Jak skutecznie oszczędzać przy niskich dochodach? Małe kroki, duże efekty

„Ziarnko do ziarnka i zbierze się miarka” – to przysłowie słyszał zapewne każdy z nas. Jakiekolwiek są nasze życiowe potrzeby, plany i ambicje, trudno je zrealizować wyłącznie w oparciu o bieżące dochody. Prędzej czy później przychodzi moment, kiedy trzeba uruchomić większe zasoby finansowe.

Może to być związane zarówno z potrzebami materialnymi, jak konieczność remontu domu czy zakup samochodu, jak i niematerialnymi: podnoszenie swoich kwalifikacji, turystyka czy konieczność zadbania o swoje zdrowie. Niektóre wydatki są niespodziewane – jak w przypadku nagłej awarii czy pogorszenia stanu zdrowia. Skąd wziąć na to środki? Jedna możliwość to wziąć kredyt lub pożyczkę. Druga – skorzystać z własnych oszczędności. W większości przypadków ta druga jest znacznie lepsza, pod jednym wszakże warunkiem: trzeba te oszczędności posiadać.

Ziarnko do ziarnka...

Jak wskazują dane statystyczne („Skala i cele gromadzenia oszczędności przez Polaków” na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, 2025 r.), nie jest z tym najlepiej. Od wielu lat oszczędności w naszym kraju utrzymują się na podobnym poziomie: posiada je wprawdzie 83 procent Polaków, ale w przypadku aż 33 proc. są one tak niewielkie, że umożliwiłyby przetrwanie nie dłużej niż przez miesiąc. Jedynie 25 proc. Polaków ma oszczędności, które pozwoliłyby się utrzymać przez ponad pół roku (taki poziom określa się mianem bufora bezpieczeństwa finansowego). Jak w tej sytuacji mówić o większych wydatkach?

Tu właśnie ujawnia się mądrość ludowego porzekadła. Gromadzenie oszczędności wymaga bowiem przede wszystkim jednej rzeczy: systematyczności. Najlepiej sprawdza się strategia małych kroków, podejmowanych regularnie. Zamiast mówić sobie: „jestem za biedny, aby oszczędzać”, trzeba powiedzieć: „mam niskie dochody, tym bardziej więc muszę oszczędzać”. Jeśli policzymy, jakie będą koszty kredytu, który musielibyśmy wziąć w przypadku braku własnych oszczędności, prawda ta staje się wręcz oczywista.

Jak to zrobić? Zacznij od planowania

No dobrze, ale jak to zrobić, skoro ledwo starcza mi do pierwszego? – może ktoś zapytać. Odpowiedzią jest stworzenie planu wydatków i oszczędności. Rzecz w tym, żeby sumę przeznaczoną na oszczędności wliczyć w domowy budżet już na początku miesiąca, a nie czekać do końca, aż pieniędzy zabraknie. Przykładowo, przy zarobkach 6310 zł (taka jest średnia krajowa netto w III kwartale 2025 r.) mogę założyć, że co najmniej 10 procent miesięcznie, czyli ok. 631 zł chcę przeznaczyć na oszczędności. Przy płacy minimalnej (ok. 3500 zł netto w 2025 r.) będzie to 350 zł. Czy to dużo, czy mało? W perspektywie miesiąca niezbyt wiele. Jeśli rozsądnie przyjrzymy się swoim zwyczajom zakupowym, z pewnością znajdziemy przestrzeń do oszczędności: czy pod wpływem impulsu nie kupujemy czegoś, co nie jest nam niezbędne? A może skuszeni promocjami kupujemy więcej niż potrzebujemy – a potem to wyrzucamy? Czy zamiast rzeczywistymi potrzebami nie kierujemy się raczej modą? Może niepotrzebnie porównujemy się z innymi? Z tego względu, że mój sąsiad lub znajomy coś ma, nie wynika wcale, że ja także muszę to mieć. Nie znam jego budżetu domowego, powinienem natomiast zadbać o swój własny. A dobrze skonstruowany budżet trzyma się określonych zasad, na przykład: 50 proc. na potrzeby, 30 proc. na hobby i przyjemności, 20 proc. na oszczędności i inwestycje (lub, w innej wersji: 70 proc. na wydatki, 20 proc. na oszczędności, 10 proc. na spłatę zobowiązań i darowizny).

Warto też zastanowić się nad korzystaniem z samochodu: jeśli mamy zwyczaj jeździć wszędzie autem, płacimy za paliwo, płacimy za parkingi, samochód się zużywa i wymaga częstszych napraw. Jeśli zamiast korzystać z auta, pójdziemy piechotą albo wsiądziemy na rower, skorzysta na tym i nasz portfel, i zdrowie. A jeśli chodzi o jeżdżenie autem do sklepu, przesiadka na rower automatycznie wymusza bardziej rozsądne podejście do zakupów: na bagażnik rowerowy nie włożymy tyle, co do samochodu. Nie chodzi oczywiście o skrajny minimalizm, ale o rozsądne podejście do wydatków, zgodnie z arystotelesowską zasadą „złotego środka”.

Uczyć się oszczędzania od najmłodszych lat

Pokolenie „Gen X”, do którego należę, pamięta dobrze, jak w szkołach zachęcano nas do regularnych wpłat na tzw. „SKO”. Ten tajemniczy skrót oznaczał „Szkolną Kasę Oszczędności”. To inicjatywa z bardzo długą tradycją, sięgającą dwudziestolecia międzywojennego, dziś nieco zapomniana – a szkoda. Jedynie co trzecia szkoła uczestniczy w tym programie, uczącym dzieci i młodzież racjonalnego gospodarowania zasobami finansowymi. Jednym z zasadniczych elementów programu jest wyrobienie stałego nawyku odkładania niewielkich kwot. Gdy młody człowiek uzmysłowi sobie, że kapitał tworzy się właśnie z takich systematycznych wpłat, jest duża szansa, że podobnie podejdzie do swych finansów w życiu dorosłym.

Stosunkowo niewielkie oszczędności odkładane systematycznie miesiąc po miesiącu dają sumarycznie duże kwoty, które pozwalają zapewnić finansową stabilność, dają poczucie bezpieczeństwa i pozwalają zrealizować własne plany i marzenia. Trzeba też zauważyć, że mówimy nie tylko o zgromadzonym kapitale, ale także o odsetkach. Gdzie bezpiecznie trzymać własne oszczędności oraz w jaki sposób sprawić, aby odsetki były faktycznie wyższe od inflacji – to już temat kolejnego artykułu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama

reklama