Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao


JADWIGA KNIE-GÓRNA

Eskalacja agresji

Wywiad z profesorem Stanisławem Kowalikiem, psychologiem, kierownikiem Katedry Kultury Fizycznej Osób Niepełnosprawnych w Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu



Od wielu lat obserwujemy, że agresja wśród dzieci i młodzieży systematycznie wzrasta. Jakie według Pana Profesora są tego przyczyny?

- Rzeczywiście niepokojąco wzrasta liczba agresywnie zachowującej się młodzieży. Niestety także zmienia się rodzaj czynów agresywnych. Coraz częściej młodzież dopuszcza się najgroźniejszych zachowań agresywnych, z zabójstwami włącznie. Z badań, jakie przeprowadziłem, wynika, że częstość zachowań agresywnych uzależniona jest od typu szkół, w których uczy się młodzież. Zaczyna się ona ujawniać wyraźnie w gimnazjach, a potem jeszcze bardziej nasila się w szkołach zawodowych. W liceach ogólnokształcących zachowań agresywnych jest znacznie mniej, ale problemem wychowawczym jest tam duży poziom neurotyzmu młodzieży. Oczywiście, nie można tych wyników generalizować. Są ogólniaki, gdzie zachowania agresywne uczniów są problemem, ale także są technika i zasadnicze szkoły zawodowe, w których agresja nie istnieje. Moim zdaniem wskazane zróżnicowanie odnośnie występowania agresji można wyjaśniać w różny sposób. Jednak głównym czynnikiem wywołującym zachowania agresywne w szkołach zawodowych jest brak perspektyw dotyczących zatrudnienia, które dawałoby satysfakcję młodzieży, a mówiąc bardziej ogólnie, brak poczucia przyjaznej przyszłości. Te kwestie zupełnie inaczej postrzegane są w liceach, gdzie młodzież zdaje sobie sprawę, że nauka jest jednym z kolejnych etapów ich życiowej kariery, a po ukończonych studiach, szansę na znalezienie interesującej pracy są ciągleduże. Poza tym są jednak czynniki społeczne, które wręcz prowokują do agresji. W naszej polskiej mentalności utrwalany jest pogląd, że w dzisiejszym świecie nie warto uczciwie pracować, a nawet nie warto uczciwie żyć. Warto być egoistą, warto też niszczyć innych, jeśli to nam da jakieś osobiste korzyści. Za wyrządzone krzywdy innym ludziom nie poniesiemy kary. Wręcz przeciwnie, inni będą bali się i nie odważą się nas atakować. Przy takiej wizji życia społecznego zachowania agresywne są uznawane jako zaleta, a nie ułomność ludzka. Ten rodzaj mentalności przyjmowany jest na szczęście przez specyficzną kategorię ludzi, tych mianowicie, którzy nie odczuwają potrzeby własnego rozwoju albo nie widzą możliwości osiągania jakiegoś wyższego celu życiowego, nie posiadają również istotnych wartości życiowych. Dla tych ludzi życie jest dziką dżunglą, przez którą trzeba przejść, rozpychając się łokciami. Za normalną rzecz uznają oni bezwzględną walkę o zaspokojenie swoich życiowych potrzeb kosztem innych osób. Powodem agresji może być także bezradność. Bowiem z poczucia bezradności rodzą się stresy, one z kolei rodzą napięcia, a napięcia często rozładowywane są przy pomocy agresji. Powiem też ostro - im większy panuje „wyścig szczurów", tym więcej rodzi się agresji. Ostatnim bardzo niepokojącym powodem powstawania agresji jest coraz częściej pojawiający się wśród młodzieży brak sensu życia. Uważam, że agresji będzie coraz więcej, ponieważ warunki, w jakich obecnie żyjemy, wręcz skłaniają młodzież do tego typu zachowań. Musimy jednak zdawać sobie sprawę z tego, że wymienione przyczyny zachowań agresywnych są pośrednio uwarunkowane przez środowisko wychowawcze. To rodzina i szkoła powinna zabezpieczać dzieci przed doświadczaniem bezradności, powinny kształtować system wartości, powinny też pokazywać w praktyce, że rzeczywistość społeczna nie opiera się na zasadzie „człowiek człowiekowi jest wilkiem". Mam jednak świadomość tego, że atrakcyjność życia rodzinnego i szkolnego jest niewielka w porównaniu z rzeczywistością wirtualną, kreowaną przez komputery i telewizję. Rodzice przy tak interesującej dla dziecka konkurencji mają coraz mniejsze szansę na oddziaływanie wychowawcze w stosunku do własnych dzieci, a im mniejszy będzie wpływ rodziców na wychowanie, tym ich agresja będzie bardziej prawdopodobna.

