• Różaniec

Moje Loretto

Loretto to dla wielu osób miejsce modlitwy, wypoczynku, zwłaszcza duchowego, to miejsce do którego się powraca. 

Właśnie tam 14 maja 2022 r. przybyła już XIII Pielgrzymka Czytelników „Różańca” i Rodziny Loretańskiej. W tym roku hasło, które towarzyszyło pątnikom, brzmiało: „Różaniec modlitwą o pokój”. Śpiewem „Godzinek” i modlitwą różańcową proszono Matkę Bożą o wstawiennictwo w intencji pokoju. Konferencję formacyjną wygłosił ks. Łukasz Wiśniewski MIC. Centralnym wydarzeniem była Eucharystia pod przewodnictwem ks. Pawła Siedlanowskiego. Spotkanie uatrakcyjnił występ kapeli Góralska Hora.

Do Matki Bożej w polskim Loretto przyjeżdża wiele zorganizowanych pielgrzymek. Odbywają się tu liczne rekolekcje. Największym zgromadzeniem czcicieli Pani Loretańskiej jest wrześniowy odpust, kiedy to przybywa nawet 20 000 osób. Jednak drogi Boże prowadzą różnymi ścieżkami i czasem przez przypadkowy wyjazd, wcale nie pielgrzymkowy, Maryja zdobywa ludzkie serce. To historia pani Elżbiety Krawczyk z Warszawy, która już od ponad dwudziestu lat regularnie odwiedza swą Matkę Niebieską. 

Każdy ma swoją historię

Był upalny czerwiec 2000 r., kiedy gościnnie wzięłam udział w wycieczce po Mazowszu zorganizowanej dla warszawskich seniorów. W programie znalazły się różne ciekawe obiekty, ale dla mnie najważniejsze, jak się później okazało, stało się jedno, osadzone w leśnej głuszy miejsce.
Nieopodal Wyszkowa autokar zjechał z ruchliwej szosy w boczną żwirową drogę i przez dwa kilometry sunął przez sosnowy las. Już wtedy towarzyszyło mi przeczucie, że nie jestem tu przypadkiem, że tu wrócę. Wkrótce dojechaliśmy do Sanktuarium Matki Bożej Loretańskiej. Seniorów powitała s. Józefa, loretanka pełniąca latami honory przewodniczki po Loretto. Od tej chwili staliśmy się pielgrzymami. Pomodliliśmy się w kaplicy i przed grotą Matki Bożej, odprawiliśmy drogę krzyżową, odwiedziliśmy cmentarz sióstr loretanek, na którym znajduje się grób założyciela Loretto bł. ks. Ignacego Kłopotowskiego. Po przejściu pielgrzymiego szlaku czekało na nas małe co nieco w stołówce, a później udaliśmy się nad Liwiec. Rzeka była przejrzysta, mieniła się w słońcu małymi rybkami. Na przeciwległym brzegu rozciągała się malownicza skarpa porośnięta sosnami. Zachwyciło mnie piękno tego miejsca!

Już w lipcu 2000 r. przyjechałam do Loretto na kilka dni – jako letnik. Do dzisiaj co roku odwiedzam to sanktuarium pod koniec wakacji, tu ładuję moje duchowe i fizyczne akumulatory. Zostawiam za sobą miasto, aby tutaj chłonąć cud stworzenia.

Sanktuarium

Latem kaplica i kościół są otwarte od świtu do zmroku. Po dniu wypełnionym brodzeniem w Liwcu, spotkaniami z bobrem, sarną czy łosiem, zbieraniem grzybów, wyprawami nad Bug jakże błogo jest wieczorem dziękować za wszystko w zaciszu obu przybytków. 

W ciągu czterech lat (2014-2018) obserwowałam postępy przy budowie nowego kościoła. Zaczęło się od wycinki drzew, potem pojawiły się dźwigi, aż wreszcie wzniosła się majestatyczna świątynia z wieżą zwieńczoną szklanym hełmem. Z tej wieży w południe, w godzinie Bożego miłosierdzia i w porze „Apelu jasnogórskiego” niesie się hejnał. Kościół w środku lasu pamiętającego czasy bł. ks. Kłopotowskiego łączy teraźniejszość z przeszłością. Stylem neoromańskim nawiązuje wprost do bazyliki św. Franciszka w Asyżu. 

Na mnie jednak loretańska świątynia sprawia wrażenie, jakby została tu przeniesiona z XII/XIII w. z Ziemi Świętej. Obronny, by tak rzec, charakter całej budowli, biel kamienia, jakim wyłożono mury, podwójna kondygnacja okien o zaokrąglonych łukach, mozaika nad wejściem w kruchcie, rozległa ściana ołtarzowa z rozpiętym na niej krzyżem, surowe wnętrze bez innych (poza architektonicznymi) elementów dekoracyjnych ‒ wszystko to przypomina czasy krucjat albo karty trylogii Zofii Kossak-Szczuckiej.

Klasztor

Siostry loretanki pracują tu nieustannie: przy gospodarstwie, w warzywniku, w stołówce, w domu opieki dla kobiet, w domu dla pielgrzymów; organizują rekolekcje i dni skupienia dla różnych grup, przygotowują uroczystości kościelne, rocznice ślubów zakonnych, zapewniają oprawę Mszy Świętych. 

Organizują doroczny odpust, oprowadzają pielgrzymów; pilotują remonty, a także przebudowy obiektów sakralnych i klasztornych; prowadzą na miejscu księgarnię. Przy okazji ślubów zakonnych wystawiły własnymi siłami sztukę teatralną. Aplauz publiczności był ogromny…

Ludzie 

Okazuje się, że takich jak ja letników, dążących do Loretto jak do oazy, w ciągu minionych 20 lat było wielu. Powracałam tu z przekonaniem, że znajdę się wśród swoich – zarówno sióstr zakonnych, jak i osób świeckich. 

Do dziś wspominam panią Jolę i jej wnuczka Sebastiana, który zaczął swoje spotkania z Loretto jako trzylatek. Ania, też letniczka, świętowała kiedyś w loretańskiej kawiarence imieniny, na które zaprosiła mnie, panią Jolę z wnukiem, swoją 6-letnią bratanicę, s. Wincentę opiekującą się nami ‒ świeckimi, a także niezapomnianą panią Różę, z którą chodziłyśmy na grzyby i dzieliłyśmy sympatię do bezdomnych kotów i psów. Pani Róża pamiętała sanktuarium z czasów sprzed wojny, kiedy przyjeżdżała tu jako dziecko na kolonie letnie. Zdążyłam się z nią pożegnać na miesiąc przed jej odejściem. 

Od wielu lat w powrotach do Loretto towarzyszy mi moja mama. Tu czas płynie wolniej, można skupić się na modlitwie, można kontemplować przyrodę, można po prostu odetchnąć…  
 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Tu możesz nas wesprzeć

Darowizna

reklama

Pekao