Powrót z ciemnej doliny

Jak można by opisać samopoczucie Kleofasa i jego towarzysza idących do Emaus? Najlepszym słowem byłoby chyba rozczarowanie. I to nie powierzchowne, ale takie, które wywraca życie do góry nogami. Ich przygoda z Jezusem, Jego nauki i cuda, Jego niezwykła, fascynująca osobowość, wydają się im teraz jakimś zaczarowanym, nierealnym światem, który w zderzeniu z twardą rzeczywistością rozsypał się jak domek z kart. Jeszcze nie milknie w nich fascynacja Jezusem, jeszcze uznają, że był „prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu”, ale już nie potrafią widzieć w Nim kogoś, dla kogo można zaryzykować życie. Z uczniów stają się obserwatorami – owszem, życzliwymi, ale coraz bardziej beznamiętnymi. Z każdym krokiem drogi z Jerozolimy do Emaus wielkie słowa i przeżycia ostatnich miesięcy, a być może i lat, bledną, a twarda codzienność coraz wyraźniej jawi się jako absolutny priorytet, który narzuca swoje własne reguły i wartości. Są wprawdzie jeszcze w stanie opowiadać z wypiekami na policzkach o tym Jezusie Nazarejczyku, ale coraz bardziej staje się On jednym z tematów, o jakich można się odrobinę pospierać na końcu dnia, przy dobrej kolacji. Nawet opowiadania kobiet o tym, że On żyje i stwierdzony przez Apostołów fakt pustego grobu wydają się im czymś raczej niesmacznym, niż dającym nadzieję. Gdzieś w ich umyśle pojawia się zapewne ostrzeżenie: Już raz uwierzyliście w te opowieści, więc bądźcie ostrożni, bo się znowu może źle skończyć!

Być może początkowo właśnie tak traktują słowa nieznajomego Wędrowca, który ku ich zdumieniu zdaje się patrzeć na te wydarzenia inaczej, niż oni. W świetle Mojżesza i pism prorockich te wydarzenie układają Mu się jakoś inaczej, niż im. Być może właśnie ciekawość każe im zaprosić Jezusa na wieczerzę. I wtedy dokonuje się niespodziewany przełom. To nie są już jedynie pogłoski o tym, że On żyje. To jest Jego namacalna obecność. Nie potrafią inaczej opisać tego doświadczenia jak tylko przez porównanie do uzdrowienia ze ślepoty. I teraz odsłania się cała prawda: To nie ich wcześniejsze doświadczenia z Jezusem były jakimś zaczarowanym światem, ale to ta perspektywa płynąca z ich rozczarowania okazała się być złudną pokusą powrotu do ciasnej  codzienności  skupionej na tym, co doczesne.

Wracają. A ich droga z Emaus do Jerozolimy jest symbolem powrotu do spojrzenia na rzeczywistość w świetle Chrystusowego zmartwychwstania. Dopiero ono nadaje ludzkiemu życiu prawdziwy sens.

« 1 »