Od tygodni toczy się gorąca dyskusja wokół toruńskiej sprawy. Kto według Pana był winien sytuacji, jaka zaistniała w tamtejszej szkole?

- Trzeba raczej zapytać - dlaczego w ogóle taka sytuacja zaistniała?! Zresztą, nie dotyczy ona tylko toruńskiej szkoły, ale bardzo wielu naszych szkół. Nie jest to problem winy. Problemem tej szkoły była zbyt długo trwająca sytuacja nieufności wzajemnej, powodująca eskalację tych zachowań. To jest złe i niewychowawcze. Żyjemy w czasach, które preferują przede wszystkim sprawność ludzi. Znajduje to swoje odbicie w procesie kształcenia. Dążymy do tego, aby u młodzieży z jednej strony następował niesłychanie szybko idący rozwój procesów poznawczych, z drugiej strony bagatelizowany jest rozwój procesów emocjonalnych oraz rozwój moralny. Taka dysproporcja rozwojowa może być jak mieszanka wybuchowa - mała prowokacja sytuacyjna może prowadzić do niekontrolowanych wybuchów złości, do niepohamowanych aktów agresji. Tak więc myślę, że sytuacji, jaka miała miejsce w Toruniu, jesteśmy wszyscy winni. Osobiście uważam, że najważniejsze w tej chwili jest to, co stanie się z winną młodzieżą. Obawiam się, że zbyt rygorystyczne rozwiązania mogą doprowadzić do tego, iż z tych młodych ludzi wyrosną dorośli przestępcy. Powiem coś bardzo niepopularnego - nie przekreślajmy tak szybko ich przyszłości, bowiem mogą jeszcze z nich wyrosnąć wspaniali ludzie.

Pana zdaniem zbyt rygorystyczne karanie nie wnosi niczego dobrego w wychowaniu dzieci, z czym się absolutnie zgadzam. Jednak, jak twierdzi wielu specjalistów, podstawowym problemem naszych szkół jest odwrotna sytuacja, czyli całkowita bezkarność dzieci i młodzieży.

- W jakimś stopniu zgadzam się z tym zdaniem. Myślę, że poziom obrony praw uczniów, jak i same prawa uczniów są przesadnie wyeksponowane. Z kolei nauczyciele mają zdecydowanie mniej możliwości oddziaływania i w sensie formalnym często są bezradni. Na dodatek jeszcze coraz częściej ich postępowanie jest bardzo wnikliwie kontrolowane przez rodziców. Nauczyciel w takiej sytuacji bardzo często przestaje cokolwiek robić w sferze wychowania. Oczywiście w tej chwili trwa gorąca dyskusja o całkowitym zlikwidowaniu karty praw uczniów na rzecz restryktywnego oddziaływania na młodzież. To jest fatalne rozwiązanie, któremu będę głośno się sprzeciwiał. Zmiana praw ucznia pewnie musi nastąpić, ale nie powinno to sprowadzać się wyłącznie do obwarowania ostrymi sankcjami każdego szkolnego wykroczenia. System kar sprawi, że agresja uczniów będzie rosła w jeszcze szybszym tempie. Jeśli cały problem chcemy sprowadzić do sankcji, oznacza to, że nie ma już w wychowaniu autorytetów. Nauczyciel z autorytetem prowadziłby rozwój młodzieży w odpowiednim kierunku, tak jak było to kiedyś, gdy młodzież chciała się na swoich autorytetach wzorować i je naśladować.

Ale jest jeszcze inny aspekt agresji. Wiele osób uważa, że agresja w szkołach i poza nią stale wzrasta, bowiem dorośli po prostu boją się młodzieży.

