Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Zbigniew Żakiewicz

Nie nam sądzić kapłanów

Mówiąc o księżach, myślę, że mam prawo mówić jedynie o roli kapłana w planie mojego życia duchowego i religijnego. Już św. Katarzyna ze Sieny mówiła, że nie nam sądzić kapłanów. Ich miłosiernym a zarazem surowym sędzią jest najwyższy Kapłan - Jezus. Podobnie w swych "Dzienniczkach" pisała siostra Faustyna.

Od wczesnego dzieciństwa miałem silne skłonności do transcendentnego przeżywania życia. Trapiły mnie nerwicowe lęki przed czymś Bezgranicznym, Niewyobrażalnym. Zracjonalizowany Bóg dorosłych nie chronił mnie przed Przepaścią, przeciwnie: ogarniało mnie przerażenie, gdy myślałem o tym, co się kryło "poza Bogiem". Na skutek przeżyć wojennych, które dosięgły mnie, siedmiolatka (Wileńszczyzna 1939-1946), moja droga do żywego chrześcijaństwa wiodła przez manicheistyczne przekonanie, że świat jest w rękach złego Demiurga, zaś Bóg (który wciąż był Bogiem Nieskończoności i Przepaści) nic do nas nie ma. Łatwo jednak uwierzyłem w Piekło i nie raz widziałem się w jego przepaściach.

Powolną edukację w chrześcijaństwie przeszedłem drogą całkowitego samouctwa, a to dzięki lekturze "Tygodnika Powszechnego" i "Znaku" (początek lat pięćdziesiątych). Odkryłem Mertona ("Posiew kontemplacji"), Chestertona, Grahama Greene’a, Bernanosa, Pascala, i na własną już rękę (częściowo za sprawą Kisiela) Fiodora Dostojewskiego. W tamtych czasach nam młodym wydawało się, że bardzo dużo jest przeciw racjom Chrystusa i ażeby wejść do "kruchty Kościoła", trzeba się wyrzec wielu rzeczy dobrych i mądrych, a nade wszystko - swojej wolności. W postawie tej starała się utwierdzić nas cała machina edukacji i agresywnej ateizacji. A przecież, dzięki "TP" i "Znakowi" byłem nietypowy...

Cała sprawa zaczęła się od wrocławskiej katedry, gdzie odnalazłem marmurową figurę Matki Boskiej z Dzieciątkiem, do której, mówiąc słowami Sienkiewicza, salwowałem się ucieczką. Wierzyłem i ufałem Matce Bożej, ale nic nie wiedziałem o Chrystusie. Chodziłem do kościoła raczej pod wpływem nieczystego sumienia niż konieczności modlitwy i udziału we Mszy św. W tym stanie ducha spotkałem w Opolu księdza Borcza, duszpasterza akademickiego, wykładowcę w Seminarium Duchownym, lwowianina, który zamierzał wstąpić do jezuitów, ale z uwagi na konieczność opieki nad matką tego nie uczynił. Był to klasyczny typ kapłana formacji przedsoborowej: surowy, wymagający, władczy, traktujący nas studentów jak zabłąkane owieczki, które należy paść żelazną rózgą. Jako spowiednik był jednak człowiekiem mądrym, znającym życie i okazującym duże miłosierdzie. Ponieważ w tym czasie, pracując czas jakiś w paxowskim "Katoliku" (gdzie również pisywał ks. Borcz na skutek nakazu swego przełożonego), napatrzyłem się sporo na "księży patriotów" - jego postać była mocnym argumentem za mądrością i ponadczasowością Kościoła. Tylko tyle i aż tyle.

Po dziesięciu latach, już żonaty, ojciec trojga dzieci, przeniosłem się do Gdańska, znajdując się wciąż w przedziwnej sytuacji duchowej. Uciekałem się do Matki Bożej w trudnych momentach życia: małżeństwo, zakładanie domu, wychowanie dzieci z nędzarskiego uposażenia, niezgoda na kompromis z ludźmi systemu... A równocześnie jakbym nie widział na swej drodze Chrystusa.

W Gdańsku trafiłem w krąg ludzi związanych z pallotynami. W tym kręgu był ciekawy człowiek, którego początkowo brałem za starego działacza skautingu (rozgromionego w 1949 roku) i, nie wiedzieć czemu, za nauczyciela historii. Był prawie moim rówieśnikiem, osobą otwartą i słuchającą, więc zacząłem uskarżać się przed nim na swą nijakość, która nie pozwala mi odejść od chrześcijaństwa, ale też chrześcijaństwo nie zapełni mego życia. Jasiu, jak do niego wszyscy się zwracali, zadał mi proste pytanie: "Czy wierzysz w osobę Chrystusa?". Podobne pytanie padało wielokrotnie, a przecież jakby nie było skierowane do mnie. Tym razem, po raz pierwszy - pytanie zrozumiałem! Jasiem okazał się być ksiądz pallotyn Jan Pałyga.

Nie wiem, czy już nadszedł mój czas, czy sprawiła to Matka Jezusa, czy modlitwa pallotynów, ale przekroczyłem Rubikon. Zrozumiałem całą duszą, że Jezus jest postacią żywą, która istnieje w czasach nam współczesnych, jak był za Tyberiusza czy Nerona. Chrystus jest!

Później, również u pallotynów w Gdańsku, spotkałem świątobliwego księdza Konstantego, chorego na sklerozę rozsianą. Z tej niemocy wyrywał się wielkim wysiłkiem duchowym. Zawsze uśmiechnięty, z Biblią w ręku. Z kolei on podał rękę mojej matce, porażonej Złem i wojną, i jak skromnie mówił, za sprawą "swoich chorych, modlących się" - wyrwał ją z duchowego chaosu.

Wreszcie kapłanem, którego wspominamy z czasów "Solidarności" i stanu wojennego, jest dominikanin ojciec Sławomir Słoma. Jego tajemnica kryła się w prostym posługiwaniu ludziom. Po prostu trzeba być tam, gdzie cię potrzebują. Posługiwanie oznaczało również pewnego rodzaju podporządkowanie - nie osobie jako takiej, ale bólom, troskom, jaki niesie żywa, niepowtarzalna osoba. Dramat wynikający z tego, że doba ma tylko 24 godziny, był stałym cierpieniem zakonnika. A ojciec Sławomir był rozrywany przez wszystkich. W Sławomirze odkrywaliśmy kapłana jakby na samym końcu. Najpierw dawał się poznać jako barwna postać, nonkomformistyczna na każdej płaszczyźnie, aby niepostrzeżenie móc zarzucić swą wędkę. Krążył wśród artystów, studentów ASP, ludzi z pogranicza wiary. Ilu dorosłych ochrzcił, ilu uprzedzonym ukazał żywe chrześcijaństwo! Ojciec Sławomir przypominał nam w czymś średniowiecznych mnichów, jacy z węzełkiem tylko, w zdeptanych sandałach i połatanym habicie przemierzali wzdłuż i wszerz Europę. Ów plebejski mnich, brat wszystkich, potrafił wszak zmienić oblicze tej ziemi...

Autor (ur. 1933) jest pisarzem; wydał m. in. "Ród Abaceów" (1968), "To sen tylko, Danielu" (1973), "Dziennik intymny mego N.N." (1977), "Wilcze łąki" (1982), "Ciotuleńkę" (1988), a ostatnio: "Ujrzane, w czasie zatrzymane" (1996).



Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: kapłan świadectwo ksiądz poświęcenie
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W