doświadczenie oazowe, o którym mówią z wielkim wzruszeniem. Na pewno dla wielu to miejsce ma wymiar duchowego centrum.

Dziękuję za rozmowę.

Echo Katolickie 1/2022

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Tu możesz nas wesprzeć

Darowizna

reklama

Pekao