- To jest prawda. Niedawno robiłem badania nad jakością życia mieszkańców pewnego miasta. Z tych badań nie wynika nic alarmującego, poza jedną sprawą: poczucie bezpieczeństwa dorosłych ludzi jest bardzo niskie. Z tych badań jednoznacznie wynika, że źródłem tego lęku są młodzi ludzie, którzy najczęściej pozostawieni są sami sobie. Nie tylko rodzice, czy nauczyciele boją się młodzieży, ale boi się ich także policja. Problem polega na tym, że młodzież, która ma lat osiemnaście czy dwadzieścia, jest już uformowana pod względem psychicznym. W tym wieku nie zaczyna się wychowywania i być może w ich przypadku jest potrzebny zaostrzony system restryktywny. Będąc w Czechach, kraju, który leży tuż obok, który posiada podobną do naszej historię, nie widziałem takiego rozwydrzenia młodzieży jak u nas. Oznacza to, że z agresją młodzieży można sobie poradzić, ale sprawą tą należy zajmować się nie wtedy, gdy bandy wyrostków terroryzują taksówkarzy, gdy starsi ludzie w obawie przed zaczepkami dzieci boją się wychodzić z domów, gdy rodzice boją się zwrócić uwagę swoim dorastającym „pociechom". Wtedy jest już za późno na wychowywanie. Sprawy te trzeba akcentować znacznie wcześniej. System czeski zadziałał, bowiem poważniej i w sposób bardzie odpowiedzialny rozumiano wolność i swobodę dzieci w szkołach podstawowych i średnich. U nas bezkarność za naruszanie elementarnych zasad życia społecznego jest podstawowym problemem, który musi być rozwiązany.

Co w takim razie powinniśmy wszyscy, czyli rodzice, nauczyciele i wychowawcy zrobić, aby w szkole było jak najmniej agresji?

- Znowu wygłoszę mało popularną tezę: żyjemy w czasie, w którym wszystkim wydaje się, że każdy problem można rozwiązać w sposób naukowy. Także problem wychowania. Tak więc przestaje się mówić o wychowaniu, a mówi się o różnego rodzaju korekcjach, psychoterapiach itd. Tym sposobem wychowanie zostało zamienione w jedną wielką psychoterapię, i do szkół wprowadza się najróżniejsze specjalistyczne programy terapeutyczne. Niektórzy specjaliści są przekonani, że każdą trudność w rozwoju dziecka można załatwić, „przepuszczając" je wraz z jego rodzicami przez określone programy korekcyjne. Wielu ekspertów jest przekonanych, że jeśli tak to zrobimy - problem zniknie. Za długo jednak żyję i wiem, jakie są rezultaty takiego podejścia do edukacji. Byłoby bardzo źle, gdyby po wydarzeniu w Toruniu wszystkie kuratoria uznały, że lekarstwem na całe zło będzie wprowadzenie do szkół takich programów. Powiem wprost - nie eliminujmy rodziny, nie uważajmy rodziców za ludzi niekompetentnych, nie umiejących wychowywać własnych dzieci, a więc nie zdejmujmy z nich odpowiedzialności za efekty pracy wychowawczej. Nic i nikt nie zastąpi rodzinnego wychowania. Dzięki zapatrzeniu się w metody wychowawcze stosowane w Stanach Zjednoczonych, przyzwyczailiśmy się, że w sposób łatwy, prosty i przyjemny można wychowywać młodzież i w ogóle zrezygnowaliśmy z pojęcia wychowania. Przy oddawaniu dziecku pełnej swobody i wolności pokazujemy swoją bezradność. Jeszcze raz podkreślam, wychowanie powinno mieć miejsce przede wszystkim w rodzinach. To jest rzecz podstawowa i ważna. Wszystkie formy zastępcze na krótką metę będę spełniały swoją rolę, na dłuższą absolutnie nie. Nie dostrzegajmy tylko rodzin patologicznych, ale pokazujmy i głośno mówmy o wspaniałych rodzinach, których jest całe mnóstwo. Mówmy i pokazujmy wspaniałą młodzież, bo jest jej bardzo wiele, na pewno więcej niż tej trudnej.

Dziękuję za rozmowę


opr. mg/mg



 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: wolność wychowanie szkoła rodzina swoboda lęk przemoc terapia psychoterapia agresja kara Toruń bezpieczeństwo policja poczucie bezpieczeństwa sankcje budowlanka brak perspektyw karta praw ucznia
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W